Tak, wiem, że ferie u nas się już skończyły, ale Córa postanowiła przedłużyć, była w szkole dwa dni w tamtym tygodniu i postanowiła pochorować. Dziś niestety musieliśmy dodać do leków antybiotyk, bo ucho się nie leczyło. Gramy w planszówki, będziemy robić chrust lub oponki, ja się wybieram na aquaaerobik, zobaczymy, czy mi wyjdzie, ale plecy mnie bolą i kaloria trochę przesadziła ze zwężaniem ciuchów. Najgorzej marudzi Syn, bo to niesprawiedliwe, że on chodzi do przedszkola, a ona zostaje w domu. No cóż, czas się nauczyć, że życie nie jest sprawiedliwe.
Przeżyliśmy też Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Teść, zgodnie z przewidywaniami, olał, teściową ja zawiozłam. Tak, możecie mi bić brawo i podziwiać i w ogóle :P Z moimi rodzicami ją wzięłam, Osobisty mi ją do domu przywiózł, żeby Córa mogła w domu zostać. Potem przywiozłam ją do nas, a sama pojechałam odwieźć moich rodziców. Co prawda jeździłam w te i we w te, ale dzięki temu nerwów trochę oszczędziłam, a ona posiedziała z dziećmi, jak mnie w domu nie było. Osobisty to wymyślił i zdecydowanie podoba mi się ten tok myślenia.
A co do ferii, mam też ferie od czytania, nic mi nie idzie, nie mogę się skupić, rozpraszam się.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teściowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teściowie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 lutego 2019
sobota, 27 stycznia 2018
Super babcia
Oba przedstawienia, bo były dwa, bardzo mi się podobały. I starszaki i młodsze dzieci przyłożyły się do pracy i pokazały bardzo ładne historie o współczesnych dziadkach, co chodzą na potańcówki i grają na komputerze i o tym, jak babcia i dziadek spotkali się w przedszkolu. Dziadek babcie podrywał waląc ją workiem i dając kwiaty, w zamian dostał buziaka, więc słodki drań się sprawdza się w każdym wieku ;)
Podczas roznoszenia poczęstunku kątem oka zobaczyłam teściową machającą niebieskim banknotem przed oczami Córy, która po zakończeniu swojej części poszła do nich na kolana. Zmilczałam, bo roboty miałam pełne ręce. A potem to samo widziałam, jak zrobiła z Synem, który potem przez całe przedszkole leciał z tą kasą i chwalił się, że ma. Dzieci kieszeni nie miały, ja też nie, torebkę miałam daleko. Naprawdę nie wiem, czemu nie mogła poczekać i dać im później. Zrobiła to na pokaz, jaką jest dobrą babcią? Inne dzieci i dziadkowie patrzyli. Części pewnie było przykro. I jeszcze stary portfel dostali, bo ona musi opróżnić dom przed śmiercią, żebyśmy nie mieli potem kłopotu i dzieci muszą to wziąć, bo to było taty, jak był w ich wieku. Czyli co? Stary dom opróżni zagracając nas? I to ma być brak kłopotów?
Zwrócenie jej uwagi, oczywiście przez Osobistego, bo ja się nie odzywam do niej, poskutkowało tym, że się prawie obraziła, bo co za różnica, gdzie daje.
Jeszcze dzieciom powiedziała, że to na narty. Mnie się wydaje, że jak się komuś daje kasę, to na co on chce wydać, a nie mówi mu się cel/. Po drugie, staramy się przekonać dzieci, że nie kupimy im nart, bo zaraz wyrosną, a nie wiemy kiedy pojedziemy w góry, bo ciągle chorzy, a dodatkowo koło domu nie ma gdzie jeździć choćby przez fakt braku śniegu. Nie wiem, po co ona im to gada. Na szczęście dzieciaki oddały nam pieniądze i o nic do tej pory nie pytały, chyba nie bardzo zarejestrowały.
A na koniec moja mama dała im ciastko. Za 2 złote sztuka.
I rozwaliła system, bo dzieciom się oczy zaświeciły o zawołały zgodne, chóralne, szczęśliwe "OOOO".
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Całkiem dobrze i kilka zgrzytów
W piątek dowiedziałam się, że uszy ok, choć katar nadal leczę. W związku z tym w sobotę pojechałam na tańce z Córą i na zakupy. Kupiłam czapkę sobie i szalik Osobistemu. Oboje nie nosiliśmy. Starość, nie radość.
