Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze tradycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze tradycje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 kwietnia 2018

No to chlup

To był świetny plan. Woda w butelce ze spryskiwaczem i nawet dziecięce jaja nie dawały rady. Póki się dzieci nie zrzeszyły i nie zaczęły lać mnie razem. No to ja hyc, do łazienki, bo gdzie byłoby bezpieczniej. Zamknęłam drzwi i zanim otworzyli, ja już byłam przy prysznicu, ze słuchawką w ręce. A oni nadal mnie leją. No to ja hyc, pod prysznic, zamknęłam drzwi i wystawiłam słuchawkę górą. Taka byłam cwana. Za szybką, z wodą w dłoni, najlepsza kryjówka na świecie. I nawet już drzwi nie pilnowałam, włączyłam wodę i... nie leci. Nawet miałam ochotę spojrzeć ze zdziwieniem w "twarz" słuchawce, gdy poczułam na głowie i plecach lodowatą wodę. Osobisty przełączył ze słuchawki na deszczownię.
A to była taka cudowna kryjówka :P

poniedziałek, 26 marca 2018

Odwołają święta?

Pytam poważnie. Bo standardem stało się, że serwetki do koszyczka szukałam i prałam w Wielką Sobotę. I tak było jeszcze w moim domu rodzinnym i tu. A dziś je odnalazłam i wyprałam.
Wiecie, że my nie mamy jakichś wielkanocnych tradycji? Naprawdę. U nas te święta były jakieś takie obok, bo to ani wigilii, a śniadania nie robiliśmy. Szło się ze święconką i już. Po sprawie. Dopiero tu coś próbujemy. Osobisty zawsze chce iść na nabożeństwa z Triduum Paschalnego, okazuje się, że Córa w tym roku też idzie sypać kwiaty na Rezurekcję (jakie kwiaty, ja się pytam, skoro nawet forsycja nie zakwitła). Staramy się też siąść do śniadania, choć wiadomo, jak to z dziećmi bywa, i tak się kończy na kanapce z szynką i tyle. Na pewno chcemy upiec ciasteczka, wszyscy razem, jakoś w tym tygodniu będziemy też piec baranki. W tym roku wprowadziłam nowość, że nie jemy słodyczy cały Wielki Tydzień. Nie, bynajmniej nie jakoś z wiarą związane to postanowienie ;) jak będą wygłodniali, prędzej zjedzą ciasta w święta ;)
Byłam tak zalatana, że zupełnie zapomniałam o drzewku wielkanocnym i nie mam naciętych gałązek. Muszę to nadrobić, może jeszcze się coś rozwinie.

Macie jakieś tradycje związane z tymi świętami?

Poza tym umyłam okna, ale nie sugerujcie się, bo ja jestem oknowa wariatka i muszę mieć czyste. Ale rozumiecie, MUSZĘ! Inna sprawa, że ja lubię to robić, ogromnie mnie to relaksuje. Tak samo mam z prasowaniem.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Święta po naszemu

Miało być mało. Pracy i jedzenia. Barszcz z uszkami, ziemniaki i ryba, dla nas pstrąg, dla dzieci paluszki, pierogi z kapustą i grzybami w wersji z wody i smażone, bo roboty tyle samo, a dania dwa. Śledzie w śmietanie, sałatka, chałka, kompot, bynajmniej nie z suszu. Córa zechciała barszcz zabielany z ziemniakami, Syn żurek z kiełbaską. Próba wyjaśnienia mu, że to nie te święta, spełzła na niczym. No i tyle. Do tego sernik i makowiec i miało starczyć wigilijnie. Plan był pojechać do mojej mamy. Na dziś umówiłam się z nią na zakupy.
Wczoraj do ryb dokupiliśmy łososia, karpia, bo tata lubi i śledzie opiekane, w zalewie. Zdecydowałam się też dopisać kluski z makiem.
Dziś podczas zakupów do listy doszły krokiety z kapustą i grzybami, groch z kapustą, a do tego gołąbki na pierwszy dzień świąt. Ja mam już zrobione krokiety z mięsem, więc się podzielimy po pół. Mama już wcześniej kupiła filety z morszczuka, więc daje nam to kolejną rybę. Ma zamiar upiec królewskiego i metrowiec, więc się podzielimy.
Podejrzewam, że z menu wylecą ziemniaki, bo tego wszystkiego nie pomieścimy. Już czuję się gruba ;)

Kupiłam też jemiołę. Taką całą wiechę. Będzie wisiała na środku, więc uprzedzam wszystkich naszych gości.

czwartek, 30 listopada 2017

Słodkości i dylematy

Właśnie powiesiłam kalendarz adwentowy. Po południu będziemy z dziećmi wymyślać zadania do niego. Oczywiście punktami stałymi jest ubieramy choinkę, robimy pierniczki czy wysyłamy świąteczne kartki, ale staram się przemycić też rzeczy w stylu segregujemy zabawki i część oddajemy. Bardzo przydatne w okresie mikołajowo urodzinowym.

Właśnie, urodziny... Dzieciaki w niedzielę będą urodzinowo szaleć w kulkach, tam też będzie tort i przyjaciele (całkiem sporo, bo ponad 20 osób, ale zebrało się z przedszkola, rodziny, grupy baletowej). Do tego w dzień urodzin lub pobliże niosą do przedszkola tort, taką mają tradycję. Można też cukierki, ale kto by niósł cukierki, jak można mamę naciągnąć na wypiek i jeszcze przy tym poszaleć z nią w kuchni.
A oprócz tego dzieci chcą urodziny dla rodziny, czyli babcie, dziadkowie i chrzestna, co do kulkowa nie jedzie, bo dzieci ma za duże. I ja w sumie nie wiem, co zrobić, bo ja bym tą rodzinę tak chętnie wypchnęła na bok, bo mi się zdaje, że to dla nich zobowiązanie, bo głupio odmówić i przez to przychodzą. I że może namówić dzieciaki, żeby odpuściły, bo imprezę już mają. Wiecie, roczek to co innego, ale tak kolejne lata... Ja wiem, że oni się cieszą, że chcą, ale spójrzmy prawdzie w oczy, moi rodzice nie pałają sympatią do teściów, teściowa i mój ojciec siądą za stołem i tyle z nich będzie, teść albo nie przyjdzie, albo zmyje się po pół godziny maks zmorzony jakąś nagłą, a spodziewaną (przynajmniej przeze mnie i Osobistego) chorobą.
I nie wiem, czy nie zaprzestać robić urodzin tego typu, bo kurczę, wszyscy się męczą. W tym to pewnie muszę przecierpieć, bo obiecałam dzieciom, choć okroiłam listę gości z moich braci. Nie powiadamiamy też chrzestnej Córy, bo jakoś tak nie kwapi się do kontaktu, nie będziemy się narzucać. Chrzestny i chrzestni ze strony Syna zawsze pamiętają i zawsze prezent dzieciaki mają. Choć nie wiem, czy nie umówić się z kolei tylko na prezenty pod choinkę, od Mikołaja, bo moje szkraby wierzą, bo przecież oni urodziny mają tak blisko... Choć ja bym się czuła zawiedziona i oszukana przez rodziców, że tak mama urodziny i przez to jeden prezent ;)
Proszę, spójrzcie na to obiektywnie i powiedzcie, czy byście, jako ci goście zaproszeni, chcieli być zapraszani na ciacho i herbatkę, czy lepiej ograniczyć się do roczków, komunii i ślubów.