Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Spinam się

Czasem trzeba sobie popłakać. Tak po prostu. U mnie trafiło na ostatni czas i tyle. Okres się skończył i jest ok, choć nerwowo. Ale nie że ja się wściekam, ale się denerwuję razem z Córą. W środę jest kolejny spektakl, tym razem jedzie jej klasa i młoda okrutnie się przejmuje. Bo co będzie, jak się nie spodoba, jak będą rozczarowani? A ja z nią, choć oczywiście, że się nie przyznam. Na szczęście nie martwi się o to, co będzie, jak się pomyli, bo po A ona wie, że oni nie wiedzą, jak to ma wyglądać, a po B ma te ruchy tak wgrane w ciało, że jak w Sylwestra pokazywaliśmy znajomym jej występ, to po usłyszeniu wystrzału z karabinu przyszła krokiem żołnierza. Gorzej ze mną i drugą mamą do pomocy, bo wciąż chcemy dziewczynki zganiać ze sceny, jak schodzą po raz drugi, ale one mądrzejsze i się nie dają ;)
Poza tym nas zasypało. W sobotę wzięłam Osobistego, bo sama bym nie pojechała. Nawet krajówka była zaśnieżona, a Gwiazda przodem śnieg zgarniała. Wydaje mi się, że przez ostatnie spokojne zimy  drogowcy ograniczyli ilość sprzętu i teraz się mści. Inna rzecz, że za pługiem rosło w zastraszającym tempie, bo tak sypało. Mam nadzieję, że ten śnieg wytrwa do ferii, jeszcze tydzień mu został.
Z wieści domowych czekamy na dostawę uzdatniacza wody, bo u nas naprawdę kiepsko, solarów i grzejników, ale na razie cisza ze strony sklepu. Czekamy też na pół podnośnika do płyt kartonowo-gipsowych, bo przyszła tylko jedna paczka z dwóch. Obie wyszły z jednego miasta, ale jedna trafiła do nas, a druga do Szczecina i musi się wracać. No cóż. Ale jak już przyjdzie, to sufity rach ciach pójdą.

piątek, 28 grudnia 2018

7

Tak mnie rozleniwiły święta, że nawet nie napisałam urodzinowej notki, a przecież moje uparte dziecko skończyło 7 lat. Najważniejsze, że można o niej powiedzieć, to właśnie to, że jest wściekle uparta, jak coś idzie nie po jej myśli, to się wścieka tak, że klękajcie narody, nic wtedy do niej nie dociera. I choć wybuchy są już rzadsze i krótsze, to jednak się zdarzają. Poza tym jest całkiem samodzielna, sama się ubiera, rozbiera, myje, nawet włosy i czesze, choć tu akurat daleko jej jeszcze do fryzury, która przetrwa dłużej, niż parę minut.
Kocha czytać, muszę ją odganiać, bo cały dzień by mogła czytać. A jak nie czyta, to koloruje lub rozwiązuje zadania, czyli oczy, oczy, oczy. Na pole ciężko ją wygonić, ale jak już wyjdzie, to ciężko ją zgonić. Jeździ na rowerze, bez kijka i uczy się pływać.
Ku jej ogromnej rozpaczy nadal ma wszystkie mleczne zęby i nie zanosi się, żeby ten stan się zmienił w najbliższym czasie.
122,5 cm
23 kg

czwartek, 20 grudnia 2018

Poszło

Oba spektakle się udały. Dziewczyny przebierają się już praktycznie same, a i ekipa do pomocy była świetna. Ludzie, z którymi trzeba współpracować robią większą część sukcesu. Wróciłam do domu zrelaksowana i szczęśliwa, choć po drodze jeszcze robiłyśmy zakupy. Tak się spodobało, że prawdopodobnie będzie jeszcze jedno przedstawienie w styczniu. Tym razem klasa Dominiki bardzo by chciała pojechać.
Żegnały się wczoraj baletnice z nauczycielką przed świętami. I pani je przytula, te mniejsze podnosi, składa życzenia. A te większe same się przytulają. Tak mi się ciepło zrobiło, bo one ją zwyczajnie kochają. A one je.
A dla nas zaczął się czas odliczania do świąt. Dziś ulepię uszka i pirogi z kapustą i grzybami, krokiety mam już gotowe. Choinka stoi pod drzwiami, czeka na wigilię, mam nawet sianko i jemiołę. I wczoraj kupiłam gwiazdę betlejemską i mam wrażenie, że już ją zamordowałam. Nie wiedziałam, że trzeba ją tak mocno otulić i mi więdnie. Ktoś ma jakiś pomysł?

piątek, 29 czerwca 2018

środa, 6 czerwca 2018

Ogarniam

Ogarniam prezenty na koniec roku dla:
- pań z przedszkola - mam już kubki, trzeba dokupić coś słodkiego i kwiatka
- dzieci - mam już książki, jestem w trakcie zamawiania personalizowanych kubków dla tych, którzy z przedszkola odchodzą
- nauczycielki tańca - dziś zaczęłam i skończyłam fotoksiążkę z przedstawienia - ciekawe, czy się spodoba.