A wczoraj zrobiliśmy użytek z zakupów, bo od razu po kościele zabraliśmy się za budowę igloo i bałwana. Dwie godzinki i stanęło, coś się w nocy tam podłamało, muszę iść poprawić, żeby jeszcze postało, ale nawet, jak się zawali, to mieliśmy całą czwórką masę zabawy.
Moi rodzice wybierają się na Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Prawdopodobnie przyjadą busem, potem ich tylko odwiozę. Teść nie pójdzie, bo ma nerwicę i nie ma mowy. Kur... Takim tekstem do dzieci wyskoczył, a one potem do mnie, co to znaczy. I znowu Osobisty będzie musiał zerwać się z pracy, żeby teściową zawieźć, a oni mają auto! Nie wiem, czy bardziej mi przykro, czy bardziej jestem zła. Zawsze ma ich w nosie, przecież na chrzcie Córy nie był wcale, na roczku też nie, o dwóch latkach nie wspomnę. Łaskawie pojawił się w kościele na chrzcie Syna i na roczku na pół godziny. Bo co? Bo wnuk, to traktuje inaczej? A teraz już zupełnie ma w dupie. Ale przecież on ich tak kocha i mają go całować i przybiegać się do niego bawić. A ja mam ochotę powiedzieć goń się leszczu, nie będziesz widział moich dzieci, jak w drugą stronę ci ciężko. I nawet, jakbym nie pamiętała o numerze, jaki wykręcił przed ślubem, jak wyszedł, gdy zapraszałam ich do nas na obiad i oświadczył, że on w tym udziału nie będzie brał, a jak Osobisty jest taki głupi, niech sam sobie radzi, potem na ślubie, jak mój brat go musiał odwieźć (to znaczy chciał), bo chodził i marudził, że on musi jechać busem do Krakowa, potem do siebie, bo on musi wyjść, rozwalając nam połowę planu uroczystości, to pamiętam, co zrobił dzieciakom i mnie cholera bierze.
Co jakiś czas mi się wylewa, staram się nie wylewać na Osobistego, ale czasem nie wychodzi.
Kolejna trudna sprawa to taka, że w przedszkolu mają być zajęcia sportowe z piłką. Płatne 32 złote za miesiąc, czyli w porównaniu z poprzednimi 70 za semestr to dużo. Były zajęcia pokazowe, Syn zachwycony i chce chodzić. Córa też, bo jej opowiedział. A dziś idę do przedszkola i czytam, że impreza w ramach zajęć, w Krakowie, bezpłatna, bo zamiast jednych zajęć w miesiącu. Trzeba samemu dojechać i nawet nie w tym jest problem, a w tym, że zajęcia są od 10.30 w soboty. Akurat wtedy, jak Córa ma taniec. W warunkach było, że są takie imprezy, ale nie było nic, że to zamiast jednych zajęć. I teraz nie wiem, co zrobić, bo dzieciaki by chciały chodzić, ale jedne zajęcia miesięcznie będziemy zawsze tracić, bo nie możemy sobie pozwolić na taką jazdę. Bo jak Syn pojedzie, to Córze będzie przykro, jak oboje nie pojadą, to jednak stracimy kasę. Bez sensu to wszystko.
A wczoraj zrobiliśmy użytek z zakupów, bo od razu po kościele zabraliśmy się za budowę igloo i bałwana. Dwie godzinki i stanęło, coś się w nocy tam podłamało, muszę iść poprawić, żeby jeszcze postało, ale nawet, jak się zawali, to mieliśmy całą czwórką masę zabawy.
Moi rodzice wybierają się na Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Prawdopodobnie przyjadą busem, potem ich tylko odwiozę. Teść nie pójdzie, bo ma nerwicę i nie ma mowy. Kur... Takim tekstem do dzieci wyskoczył, a one potem do mnie, co to znaczy. I znowu Osobisty będzie musiał zerwać się z pracy, żeby teściową zawieźć, a oni mają auto! Nie wiem, czy bardziej mi przykro, czy bardziej jestem zła. Zawsze ma ich w nosie, przecież na chrzcie Córy nie był wcale, na roczku też nie, o dwóch latkach nie wspomnę. Łaskawie pojawił się w kościele na chrzcie Syna i na roczku na pół godziny. Bo co? Bo wnuk, to traktuje inaczej? A teraz już zupełnie ma w dupie. Ale przecież on ich tak kocha i mają go całować i przybiegać się do niego bawić. A ja mam ochotę powiedzieć goń się leszczu, nie będziesz widział moich dzieci, jak w drugą stronę ci ciężko. I nawet, jakbym nie pamiętała o numerze, jaki wykręcił przed ślubem, jak wyszedł, gdy zapraszałam ich do nas na obiad i oświadczył, że on w tym udziału nie będzie brał, a jak Osobisty jest taki głupi, niech sam sobie radzi, potem na ślubie, jak mój brat go musiał odwieźć (to znaczy chciał), bo chodził i marudził, że on musi jechać busem do Krakowa, potem do siebie, bo on musi wyjść, rozwalając nam połowę planu uroczystości, to pamiętam, co zrobił dzieciakom i mnie cholera bierze.
