środa, 19 lipca 2017

A w poniedziałek...

... Miałam zadzwonić do pana, który robi drzwi. Takie, jak nam się podobają. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, więc dziś w końcu napisałam maila, bo telefonu nikt nie odbierał. Odpisał mi i dogrywamy szczegóły, takie jak grubość ścian, żeby dobrać ościeżnicę. Ciekawe, czy w efekcie je tam zamówimy. Jeśli tak, pod koniec sierpnia będziemy mieć w końcu w domu drzwi wszędzie, a nie tylko w łazience.
Najpierw chciałam w kolorze drewna, lakierowane bezbarwnie, z mleczną szybą. Ostatnio zobaczyłam jednak białe z niebieską szybą i się zakochałam. Jednak będę się musiała chyba wyleczyć z tego romansu, bo niebieska nie jest bezpieczna. A za zrobienie jej bezpieczną, o ile się da, pewnie sporo doliczą. Tak, czy inaczej, strasznie się cieszę, bo akurat ten element prawie mi sen z powiek spędzał. Tylko kot będzie koszmarnie niezadowolony, bo ona zawsze jest po złej stronie drzwi, a najlepiej, żeby były otwarte. Choć ostatnio były otwarte to i tak się na nich wieszała.
Osobisty wczoraj pojechał do Norymbergii i wraca... Oto jest pytanie. Bo według planu 1 jutro jadą do Drezna i wracają w piątek koło południa, a plan 2 zakłada, że jutro leci do Anglii i wraca w piątek w nocy. O ile będą loty. Na wszelki wypadek spakowałam go na tydzień, oczywiście z garniturem i zapasem koszul na czele, a tak się cieszył, że tym razem bez tego przyodziewku. Ciekawe, jak to wyjdzie w rzeczywistości.

poniedziałek, 17 lipca 2017

ZOO i niespodziewany nocny gość

Mamy listę planów wakacyjnych, krótkich wycieczek, miejsc do odwiedzenia. Wczoraj zaliczyliśmy jedno z nich, spędzając niedzielę w ZOO. Chcieliśmy głównie zobaczyć żyrafy, bo ostatnio byliśmy miesiąc, czy dwa przed otwarciem ich wybiegu. Korzystając z doświadczenia z tamtego razu zostawiliśmy auto przy Focha i wsiedliśmy w autobus, który podwiózł nas prawie pod samą bramę. Poprzednim razem bowiem, podjechaliśmy na parking przy Babie Jadze, a potem dyndaliśmy na nogach, bo nie chcieliśmy się tarabanić do busika z wózkiem i brzuchem, bo w ciąży z Synem byłam, a przecież to blisko. Tia... Jasne... Dlatego tym razem wybraliśmy autobus.
Z domu wyjechaliśmy po 9, po drodze zakupy, bo picia nie mieliśmy. Do kas kolejki spore, ale wiadomo, niedziela, piękna pogoda, to w ZOO tłumy, spodziewaliśmy się tego.
Obeszliśmy całe, kilka miejsc nawet widzieliśmy kilka razy. Dzięki temu udało nam się zobaczyć prawie wszystkie wielkie koty w ruchu. I karmienie pingwinów. Wybieg naprawdę robi wrażenie, a same pingwinki są przepiękne i słodkie. Wyłudzanie przez nie jedzenia przywodziło mi na myśl zwierzątka domowe żebrzące przy stole. Dzieciakom przypadły do gusty małe małpki, irbisy, ich czerwień mnie też uwiodła, pelikany, flamingi, oczywiście koty i pingwiny, a najbardziej zachwyceni wyszli z egzotarium. Nemo, piranie i węże zdecydowanie przypadły im do gustu. Także zwierzęta nocne bardzo im się podobały. Ja jednak z tych dwóch pawilonów wyszłam zniesmaczona. Jest wyraźnie w regulaminie, że nie wolno robić zdjęć z lampą błyskową, nie stukać w szyby i być cicho. Głośno było, jak w ulu i to najbardziej krzyczeli dorośli! Bo zobacz, jakie ładne i tam, tam, tam... Kurczę, ja moim dzieciom potrafiłam to szeptać do ucha, zresztą, sami większość zwierząt potrafili zlokalizować. Jednej dziewczynce zwróciłam uwagę, że nie wolno robić zdjęć z lampą, to usłyszałam komentarz, że w ciemności bez lampy przecież nie wyjdzie. Ręce opadają. W egzotarium jeden taki stukał w szybę i ciągle mówił "move, move, move". Jakbym stała bliżej, bo tam tłok i noga za nogą się szło wczoraj, to bym go sama stuknęła tak, żeby się przestał ruszać. Denerwuje mnie taka dzicz, zwierzęta w ZOO są do oglądania, dla rozrywki, ale na pewno nie mają się zachowywać tak, jak człowiek chce. Gdzieś kiedyś słyszałam, nie wiem, które ZOO, że dzieciaki czymś rzucały na klatki z kotami, bo tygrys i lew spały, a one koniecznie chciały je obudzić. I obsługa ich wyprosiła. Rodzice byli koszmarnie obrażeni wtedy, bo zmarnowana wycieczka. Też jestem oburzona postawą obsługi. Przecież trzeba było dzieciaki do klatek wpuścić, niech poobcują z naturą.