Poza tym trochę ogarniam ogródek, sporo dom, bo siedzę z chorą Córą. W niedzielę obudziła ją gorączka, przeleżała cały dzień, padła na nos o 19, śpiąc w dzień jeszcze dwa razy. Wstała po 7, pojechaliśmy z Synem do przedszkola, a popołudniu do lekarza. Zapalenie gardła i krtani, antybiotyk. Już ją nosi, ale podejrzewam, że to działanie leków.

A co do wiadomości. Odezwał się do mnie Marek. Tak, ten Marek. Że tak nam się rozeszło pisanie, bo ja miałam dość, a on też miał zły czas i może byśmy razem nadal pisali. Gwoli wyjaśnienia dodam, że napisałam mu, że może wydać książkę ze współfinansowaniem, ale bez mojego nazwiska. Tą wcześniejszą, nie tą, co pisaliśmy, nie było mowy o żadnym dość, przesycie czy coś. I on już nie odpisał. Długo myślałam, co zrobić, biłam się z myślami, aż w końcu doszłam do takich oto wniosków:
1. nie piszę własnej, bo nie mam czasu
2. nie wierzę we własną, bo nawet głupiego "odwal się" nie dostałam w odpowiedzi
A potem przyszło jeszcze jedno olśnienie. Nie każdy ma prawo odejść z mojego życia bez wyjaśnienia i do niego po prostu wrócić.
Teraz myślę, czy mu napisać wersję z olśnieniem, czy okrojoną ;) bo wszak to była moja wina, bo ja zła kobieta jestem ;) Bo odpisać jednak wypada.

Idę ogarniać własny odpoczynek, leżak czeka.

niedziela, 27 maja 2018

Ledwo żywa - ze szczęście też



Kiedy wchodzimy do namiotu, zaczyna się walka. Z czasem, zmęczeniem, strojami. Niestety czasem z rodzicami, którzy wiedzą lepiej i zrobią po swojemu.
A potem jest dzika radość, że się udało. I choć zmiana koni nie wyszła najlepiej, a dwie szable się zapodziały, dziewczynki to profesjonaliści - na żale przyszedł czas dopiero za kulisami.
Widziałam tylko pół przedstawienia, nie widziałam mojego dziecka, czekam na film. Ale jestem szczęśliwa. To był piękny prezent na Dzień Mamy.


1486 zdjęć. Od rana wybieramy te, które wyszły. A przed nami jeszcze jedno przedstawienie, w czerwcu.

piątek, 25 maja 2018

Wielki dzień

Jutro wielki dzień. Dziadek do orzechów ujrzy światło dzienne przed całą zgromadzoną na rynku publicznością. A ja znowu za kulisami. Nie mogę się doczekać.

poniedziałek, 21 maja 2018

Szkolniak

Na wczorajszym spacerze podeszliśmy pod szkołę. Jest wywieszona lista przyjętych do pierwszej klasy. I wśród innych dzieci jest Córa. Poczułam jednocześnie dumę i żal. To już?

środa, 21 marca 2018

Witaj szkoło!

Wczoraj zapisałam Córę do szkoły.
Zostałam zapytana, na jaką zmianę* ma chodzić i czy mam preferencje co do koleżanek, z którymi chce chodzić. Zaskoczyli mnie.
Czuję mieszankę lęku, radości dumy i zdziwienia uciekającym czasem. Siedem lat temu nawet jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży, a dziś już panienka.