Co jakiś czas mi się wylewa, staram się nie wylewać na Osobistego, ale czasem nie wychodzi.
Kolejna trudna sprawa to taka, że w przedszkolu mają być zajęcia sportowe z piłką. Płatne 32 złote za miesiąc, czyli w porównaniu z poprzednimi 70 za semestr to dużo. Były zajęcia pokazowe, Syn zachwycony i chce chodzić. Córa też, bo jej opowiedział. A dziś idę do przedszkola i czytam, że impreza w ramach zajęć, w Krakowie, bezpłatna, bo zamiast jednych zajęć w miesiącu. Trzeba samemu dojechać i nawet nie w tym jest problem, a w tym, że zajęcia są od 10.30 w soboty. Akurat wtedy, jak Córa ma taniec. W warunkach było, że są takie imprezy, ale nie było nic, że to zamiast jednych zajęć. I teraz nie wiem, co zrobić, bo dzieciaki by chciały chodzić, ale jedne zajęcia miesięcznie będziemy zawsze tracić, bo nie możemy sobie pozwolić na taką jazdę. Bo jak Syn pojedzie, to Córze będzie przykro, jak oboje nie pojadą, to jednak stracimy kasę. Bez sensu to wszystko.
środa, 10 stycznia 2018
Dalej w przód i mniej w przód
Z takich bardziej bieżących spraw, to prawie skończyłam fotoksiążki na Dzień Babci i Dziadka. Padło na dwie, bo znalazłam firmę, która taniej zrobi mi dwie po 60 stron, niż jedną 120 stronicową. Brakuje mi jeszcze zdjęć z aparatu, z końca roku i z przedszkola, ale jakoś ciągle zapominam pendrive zabrać Osobistemu, a mój schowany, żebym wiedziała, gdzie jest. Taaa...
Z przedstawieniem w przedszkolu to pewnie będzie znowu kłopot. Ja pominę, że znowu w czwartek i znowu kurcgalopkiem będę na burleskę lecieć, ale jest podział na dwie grupy, bo dużo dzieci, a miejsca mało. I nawet to nie to jest problemem, a oczywiście teściowie. Bo on pewnie nie będzie chciał, a ja jej nie wezmę, bo muszę pojechać po moich rodziców. Osobisty uznał, że nie wychodzi wcześniej z pracy, bo i tak musiałby czekać na teściową w korytarzu. Więc albo teść stanie na wysokości zadania, albo ich nie będzie. Jutro mają zawieźć zaproszenia, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Podobno też mają jakieś drobiazgi dla dzieci, już się oboje z Osobistym boimy. Bo nawet z pieniędzmi z urodzin był problem, bo babcia powiedziała, że na narty. I trudno nam było wyjaśnić, że nart na pewno nie kuppimy, bo po A za mało jeździmy, bo z nimi nam się jeszcze nie udało, po B dzieci szybko wyrastają i lepiej wypożyczyć na ten raz, jakby nam się udało pojechać, po C śniegu jakoś nie widać. W końcu jakoś zrozumieli, ale co się natłukliśmy, to nasze. Że też z nimi zawsze musi być pod górkę, z teściami znaczy.
A z dalszej przyszłości, zarezerwowaliśmy wakacje. To znaczy ja znalazłam ośrodek i nawet zadzwoniłam do pani, dogadałam termin tak, żeby nie kolidował z zakończeniem przedszkola, a potem... Olśniło mnie, że w tym terminie mamy zakończenie roku baletowo tanecznego. Z występem na scenie. Ani zrezygnować z tego, ani z zakończenia przedszkola. Lipa. A potem ceny ogromne, mnie się słabo robiło, jak na nie patrzyłam. W związku z tym za telefon chwycił Osobisty i po prostu przełożył termin z czerwca na lipiec, 8 dni z pełnym wyżywieniem. Bo cel Pleśna, domki holenderskie były fajne, ale kombinowanie z jedzeniem już nie. Dlatego zmieniamy miejsce, na bardziej centrum (dwie ulice na krzyż, ale centrum). Oby była pogoda. Już zapowiedziałam, że ja torpedowcem nie płynę, żeby nie musieć udawać, że się nie boję, to się Osobisty zaczął zastanawiać, czy dzieci coś mniejszego wypatrzą w porcie. Zabawne.
