Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pół żartem pół serio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pół żartem pół serio. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 sierpnia 2018

Kij w mrowisko

Na książkowym, link z boku, wsadziłam kij w mrowisko. Czuję się trochę, jak za czasów Onetu, jak się lądowało na stronie głównej. A może nie będzie tak źle, tam mało ludzi wchodzi ;) tak czy inaczej, zmykam, jadę do mamy, bo maliny obrodziły, czas zacząć robić sok. Wiadro pomyj odbiorę najwyżej potem.

wtorek, 6 marca 2018

Baba za kierownicą

Jadąc do domu zauważyłam mały czerwony błysk na desce rozdzielczej. Jakaś kontrolka Usiłując sobie wmówić, że to ręczny, choć wiem, że nie świeci tam (czasem nie dobija do dołu, ale jest tak słaby, że da się jechać bez szwanku) dojechałam do domu (już dostałam zjebkę od przyjaciela) i odpaliłam jeszcze raz. No nijak nie chciało być inaczej, kontrolka oleju. A mówił Osobisty, żebym to sprawdziła. Jakieś trzy miesiące temu. Podniosłam maskę i zerknęłam na karteczkę. Prawie padłam u stóp swej gwiazdy, bo tam, że olej wymieniany w listopadzie. 2016 roku. Taaaa....
No to dzwonię do Osobistego, że on chyba musi jechać po dzieci, bo jestem durna i mam chyba sucho. Kazał sprawdzić, ale szczegółowe oględziny potwierdziły tylko wstępną diagnozę. Nie mam oleju. Oczywiście nie omieszkał mi wypomnieć, że mówił mi o tym, ale kto by tam męża słuchał. A mechanik może dopiero w czwartek o 11. I nic nie pomogło moje jęczenie, że ja to powinnam dzwonić trzy miesiące temu. Jak dobrze, że stacja benzynowa blisko, kupię, doleję i jakoś dotoczę się do czwartku.
Na usprawiedliwienie mam tylko to, że Lew pokazywał mi na desce rozdzielczej poziom oleju i wiedziałam, że jak są trzy kwadraciki, to muszę się jechać umawiać na zmianę. Podobno jedyne takie auto, ale co tam.

Na pocieszenie do prasowania puściłam sobie Mamma Mia! Kocham, choć Brosnan mógłby się nie rozbierać. Ja go uwielbiam, jest cudny, ale ta owłosiona klata... Błeeeee.....

wtorek, 13 lutego 2018

Smog połyka kolejne miasta

Kiedyś to były zimy, latało się po polach i górkach w portkach do kolan zamarzniętych, w butach ze sztywnymi sznurówkami i z nosem, który mógłby konkurować z Rudolfem z zaprzęgu Mikołaja. Potem siadało się przed piecem, żeby zmarzlina trochę puściła i żeby można się było rozebrać. Rękawiczki leżały u góry, żeby odtajały.
A dziś nie dość, że śniegu nie ma, to jeszcze moje dzieci nie wyjdą dziś na plac zabaw, czy spacer. Normy zanieczyszczenia powietrza znacznie przekroczone. Smog.
Dawniej w Krakowie to prościej było. Wysyłało się takiego Dratewkę z lipną owcą, smok zjadał, potem pił i pił i pił, a potem bach i po kłopocie, dziewice uratowane, szewczyk szczęśliwy, król sypał dobrami. A dziś smok się udźwięcznił i stał smogiem, który odbija się echem po całym kraju. Bije się na alarm, że piece, że samochody, że palimy złym węglem. To teraz wróćmy do tego pieca, przy którym odtajałam za młodu. Piec stoi nadal, nadal jest na węgiel, jak w tym czasie, gdy młodym dziewczęciem byłam. Jak wszystkie wtedy w okolicy. I każdy węglem palił i smogu nie było, serio, nie było dni, kiedy pozytywnym myśleniem zaklinało się, że to mgła, póki się na pole nie wyszło i powietrza się nie zaczerpnęło, było czysto. Kominy tak nie dymiły (no dobra, u nas dymiła Witaminka, ale to inna para kaloszy), koło 17 nie zaczynało się robić mglisto i cuchnąco. O 17 zaczynało się sankowe życie, po odrobieniu lekcji.
Winne obecnemu stanowi rzeczy są piece, w których ludzie spalają zły węgiel i te piece mają zniknąć. I znowu zabieramy się za sprawę od tyłka strony, nie szukając przyczyn. Ludzie palą tym, co kupują, a kupują to, co jest. My nie kupujemy najtańszego węgla, a syf jest niemożliwy. Znam dwoje ludzi, którzy węgiel reklamowali (!!!), bo nie chciał się palić. Dawniej bałwanki miały błyszczące oczy i guziki. A dziś straszą mętnymi spojrzeniami i zwiędniętą przedwcześnie marchewką. Ale nad tym nikt nie boleje, bo łatwiej przecież postraszyć karami obywateli, niż sprzedających węgiel.