* w naszej szkole dzieci chodzą na dwie zmiany ze względu na trudne warunki lokalowe, nowa szkoła na początku budowy, do trzech lat ma być skończona, pierwsza zmiana zaczyna lekcje o 7.25 i wielu rodzicom to nie pasuje, bo za wcześnie.

czwartek, 11 stycznia 2018

No to się ucieszyłam

W  tamtym tygodniu prawie fruwałam nad ziemią, bo ucho się leczyło, było prawie dobrze, a migdały najmniejsze w historii. A wczoraj znowu Córze zaczął przeszkadzać katar płynący do gardła. I coś ucho gniotło. Z pewną dozą niepewności, czy też nie jestem nadgorliwa pojechałam z nią dziś do otorynolaryngologa, naszej pani doktor, która ją za uszy ciągnie z każdej choroby. No i się dowiedziałam, że ucho się nie doleczyło, tylko zaleczyło, poprzedni antybiotyk zamaskował objawy i jest chora, a migdały ogromne. Antybiotyk, doustny i do ucha, krople do nosa i lek na rozrzedzenie wydzieliny. I skierowanie na RTG zatok, już załatwiłam, jutro do odbioru z opisem. Na razie walczymy, bo grozi jej niedosłuch, jak to się utrzyma.
Jestem załamana. Zżuta i wypluta. Na szczęście da sobie wyjaśnić, że zdrowie ważniejsze i sama uznała, że nie idzie na tańce i na urodziny kolegów. We wtorek wizyta i dowiemy się, co dalej. I to już nawet nie chodzi o to, że dopiero trzy dni byli w przedszkolu i ich nosi. I nawet nie o to, że dopiero w piątek skończyła antybiotyk. Boję się o nią. Tak normalnie i o jej taniec się boję.

Nie dajcie sobie wmówić, że katar to nie choroba. Dzieci często nie czują, że coś się dzieje, albo nie umieją o tym powiedzieć, czasem nawet nie gorączkują przy zapaleniu ucha, jak Córa. A powikłaniem po katarze jest zapalenie ucha, bardzo groźne. Jak tylko dziecko ma katar, żądajcie badania uszu. Bo lepiej panikować, niż żałować.

wtorek, 26 grudnia 2017

6

W każde Boże Narodzenie my świętujemy podwójnie, bo 26 grudnia urodził się nasz pierwszy Cud. Dlatego już nigdy nie spojrzę na święta inaczej i dyskusja o wyższości świąt już mnie nie dotyczy.
Córa to już panienka pełną gębą, stroi się i fochy stroi też i wybiera się do szkoły. Była koszmarnie rozczarowana, jak okazało się, że po świętach nadal będzie chodzić do przedszkola, a nie do szkoły. W sumie to mogłaby już do niej iść, bo liczy, mnoży do 10, choć nie wie, że to robi. W końcu załapała, o co chodzi w czytaniu i czyta, może nie płynnie, ale sama złoży sobie sylabę, a potem słowo i przeczyta już wszystko. Najbardziej oburzają ją angielskie czy obcojęzyczne słowa w reklamach, czy na banerach, bo ich nie rozumie. Pisze trochę śmiesznie, bo miesza drukowane z pisanymi.
Bardzo lubi się uczyć. W domu sama wyciąga elementarz i czyta, ma nową zabawkę, tablice do pisania i siedzi nad tym ciągle.
Jest strasznie dokładna, czasami aż za bardzo i porażki ją jeszcze mocno stresują, ale pracujemy nad tym.
Opanowała swoje nerwy, choć nadal zdarzają się wybuchy złości takie, że nie bardzo wiemy, co z tym zrobić. Jednak coraz szybciej się uspokaja, coraz łatwiej do niej trafić i wytłumaczyć.
Nadal kocha taniec, w przyszłości chce zostać baletnicą i uczyć dzieci. Na razie nadal tańczy dwie godziny w tygodniu, a przed przedstawieniami nawet częściej i dłużej.
Kocha prace kreatywne. Ciastolina, plastelina, wycinanie, klejenie, ozdabianie to jest jej żywioł. I zwykłe rysowanie też, mamy tony rysunków, bo rysuje i w domu i w przedszkolu. Czasem ją gonię, bo woli rysowanie od kontaktów z innymi dziećmi, bardzo powoli wchodzi w relacje, nie umie się czasem przebić, cóż, typowy z niej introwertyk, ale zaczyna się otwierać.
115 cm, 21 kg, nadal wszystkie mleczaki