Z przedstawieniem w przedszkolu to pewnie będzie znowu kłopot. Ja pominę, że znowu w czwartek i znowu kurcgalopkiem będę na burleskę lecieć, ale jest podział na dwie grupy, bo dużo dzieci, a miejsca mało. I nawet to nie to jest problemem, a oczywiście teściowie. Bo on pewnie nie będzie chciał, a ja jej nie wezmę, bo muszę pojechać po moich rodziców. Osobisty uznał, że nie wychodzi wcześniej z pracy, bo i tak musiałby czekać na teściową w korytarzu. Więc albo teść stanie na wysokości zadania, albo ich nie będzie. Jutro mają zawieźć zaproszenia, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Podobno też mają jakieś drobiazgi dla dzieci, już się oboje z Osobistym boimy. Bo nawet z pieniędzmi z urodzin był problem, bo babcia powiedziała, że na narty. I trudno nam było wyjaśnić, że nart na pewno nie kuppimy, bo po A za mało jeździmy, bo z nimi nam się jeszcze nie udało, po B dzieci szybko wyrastają i lepiej wypożyczyć na ten raz, jakby nam się udało pojechać, po C śniegu jakoś nie widać. W końcu jakoś zrozumieli, ale co się natłukliśmy, to nasze. Że też z nimi zawsze musi być pod górkę, z teściami znaczy.
A z dalszej przyszłości, zarezerwowaliśmy wakacje. To znaczy ja znalazłam ośrodek i nawet zadzwoniłam do pani, dogadałam termin tak, żeby nie kolidował z zakończeniem przedszkola, a potem... Olśniło mnie, że w tym terminie mamy zakończenie roku baletowo tanecznego. Z występem na scenie. Ani zrezygnować z tego, ani z zakończenia przedszkola. Lipa. A potem ceny ogromne, mnie się słabo robiło, jak na nie patrzyłam. W związku z tym za telefon chwycił Osobisty i po prostu przełożył termin z czerwca na lipiec, 8 dni z pełnym wyżywieniem. Bo cel Pleśna, domki holenderskie były fajne, ale kombinowanie z jedzeniem już nie. Dlatego zmieniamy miejsce, na bardziej centrum (dwie ulice na krzyż, ale centrum). Oby była pogoda. Już zapowiedziałam, że ja torpedowcem nie płynę, żeby nie musieć udawać, że się nie boję, to się Osobisty zaczął zastanawiać, czy dzieci coś mniejszego wypatrzą w porcie. Zabawne.
czwartek, 30 listopada 2017
Słodkości i dylematy
Właśnie powiesiłam kalendarz adwentowy. Po południu będziemy z dziećmi wymyślać zadania do niego. Oczywiście punktami stałymi jest ubieramy choinkę, robimy pierniczki czy wysyłamy świąteczne kartki, ale staram się przemycić też rzeczy w stylu segregujemy zabawki i część oddajemy. Bardzo przydatne w okresie mikołajowo urodzinowym.
Właśnie, urodziny... Dzieciaki w niedzielę będą urodzinowo szaleć w kulkach, tam też będzie tort i przyjaciele (całkiem sporo, bo ponad 20 osób, ale zebrało się z przedszkola, rodziny, grupy baletowej). Do tego w dzień urodzin lub pobliże niosą do przedszkola tort, taką mają tradycję. Można też cukierki, ale kto by niósł cukierki, jak można mamę naciągnąć na wypiek i jeszcze przy tym poszaleć z nią w kuchni.
A oprócz tego dzieci chcą urodziny dla rodziny, czyli babcie, dziadkowie i chrzestna, co do kulkowa nie jedzie, bo dzieci ma za duże. I ja w sumie nie wiem, co zrobić, bo ja bym tą rodzinę tak chętnie wypchnęła na bok, bo mi się zdaje, że to dla nich zobowiązanie, bo głupio odmówić i przez to przychodzą. I że może namówić dzieciaki, żeby odpuściły, bo imprezę już mają. Wiecie, roczek to co innego, ale tak kolejne lata... Ja wiem, że oni się cieszą, że chcą, ale spójrzmy prawdzie w oczy, moi rodzice nie pałają sympatią do teściów, teściowa i mój ojciec siądą za stołem i tyle z nich będzie, teść albo nie przyjdzie, albo zmyje się po pół godziny maks zmorzony jakąś nagłą, a spodziewaną (przynajmniej przeze mnie i Osobistego) chorobą.