Nie mogę się zdecydować, jaki mam stosunek do ZOO. Bo z jednej strony ograniczona powierzchnia, warunki zbliżone do domowych, a nie dzikich, a jednak dzięki ZOO część z tych zwierząt ma w ogóle szansę na życie. I sama nie wiem. Oczywiście, lubię obejrzeć zwierzaki, których normalnie bym nie zobaczyła, a na pewno nie wszystkie, nie jestem hipokrytką. Jednak tak ogólnie to nie wiem.

Pingwiniarnia startuje w konkursie na modernizację roku. Jest magiczna, warto zagłosować, podaję Wam linka, jakby ktoś miał ochotę wesprzeć krakowskie ZOO:
http://www.modernizacjaroku.org.pl/plebiscyt/198-krakow.html

A teraz z innej beczki.
Piątek wieczorem, dzieci śpią. Z Osobistym poszliśmy pod prysznic, bynajmniej nie po to, by wodę oszczędzać, bo już dawno wiemy, że prysznice we dwoje zdecydowanie naturze nie służą. Przynajmniej nie w tym wymiarze ;) Wyszłam w ręczniku, na macanego szukam koszulki, wyjęłam taką mocno kusą, szukam majtek, Osobisty w łazience, dzwonek do drzwi. 21.30. Mówię do Osobistego, że ja nie mogę, bo jestem prawie goła, on odpowiada, że jest całkiem i jeszcze mokry. To naciągnęłam pierwsze z brzegu majtki, stringi akurat namacałam, więc tyłek nadal goły i idę do drzwi. Przez szybę widzę auto kolegi, to obciągnęłam koszulkę z przodu i otwieram, a tam... jego tata. Pyta o Osobistego. Tyłem wycofałam się do domu, rzuciłam mężowi szlafrok i sama na siebie narzuciłam. Facet przywiózł nam płytę na ścianę wspinaczkową i nie chciał czekać do rana, bo deszcz się szykował, a nie dało się auta zamknąć.
Grzecznie znieśliśmy płyty, zapłaciliśmy, a po jego odjeździe dostaliśmy napadu głupawki.

Dodałam na blogu etykiety, można ich listę zobaczyć na dole strony. Ułatwi to czytanie. Nie wiem tylko, czemu pod postem nie widać. Niby ustawione wszystko, a nie widać.

piątek, 14 lipca 2017

Kiera Cass Rywalki

Weszłam do biblioteki, zerknęłam na półkę i przepadłam. Okładka z dziewczyną w pięknej sukni, za nią druga w tym samym stylu. Ani nazwisko Kiery Cass mi nic nie mówiło, ani seria Rywalki, bądź Selekcja, bo można znaleźć pod oboma tytułami. Wypożyczyłam.
Opowieść z serii bajki z odrobiną S-F. Świat, a dokładnie dawne USA, po IV wojnie światowej jest podzielone na klasy. Jedynka to Król i jego rodzina i kler, reszta rozdzielona między pozostałe siedem klas, gdzie ósemki to żebracy, uzależnieni i skazańcy za na przykład seks przedmałżeński. Z klas wyjść trudno, jedynie kobieta przez małżeństwo z kimś wyżej postawionym, zawód jest przypisany i nie można się zająć niczym innym. I w tym wszystkim żyje America, zakochana, szczęśliwa. Przez rodziców i chłopaka zostaje namówiona na udział w Eliminacjach organizowanych przez księcia, który w ten sposób, spośród 35 wylosowanych kandydatek chce sobie wybrać żonę. America jedzie do pałacu, wybrana spośród wielu zgłoszeń, ze złamanym sercem i obietnicą, że książę jej nie zdobędzie. Co z tego wyniknie? Warto poczytać.
Książka nie jest wielką literaturą. Stanowi raczej bardzo miły przerywnik między poważniejszymi tytułami. Mimo to czaruje, wciąga i nie chce wypuścić z pałacu pełnego intryg, komplikacji i walki o każdy dzień, również z rebeliantami, którzy w serii odgrywają dość istotną rolę. Postacie żyją, są, nie są nijakie, a pełne emocji i dość spójne w swoich działaniach. Krnąbrna Ami jest cudownym odświeżeniem pałacu, choć jej zachowanie często pakuje ją w kłopoty. Nawet przyjaciółka podsumowuje ją, że ma same głupie pomysły. Nie da się jej nie lubić, nie da się nie kibicować Piątce, która marzy o muzyce, a nie o księciu. Kiera Cass pokazała przekrój przez różne charaktery dziewczyn, które przyjechały do pałacu, różne metody walki o księcia i koronę. Robi to sprawnie, ładnym językiem, dzięki czemu nie czyta się, a płynie się przez tekst. młodzieżówka, którą może przeczytać każda kobieta, do późnej starości. Bajka o Kopciuszku z zupełnie innej perspektywy.
Trzy główne tomy uzupełniają dwie niepozorne książeczki z opowiadaniami, w których można poznać lepiej Eliminacje z drugiej strony i historię kilku innych kandydatek. Pomysł bardzo trafiony, bo czasem brakowało w głównych książkach odpowiedzi, a tu są podane.
Kiera Cass napisała jeszcze dwie kolejne książki dziejące się w tym świecie, jednak one mnie aż tak nie zachwyciły. Wydają mi się mniej dopracowane, pisane trochę na siłę. Mimo to polecam pisarkę. Komu? Każdemu, kto marzy o baśni, która może się spełnić, o miłości niekoniecznie od pierwszego wejrzenia, z przeszkodami, ale nie wydumanymi i o oderwaniu się od rzeczywistości.