piątek, 15 grudnia 2017

Zero spinki + edit zdjęciowy

Od dwóch tygodni wiedziałam, że na lekcjach otwartych z tańca i baletu ma się pojawić mikołaj. I byłam przekonana, że to będą cukierki, maksymalnie jakiś mikołaj czekoladowy. A dziś na grupie fb zobaczyłam zdjęcie, które wrzuciła pani Ania, a tam tyle dobra, że szok. I napisałam do niej, żeby wiedzieć, co jest w paczce, żeby Synowi zrobić, bo ostatnio Córa wygrała konkurs, on nie, ona dostała paczkę na urodziny od kuriera, on nie (i nie pomaga tłumaczenie, że jego wszyscy goście byli) i było mu okropnie przykro. I chciałam mu zrobić taką paczkę i podłożyć i byłoby super. I mi nie wyszło, bo pani Ania napisała, że paczka dla Syna będzie, bo chodził i może wróci i ona chce. Głupio mi się zrobiło, bo wyszło, jakbym się prosiła. Oczywiście nie chce słyszeć o zapłacie. To pomyślałam, że zrobimy jej prezent, oczywiście nie od mikołaja, bo nie mam jak podrzucić, musiałabym to zrobić w tajemnicy przed dziećmi, bez sensu. I ja myślałam o czymś słodkim i jakąś ozdobą świąteczną, akurat w przedszkolu kiermasz jest, więc byłoby dwa w jednym. A moje dzieci wymyśliły chatkę z piernika. Robioną przez nas.
Zero spinki, ciasto dopiero się chłodzi. Jeszcze upiec, złożyć, udekorować... Naprawdę, zero spinki ;) czy u nas nie może być normalnie?

Edit 21:59
Prace budowlane zostały ukończone



wtorek, 3 października 2017

Jesiennie i mój bodyguard

Jesień mnie dopadła. Znaczy to, że zamieniłam się w ptaka grzebiącego, czyli kurę domową w ogródku. Nadrabiam zaległości po chorowaniu i deszczu, czyli plewię trawę, z której już nic nie było widać. Oczywiście też kosiłam trawnik, a jakże. Dodatkowo wczoraj wyjęłam cebule, które wyjąć trzeba, prócz kilku mieczyków, które postanowiły teraz zakwitnąć. A niech mają. Dokupiłam sobie z pięćdziesiąt nowych, muszę im zrobić nowy ogródek, bardziej z przodu domu, bo z tyłu to chyba tylko na radość moim nieulubionym sąsiadom, a to szkoda. Tam to pod płotem posadziłam naparstnice i kąkol, bo to duże i zasłoni ;)
A w ogóle to ja mam swojego bodyguarda, własnego, osobistego. Jak tylko wyjdę na ogród, pojawia się. Siada na ławce i paczy. Nie, nie jest kotem. Jest sąsiadem. Koszę - paczy, plewię - paczy, bawię się z dziećmi - paczy. Brzmi może śmiesznie, ale na dłuższą metę jest mocno irytujące. Już pominę, że Osobisty się ze mnie śmieje, że mi się amant trafił, że hoho. Bałdzo śmieszne, bałdzo...

Kupiłam dziecku mojemu rajstopy. 122/134, kiedy ona ma wzrostu 115. I uwierzycie, że nie weszła? Znaczy weszła, ale krok w kolanach w jednych, w drugich w połowie uda, jedynie jedna para z czterech będzie na już. Pomiędzy sobą różnią się w długości o dziesięć centymetrów!! Muszę je pojechać oddać i kupić jej... 140? 146? Koszmar z tą rozmiarówką.

23 listopada mamy rozprawę sądową w sprawie lusterka.

wtorek, 5 września 2017

Średniak i zerówka

Wczoraj dzieciaki prawie staranowały drzwi do przedszkola, tak do niego biegły, nie mogąc się doczekać. Ja szłam z lekkim niepokojem, pamiętając "nie zostaaaawiaj mnie", które Córa odczyniała w czerwcu, a jeszcze bardziej martwiąc się, w jakiej grupie będzie Syn. Z dzieciakami 2,5 letnimi - nie bardzo, przecież to huragan, na chwilę, jasne, ale nie na dłużej, z Córą - jeszcze gorzej. Ale już w szatni mi minęło, bo oboje rozebrali się z prędkością światła, a szafki były pięknie opisane grupa młodsza, średnia i starsza, czyli Syn ma swoją własną. Polecieli na salę z pieśnią na ustach, w przelocie dali mnie buziaka, a pani ręczniki i przybory do mycia zębów i tyle ich widziałam.
Córa bardzo podekscytowana tym, że chodzi już do zerówki. W wakacje przyniosła elementarz i faktycznie zaczęła łapać czytanie. Szło jej bardzo dobrze i teraz też co któryś dzień przychodzi i czytamy, znaczy ona się uczy. A ja uwierzyć nie mogę, że ten czas tak szybko szedł do przodu. Jestem z nimi na co dzień, a mam wrażenie, jakby mi coś umknęło, jakby ktoś przyspieszył zegar, albo mnie wyłączył, pozwalając mi jednocześnie pamiętać codzienność. Moja Córa chodzi do zerówki. Czy za rok pójdzie do pierwszej klasy, to pytanie pozostaje otwarte, bo intelektualnie daje radę, za to emocje są do tyłu. Ma rok, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Miałam korzystać z wolnego. To wczoraj pojechałam na pół dnia do mamy i na targ wybyłyśmy, a dziś Osobisty ma urlop, więc siedzimy na górze, robiąc profile pod sufity. Zeszłam teraz obiad ugotować tylko. Może jutro??