I nie wiem, czy nie zaprzestać robić urodzin tego typu, bo kurczę, wszyscy się męczą. W tym to pewnie muszę przecierpieć, bo obiecałam dzieciom, choć okroiłam listę gości z moich braci. Nie powiadamiamy też chrzestnej Córy, bo jakoś tak nie kwapi się do kontaktu, nie będziemy się narzucać. Chrzestny i chrzestni ze strony Syna zawsze pamiętają i zawsze prezent dzieciaki mają. Choć nie wiem, czy nie umówić się z kolei tylko na prezenty pod choinkę, od Mikołaja, bo moje szkraby wierzą, bo przecież oni urodziny mają tak blisko... Choć ja bym się czuła zawiedziona i oszukana przez rodziców, że tak mama urodziny i przez to jeden prezent ;)
Proszę, spójrzcie na to obiektywnie i powiedzcie, czy byście, jako ci goście zaproszeni, chcieli być zapraszani na ciacho i herbatkę, czy lepiej ograniczyć się do roczków, komunii i ślubów.
Właśnie, urodziny... Dzieciaki w niedzielę będą urodzinowo szaleć w kulkach, tam też będzie tort i przyjaciele (całkiem sporo, bo ponad 20 osób, ale zebrało się z przedszkola, rodziny, grupy baletowej). Do tego w dzień urodzin lub pobliże niosą do przedszkola tort, taką mają tradycję. Można też cukierki, ale kto by niósł cukierki, jak można mamę naciągnąć na wypiek i jeszcze przy tym poszaleć z nią w kuchni.
A oprócz tego dzieci chcą urodziny dla rodziny, czyli babcie, dziadkowie i chrzestna, co do kulkowa nie jedzie, bo dzieci ma za duże. I ja w sumie nie wiem, co zrobić, bo ja bym tą rodzinę tak chętnie wypchnęła na bok, bo mi się zdaje, że to dla nich zobowiązanie, bo głupio odmówić i przez to przychodzą. I że może namówić dzieciaki, żeby odpuściły, bo imprezę już mają. Wiecie, roczek to co innego, ale tak kolejne lata... Ja wiem, że oni się cieszą, że chcą, ale spójrzmy prawdzie w oczy, moi rodzice nie pałają sympatią do teściów, teściowa i mój ojciec siądą za stołem i tyle z nich będzie, teść albo nie przyjdzie, albo zmyje się po pół godziny maks zmorzony jakąś nagłą, a spodziewaną (przynajmniej przeze mnie i Osobistego) chorobą.
I nie wiem, czy nie zaprzestać robić urodzin tego typu, bo kurczę, wszyscy się męczą. W tym to pewnie muszę przecierpieć, bo obiecałam dzieciom, choć okroiłam listę gości z moich braci. Nie powiadamiamy też chrzestnej Córy, bo jakoś tak nie kwapi się do kontaktu, nie będziemy się narzucać. Chrzestny i chrzestni ze strony Syna zawsze pamiętają i zawsze prezent dzieciaki mają. Choć nie wiem, czy nie umówić się z kolei tylko na prezenty pod choinkę, od Mikołaja, bo moje szkraby wierzą, bo przecież oni urodziny mają tak blisko... Choć ja bym się czuła zawiedziona i oszukana przez rodziców, że tak mama urodziny i przez to jeden prezent ;)
Proszę, spójrzcie na to obiektywnie i powiedzcie, czy byście, jako ci goście zaproszeni, chcieli być zapraszani na ciacho i herbatkę, czy lepiej ograniczyć się do roczków, komunii i ślubów.
wtorek, 20 czerwca 2017
O wizytacji, specjalnie dla Klarki
Dobra, pojechałam wczoraj po bandzie, nawet człowiek się nie może uzewnętrznić, że ma doła, bo go od razu ścigają, na FB, mailowo i smsowo też. Dzięki, że jesteście :) i ścigacie. Ogarnęłam się, dzień gorszy minął, a ja jako to słoneczko jasne świecę. Głównie nogami bladymi, jak trup, bo chyba słońce wie, żem blondynką intelektualną i nie łapie mnie nic a nic.
Dobra, bo zbaczam z tematu.
Na Boże Ciało Osobisty sobie zaplanował, że zabierze dzieci do swoich rodziców, bo ci mają dla nich prezent. Na moje stwierdzenie, że to ciut głupio, żeby dzieciaki po tenże jechały tylko wzruszył ramionami. Świętym ten mój chłop zostanie, jak nic już mu szykują aureolkę (za życie ze mną oczywiście też), ale w sumie na rękę mi to było, po co mam ich oglądać i chować się po kątach we własnym domu (to znaczy mężowskim, jak mi ciągle wypomina, nie wiem, ze złośliwości, czy ot tak, teściowa, choć Osobisty próbuje tłumaczyć, że on jest w papierach, a dom budował dla nas i jest nasz). Ale ja dziś skaczę po tematach. Jak widzicie, humor mi wrócił, język też pod ostrzałkę oddałam, więc będzie się działo.
No więc tego. Dzień przed Bożym Ciałem, ja dwoję się i troję za sceną, żeby popakować rzeczy z przedstawienia, Osobisty usiłuje ogarnąć anty-widza, znaczy Syna, a tu dzwoni teściowa. Czy aktualne, blablabla, bo ona to się cieszy, choć teściu uznał, że on sobie pójdzie, bo dzieci od niego uciekają. No pewnie, po co zostanie, niech go dłużej nie widzą (ostatnio chyba w Wielkanoc, ale pewna nie jestem) to na pewno nie będą uciekać. Osobisty się wkurzył, oświadczył, że w takim razie on nie jedzie i oni mają zaproszenie do nas. I tyle ze spokojnego weekendu.
Dzieciakom nic nie mówiliśmy, bo wiadomo, różne grypy i inne choroby egzotyczne spadają na teścia, jak ma do nas przyjechać, ale o dziwo się zjawili i to nawet punktualnie, a nie godzinę za wcześnie. Na wejściu teściu oznajmił, że może byśmy w końcu zrobili normalne schody. Zjeżyłam się ciuteczek i od razu mi przestały przeszkadzać nasze tymczasowe schody z palet. Zostawimy je chyba, teraz to takie modne. Jednak dobry człowiek z tego teścia, od razu doceniłam, co mam.
Dzieciaki oczywiście się schowały, ja mam kieszeń podziurawioną, bo mi się nóż otwierał na "Chodź, ukochaj dziadzia i daj buziaka", ale zmilczałam. Bardzo jestem z siebie dumna.
Oczywiście po jakiejś godzinie teścia dopadł nagły i niespodziewany ból głowy, wziął i pojechał. Ona została, bo Córa ją do czytania Śpiącej królewny zaprzęgła. Już wiem po kim Osobisty tak kaprawo czyta, jakby siekierą tekst tłukł. To znaczy to czytanie jest nawet dobre, przy Osobistym dzieciaki zasypiały w try miga, ale się chłop wyrobił, moduluje głos i tyle z szybkiego spania. Bo przy mnie to wcale zasypiać nie chcą.
Babcia poczytała, pochodziła po naszym ogrodzie, zapytała nawet, co czytam dobrego, ale powiedziałam, że nic. Przecież sama mi mówiła, że ja takie głupiutkie książki czytam, to co się pyta. A o zdradzie czytałam, to jeszcze by coś Osobistemu nagadała :P Strzeżonego...
Porzucam Was bezwzględnie, bo mam otwarty edytor i zabieram się za pisanie. Choć nie wiem, czy w takim humorze powinnam się brać akurat za tekst dotyczący przemocy psychicznej.
Dobra, bo zbaczam z tematu.
Na Boże Ciało Osobisty sobie zaplanował, że zabierze dzieci do swoich rodziców, bo ci mają dla nich prezent. Na moje stwierdzenie, że to ciut głupio, żeby dzieciaki po tenże jechały tylko wzruszył ramionami. Świętym ten mój chłop zostanie, jak nic już mu szykują aureolkę (za życie ze mną oczywiście też), ale w sumie na rękę mi to było, po co mam ich oglądać i chować się po kątach we własnym domu (to znaczy mężowskim, jak mi ciągle wypomina, nie wiem, ze złośliwości, czy ot tak, teściowa, choć Osobisty próbuje tłumaczyć, że on jest w papierach, a dom budował dla nas i jest nasz). Ale ja dziś skaczę po tematach. Jak widzicie, humor mi wrócił, język też pod ostrzałkę oddałam, więc będzie się działo.