wtorek, 29 sierpnia 2017

Skrzywdziliśmy dzieci

Dokładnie z takim przeświadczeniem chodziłam po ulicach i szlakach Krynicy. A dlaczegóż to?
Córa w grudniu skończy 6 lat, Syn w listopadzie 4. Od prawie trzech nie używamy wózka, czyli od czasu, kiedy Syn zaczął pewnie chodzić i w wózku nie było go szans utrzymać. Owszem, to nasze chodzenie jest wolne, a było jeszcze wolniejsze, ale chodzimy. 2 km na plac zabaw, na spacery nad Wisłę i do domu też koło 4 czy 5 kilometrów, zależy jaką trasą. Na Jaworzynę wyszli sami, przez Przełęcz Krzyżową, to ponad 3 godziny marszu dość ostro pod górę, na Górę Krzyżową i Parkową również. Na tą ostatnią parę razy. Całymi dniami chodziliśmy. Jasne, że z przerwami, przecież sami nie dalibyśmy rady. Ale poza tym plecaki na plecy i do przodu. A w plecaku picie, jakaś przekąska, kurtka, bo wiadomo, góry, pogoda bardzo zmienna. Raz nawet Syn wziął maskotkę i dzielnie ją nosił.
A obok nich dzieciaki, czasem z wyglądu starsze od Córy, a od Syna to całe rzesze, w wózkach. Na deptaku to jeszcze, ale na Górze Parkowej czy na szczycie Jaworzyny (kolejką spokojnie można wjechać z wózkiem) kółka grzęzły, zęby o siebie dzwoniły, ale dziecko jedzie. Niejednokrotnie z paczką chipsów na kolanach.
I tak sobie myślałam, idąc za tymi naszymi piechurami, co to jak sarenki, czy inne kozice latały po szlakach, czy ludzie nas mijający nie patrzą na mnie z potępieniem, że taka podła matka jestem, że chodzić każę, zamiast biedne dzieciaczki wspomóc kółkami. Bynajmniej nie przejmując się tym, bardziej z ciekawości. Ściągaliśmy na siebie spojrzenia, pewnie, komentarze również. Różne były, niektórzy się śmiali, że turyści na całego, bo plecaki, inni podziwiali, że idą tak dzielnie, a jeszcze inni nie mogli uwierzyć, że oni tacy mali, głównie Syn.
Patrzyłam na tych małych ludzi rozpartych w wózkach i czułam przerażenie. Dokąd zmierzamy? Do wygodnictwa, czy kalectwa? Wiem, że z dzieckiem się idzie dłużej, wiem, że czasem dziecko nogi zabolą, wtedy przytulamy, robimy postój i idziemy dalej. Da się, naprawdę. A potem nie trzeba być, jak jedna matka, ledwo tachająca dziecko z wózka, prosząca go, by może zaczęło chodzić samo, a ono na to, że nie. Dziecko samo nie zacznie chodzić. Dziecka trzeba tego nauczyć. A im szybciej, tym łatwiej mu będzie, bo kondycja się sama nie pojawia.