No więc tego. Dzień przed Bożym Ciałem, ja dwoję się i troję za sceną, żeby popakować rzeczy z przedstawienia, Osobisty usiłuje ogarnąć anty-widza, znaczy Syna, a tu dzwoni teściowa. Czy aktualne, blablabla, bo ona to się cieszy, choć teściu uznał, że on sobie pójdzie, bo dzieci od niego uciekają. No pewnie, po co zostanie, niech go dłużej nie widzą (ostatnio chyba w Wielkanoc, ale pewna nie jestem) to na pewno nie będą uciekać. Osobisty się wkurzył, oświadczył, że w takim razie on nie jedzie i oni mają zaproszenie do nas. I tyle ze spokojnego weekendu.
Dzieciakom nic nie mówiliśmy, bo wiadomo, różne grypy i inne choroby egzotyczne spadają na teścia, jak ma do nas przyjechać, ale o dziwo się zjawili i to nawet punktualnie, a nie godzinę za wcześnie. Na wejściu teściu oznajmił, że może byśmy w końcu zrobili normalne schody. Zjeżyłam się ciuteczek i od razu mi przestały przeszkadzać nasze tymczasowe schody z palet. Zostawimy je chyba, teraz to takie modne. Jednak dobry człowiek z tego teścia, od razu doceniłam, co mam.
Dzieciaki oczywiście się schowały, ja mam kieszeń podziurawioną, bo mi się nóż otwierał na "Chodź, ukochaj dziadzia i daj buziaka", ale zmilczałam. Bardzo jestem z siebie dumna.
Oczywiście po jakiejś godzinie teścia dopadł nagły i niespodziewany ból głowy, wziął i pojechał. Ona została, bo Córa ją do czytania Śpiącej królewny zaprzęgła. Już wiem po kim Osobisty tak kaprawo czyta, jakby siekierą tekst tłukł. To znaczy to czytanie jest nawet dobre, przy Osobistym dzieciaki zasypiały w try miga, ale się chłop wyrobił, moduluje głos i tyle z szybkiego spania. Bo przy mnie to wcale zasypiać nie chcą.
Babcia poczytała, pochodziła po naszym ogrodzie, zapytała nawet, co czytam dobrego, ale powiedziałam, że nic. Przecież sama mi mówiła, że ja takie głupiutkie książki czytam, to co się pyta. A o zdradzie czytałam, to jeszcze by coś Osobistemu nagadała :P Strzeżonego...
Porzucam Was bezwzględnie, bo mam otwarty edytor i zabieram się za pisanie. Choć nie wiem, czy w takim humorze powinnam się brać akurat za tekst dotyczący przemocy psychicznej.
piątek, 9 czerwca 2017
Nic tak nie poprawia kobiecie humoru, jak...
... zakupy i jedzenie. Dziś połączyłam oba i kupiłam sobie blaszkę do pieczenia. Prostokątną miałam jedną, małą, sernik znikał tego samego dnia. I tortownicę. Dziś upatrzyłam w Lidlu fajną, dokupiłam jeszcze rabarbar i właśnie testuję nowy zakup. Osobisty nie bardzo lubi ciasto z rabarbarem, ale mojego nie jadł, bo głupia uznałam, że nie lubi, to nie robię. A on znał pewnie tylko wersję teściowej, a sam ostatnio przyznał, że jej ciasta są niezjadliwe. Ale jeśli do orzechów można dodać margaryny i cukru i to jest masa, to się nie dziwię. Tłusto, za słodko, błeeeh... A rabarbar na sucho wrzucany, a ja zasypuję cukrem minimum pół godziny przed przygotowaniem. Zobaczymy.
Jutro próba generalna na scenie. Idzie im bardzo dobrze, więc to tylko formalność. Potem rajd na Family Day. A w niedzielę turniej. Mega tanecznie i mega intensywnie. Ale potem już tylko ostatni występ w środę z rozdaniem dyplomów na zakończenie roku.
A w środę na próbę pojechał z nami Syn. Bałam się tego, bo on cierpliwy nie jest, ale obiecał pomagać i faktycznie przez półtorej godziny podawał fartuszki, tutu, odkładał, pilnował sukienek i nie marudził. Potem się przyznał, że myślał, że na zakupy pojedziemy, ale nie marudził, bo sam chciał jechać.