piątek, 23 czerwca 2017

O determinacji ponad wszystko

Było wesoło,  było smutaśnie, będzie patetycznie.
Dziś było zakończenie roku przedszkolnego. I Syn, i Córa mieli swoje role, wierszyki do powiedzenia, a Córa dodatkowo miała dać pokaz, oczywiście z całą grupą uczęszczających na to dzieci, tańca nowoczesnego i baletu. Od wczoraj nie mówili o niczym innym.
Godzina 2 w nocy - Córa woła, że boli ją gardło, pokasłuje. Psikam.
Godzina 4 w nocy - Córa pokasłuje i wymiotuje
Godzina 6 rano - kolejna wymioty, samą śliną i powietrzem.
Spaliśmy do 8, kiedy to zadzwoniłam do przedszkola z informacją, jak jest i z obietnicą, że postaramy się przyjechać, jak nic jej nie będzie, albo zadzwonię, gdyby było gorzej. Do 13 leżała i nie jadła, prawie się nie podnosiła, tyle, by wypić, więc zaproponowałam, że może odpuścimy. W trzy minuty była gotowa i pełna energii. Pojechaliśmy.
W przedszkolu weszła z dziećmi, ustawiła się, pani dyrektor przywitała rodziców i dzieci, miało się zacząć od pokazu tańców i... Córa zwymiotowała. Szybka akcja sprzątaniowa, zgarnęłam ją do łazienki i tłumaczę, że nie musi iść. A ona na to, że chyba jej nic nie jest i musi. Poszła. Blada, usta sine, a na nich uśmiech.
Zatańczyła tak, że łzy w oczach miałam i byłam pełna podziwu, jak dużo dały jej lekcje u pani Ani. Owszem, w przedszkolu też sporo się nauczyła, ale jednak widzę różnicę, które wprowadziła pani Ania. Odstaje od grupy, in plus odstaje, inna sprawa, że jest najstarsza. A na tańcu, gdy zatańczyła rock'and'roll, zupełnie innego, niż na turnieju, pękałam z dumy, bo ogarnęła i nie pomyliła. Szybkie przebranie w spódnicę granatową z baletowej i idzie mówić wierszyk. Tyle, że znów kaszle. Zgarnęłam ją w samą porę, bo ledwo doszła do toalety. Koniecznie chciałam ją zatrzymać, myłam buzię, kazałam wysmarkać nos, umyłam jej zęby palcem, bo szczoteczki brata (to akurat łazienka w sali grupy młodszej) nie chciała tknąć. Zapewniałam, że jestem dumna i zrobiła więcej, niż musiała, żeby posiedziała, odpoczęła. Przyznała mi rację, powiedziała, że nie pójdzie, a potem zaczęła słuchać.
- Mamusiu, po tym wierszyku jest snowflakes, a potem mówimy my.
- Tak, skarbie?
- Tak, ja chcę tam iść.
- Wiesz, że nie musisz.
- Wiem, jak się źle poczuję, przybiegnę do ciebie.
Pot leciał z niej ciurkiem, była trupio blada, ale zaśpiewała i powiedziała swoją kwestię. Potem ściągnęłam ją ze sceny, ale usiadła tylko obok, by patrzeć, jak im idzie. Po dyplom i nagrodę poszła sama. Pod ścianą oglądała wystawianą przez nas, rodziców, Rzepkę i była zachwycona. A potem zasnęła w ramionach Osobistego, budząc się tylko na wyjściu, by pomachać paniom.
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym, śpiewał Perfect. I jak na nią patrzyłam w domu, zmarnowaną, ledwo żywą, a jednak jaśniejącą, tak o niej myślałam. Dała radę tam, gdzie ja bym odpadła. Naprawdę, poddałabym się, bo przecież choroba i wszystko. A ona wyszła i choć widać było, ile ją to kosztuje, uśmiechała się i dalej robiła swoje. W domu powiedziałam jej, że była to najgłupsza pod słońcem rzecz, jaką zrobiła. I jestem z niej dumna, bo ja nie dałabym rady.

Nie wiem, czy rodzice uznali mnie za matkę wariatkę, która pcha chore dziecko na scenę. Bo prawdę zna niewiele osób, my dwie, Osobisty, kilkoro rodziców z obsady Rzepki i wychowawczyni. Na początku się tym martwiłam, a potem pomyślałam, że nie obchodzi mnie to. Spełniłam jej marzenie. Uczyła się tego, pracowała na swój sukces i nie zabrałam jej tego. Byłam, wspierałam. Nie chcę podciąć jej skrzydeł, choć boję się, że ten upór ją kiedyś zgubi. Ale jeśli będzie dalej tak walczyć o marzenia, zdobędzie wszystko.

Kocham ją i jestem z niej bardzo dumna.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Weekendowe szaleństwo

Sobotę rozpoczęliśmy dość wcześnie, bo musiałyśmy jechać na próbę. Ubrania przygotowane, na Family Day także, bo pogoda taka niepewna. Córze wzięłam krótkie spodenki, Synowi przygotowałam spodnie do podwinięcia, jakby co. Sobie sweter, kurtkę, przed wyjazdem zmieniłam długie spodnie na rybaczki.
Próba gorąca, głównie na końcu, gdy postawiłam sobie za punkt honoru pomóc innym mamom przebrać dziewczynkę w 48 sekund. Od stóp do głowy, dosłownie. Bo ona wychodzi jako drzewko, brązowe rajstopy, czarne body i spódnica, listki na dłoniach, a za 48 sekund jako Wróżka Diamentów, białe rajstopy, body, tutu i diadem. I Pani Ania uznała, że nie zdążą jej przebrać i wchodzi jako to drzewo. Głupio, bo nikt nie wie, kim jest w takim razie. I mówię tym mamom, że zdążymy, jedna ściąga górę, podnosi ją w górę, a dwie zakładają po kolei nowe ubrania. Koniec próby, proszę panią Anię o 48 sekund. Puściła i.......

Bo jak nie my to kto o o  !!! Zrobiłyśmy w 15!!!!!

W drodze na Family Day chciałam zebrać od mojej mamy ciepłe ubrania, bo pogoda się psuła, ale Osobisty stwierdził, że szkoda czasu, bo tam pogoda cudna, dopiero co się smarowali kremem do opalania. No to nie pojechałam. Tylko pogoda też się zmieniła, Osobisty zapomniał dzieciom kurtek, a spodnie długie dla Syna się zapodziały, więc... Zmarzłam mimo, że byłam najlepiej przygotowana :P Ale sweter wziął Syn, kurtkę Córka i tak jakoś wyszło :P Plus taki, że pogoda wystraszyła ludzi i dzieciaki się wyszalały, bo kolejek do dmuchańców i na karuzelę prawie nie było.

A wczoraj wielki dzień, Córa jedzie po złoto. Od rana tak mówiła i nic nie pomagało nasze stopowanie, że najważniejsze, by zatańczyła najlepiej, jak potrafi i się tym cieszyła. Przyznała nam rację. I dodała, że dostanie za to złoty medal.
Pierwszą załamkę zaliczyłam, jak na walcu chwilami stała i się rozglądała, by potem nie wiedzieć, jakie kroki zrobić. Tia... Wolne tańce jej zdecydowanie nie leżą i to widać, co z kolei mnie doprowadzało do załamek. Ale szybkie to jest jej żywioł. Rock and roll mnie zachwycił. Jurorów zapewne też, bo zdobyła ze swoją partnerką wymarzone złoto w swojej kategorii. Nie można im było dobrego zdjęcia zrobić, tak się cieszyły.
Z turnieju wyjeżdżaliśmy nie tylko ze złotem, ale z oświadczeniem Syna, że on też idzie do Pani Ani, ale tylko na taniec. Towarzyski. Nie balet. Żebym na pewno wiedziała, na co go zapisać.

Popołudnie to kupno ochraniaczy an dłonie dla mnie, bo zakupiłam rolki, kask i część ochraniaczy i całego kompletu ochraniaczy dla Córy. Syn ma komplet, Osobisty musi poczekać, bo jego rozmiaru nie było. Potem obiad, miały być lody, ale się nie zmieściły i... rajd z powrotem do Krakowa, bo w Biedronce blisko nas była tylko poduszka Mruka, a Córa chciała Poppy. Na szczęście w drugiej była ta wymarzona.

Myśleliśmy, że padną w aucie, nic bardziej mylnego, bo po powrocie do domu jeszcze na trampolinę wskoczyli i o 20 nie mogliśmy ich ściągnąć.

Dziś Osobisty natomiast jedzie dowieźć brakujące dokumenty i jak dobrze pójdzie jutro zapadnie decyzja o odbiorze budynku i oficjalnie nie będziemy już mieszkać na budowie :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Śpiąca Królewna

O przedstawieniu prawie, że zapomnieliśmy, a dzieciaki nawet nie prawie, bo zapomniały. Na próbie po premierze totalne rozprężenie, masakra. Oby im przeszło, bo więcej dzieciaków będzie na mnie patrzeć wilkiem, nie tylko jeden chłopak, któremu kazałam się ogarnąć, albo wyjść, bo rozwala wszystko swoim zachowaniem. Jakby wzrok mógł zabijać, to leżałabym martwa, ale podziałało.
Ale premiera udana, choć ja widziałam tylko zza sceny, jako pomoc techniczno- przy wnoszeniu łóżka, garderobiana, bo musiałam dzieciaczki przebierać z sukien dam dworu na tutu i z powrotem. Nerwy już na próbie, bo mamy wejść o 11, a tu nam inni zajęli, bez zgody i wiedzy pani dyrektor. Jak nas wpuścili, to dzieciaki były już ugotowane, ale jako tako grały. Za to występ... Bajka. Scena jednak mobilizuje. Do muzyki, równo, niektórzy pierwszy raz w ogóle. Wiem, bo widziałam na próbach. No i te kostiumy... Szyte na miarę, na przedstawienie, przez mamę pani prowadzącej. Chciałabym tak wspierać dzieci, jak ona to robi.
Po przedstawieniu ciutek się nad ziemią unosiłam, ale nie tylko mnie się podobało. Mega pozytywnych komentarzy, duży zachwyt. Jeszcze tylko występ 14 czerwca, w ramach zakończenia roku i zasłużony odpoczynek. Inni soliści, trochę inny układ, znów musimy się nauczyć, jak kogo przebrać, ale damy radę, jutro próba ze strojami, bo bez nich to ja nie kojarzę, kto jest kim ;) A od września nowa przygoda.

poniedziałek, 15 maja 2017

Co z tą pogodą?

Wczoraj było tak cudnie, leżak, książka, brakowało mi tylko Osobistego do szczęścia. Dziś rano 16 stopni, cudne słońce. To sukienka z krótkim rękawem, ukochane szpilki i mnóstwo planów. Znaleźć maliny w trawie, wywietrzyć pościel, skończyć książkę... A po przyjeździe z przedszkola zaszły chmury i chyba wszystkie plany, prócz książki spłyną.
Co z tą pogodą? Za dwa tygodnie występ Córy, na wolnym powietrzu. Coraz bardziej boję się, że mi dziecko umarznie, mimo długiego rękawa sukni. Ale body ma z krótkim. Kurczę, przecież maj już jest...
Denerwuję się tym występem, chyba bardziej, niż ona. W sobotę zawiozłam ją na 10.30, miałam odebrać o 12.30. Obsuwa. ja już pominę, jak rodzice się wkurzają, bo jak tak można, tak przedłużać, bo ich dzieci muszą tańczyć po półtorej godziny i one nie dadzą rady. 8 letnie i więcej pannice. Cholera, moja ma 5 i tydzień w tydzień tańczy po dwie godziny zegarowe. A w sobotę przetańczyła dwie i pół. Myślałam, że wyjdzie ledwo powłócząc nogami, z nosem przy ziemi, a ona wyszła z sali skacząc, z błyszczącymi oczami i nie bardzo się spieszyła do wyjścia. Zapytałam jej nawet, czy nie chce wychodzić, a ona mi na to, że jeszcze by potańczyła, bo było tak super. Już wiem, że w przyszłym roku też będzie chodzić na dwie godziny. Pasja i marzenie, bo od dawna mówi, że w przyszłości będzie baletnicą i będzie uczyć innych. I wiem, że to ten czas, że właśnie teraz powinna zacząć ćwiczyć, by potem móc cokolwiek z siebie dać. I wiem, że to sport ekstremalny, że będzie boleć i będą łzy. Jak zrezygnuje, będę, jak pójdzie dalej, będę.

sobota, 26 grudnia 2015

4

Święta w szpitalu nie są fajne, ale... jak się rodzi Cud, to są najpiękniejsze na świecie. Mój osobisty cud i prezent pod choinkę skończył dziś 4 lata. Jest dużą panienką (103 cm i 16 kg), która wie, czego chce, mówi o tym pełnymi, wielokrotnie złożonymi zdaniami, pokazuje, krzyczy ;)
Kocha puzzle, układa już takie ze stu kawałków, i rysowanie, ale najbardziej kocha taniec. W przedszkolu chodzi na taniec nowoczesny i balet, zażyczyła sobie cheerlederki, jak urośnie. Jak tylko słyszy muzykę, to się podrywa, nawet w kościele ;)
Pisze, jak jej się podyktuje literki, to wszystko napisze, stara się nauczyć czytać, ale jej brakuje cierpliwości, a mnie motywacji, bo baaardzo tego nie chcę. Więc idzie nam, jak krew z nosa.
Układa kociaki do snu, skutecznie, opowiada im wymyślone przez siebie historie, brata kocha miłością pierwszą i coraz lepiej się z nim bawi i uczy go wielu rzeczy. Bardzo chętnie pomaga też w domu i radzi sobie z tym coraz lepiej.
Zna wiele piosenek i wierszyków, mówi głośno i wyraźnie i co ważniejsze, potrafi mówić przed publicznością. Zna również całe Ojcze nasz, Aniele Boży, Zdrowaś Mario, pół mszy potrafi zaśpiewać i sporo kolęd.
Przestała płakać na wejściu do przedszkola! Teraz szłaby tam w niedzielę.
Na placu zabaw najfajniejsze są pajęczyny, ścianki wspinaczkowe i inne takie miejsca..
Świetnie składa klocki, już domy buduje tak, że ściany się nie rozłażą. Uwielbia bawić się samochodami, kolejką i kucykami pony.10-tkami, a do 30 paru po kolei - podejrzewam, że potem brakuje cierpliwości. Dodaje i odejmuje na podstawowym poziomie - tak do 10 się udaje.
Pieluch brak zupełny, chodzi sama na toaletę.
Liczy do 100
Wie, skąd biorą się dzieci i czym różni się chłopiec od dziewczynki, oczywiście pierwsza informacja mocno do jej wieku przystosowana.
Moja mądra, kochana dziewczynka.