Natomiast we wtorek mój Najlepszy Przyjaciel idzie na rozmowę o pracę. Strasznie się cieszę i kciuki trzymam odkąd wiem, choć będzie pracował z Osobistym. A oni dwaj razem to masakra, więc się ciut boję ;) najbiedniejsza będę ja, ale może jak się nagadają w pracy, to u nas nie będą o niej gadać.
Jutro próba generalna na scenie. Idzie im bardzo dobrze, więc to tylko formalność. Potem rajd na Family Day. A w niedzielę turniej. Mega tanecznie i mega intensywnie. Ale potem już tylko ostatni występ w środę z rozdaniem dyplomów na zakończenie roku.
A w środę na próbę pojechał z nami Syn. Bałam się tego, bo on cierpliwy nie jest, ale obiecał pomagać i faktycznie przez półtorej godziny podawał fartuszki, tutu, odkładał, pilnował sukienek i nie marudził. Potem się przyznał, że myślał, że na zakupy pojedziemy, ale nie marudził, bo sam chciał jechać.
Natomiast we wtorek mój Najlepszy Przyjaciel idzie na rozmowę o pracę. Strasznie się cieszę i kciuki trzymam odkąd wiem, choć będzie pracował z Osobistym. A oni dwaj razem to masakra, więc się ciut boję ;) najbiedniejsza będę ja, ale może jak się nagadają w pracy, to u nas nie będą o niej gadać.
piątek, 18 września 2015
Przyjechali, wkurzyli i pojechali
Uznałam, że chcę mieć wolny weekend, więc spęd zorganizowałam wczoraj. Teściowie przyjechali koło 15, teściowa natychmiast mnie dorwała i dotykając mnie!!! (nienawidzę, jak mnie ktoś dotyka) usiłowała wcisnąć kasę dla dzieci. Jak powiedziałam, że dzieci są i mogą same przyjąć, to wcisnęła Córze, że to dla niej i brata i ma natychmiast oddać mamie. Grrr... Poza tym cały czas podkreślała, że Syn to bawi się tylko z chłopakami i Córa ma się z tym pogodzić, zaczęła gadać o polityce, krytykować nasz pomysł sadu, bo bez sensu i po co nam to i mamy nie robić, a w ogóle to bez sensu.
Z rozmowy wyszło, że tata się do nas wprowadzi, jak go moja mama wywali za głupie gadanie, na co Osobisty, że on nie przyjmie, bo też ma żonę i co się ma narażać. Na co teściowa: "No tak, jeszcze go wygoni z jego własnego domu". Rozumiem, że to był ciąg dalszy żartu, ale nie musiała podkreślać, ze to dom Osobistego. To nasz dom, nasz, włożyłam w niego masę pracy i kasy też.
Na koniec jeszcze siadła Córze na stoliku, a ta bała się powiedzieć, że chce porysować, bo się wstydzi. I tyle było z zabawy, bo ważniejszy był stół. Kur... No i znowu wyskoczyła do mnie z dotykaniem, choć na wejściu jej powiedziałam, że ma tego nie robić. A, no zapomniałam o perełce. Siedzi sobie i do mnie: "a on to ile ma? to niedługo będzie miał półtora roku?". Nosz kur... Ma ich dwoje... To chyba nie problem spamiętać, które kiedy się urodziło.
Teść za to dwa razy gadał przez telefon, gadał o polityce, a potem już przebierał nogami, żeby wyjść, po półgodzinie. Pojechali po godzinie. Osobistemu ręce opadły
Oczywiście, oni chcą przyjeżdżać częściej. Ja będę wychodzić, słowo daję.
Na szczęście moi rodzice i ciocia posiedzieli dłużej, pobawili się z dzieciakami i mi lepiej było. A potem pojechałam na latino plus BPU i Pilates. Dwie godziny w sumie wycisku i mi bosko :P
Z rozmowy wyszło, że tata się do nas wprowadzi, jak go moja mama wywali za głupie gadanie, na co Osobisty, że on nie przyjmie, bo też ma żonę i co się ma narażać. Na co teściowa: "No tak, jeszcze go wygoni z jego własnego domu". Rozumiem, że to był ciąg dalszy żartu, ale nie musiała podkreślać, ze to dom Osobistego. To nasz dom, nasz, włożyłam w niego masę pracy i kasy też.
Na koniec jeszcze siadła Córze na stoliku, a ta bała się powiedzieć, że chce porysować, bo się wstydzi. I tyle było z zabawy, bo ważniejszy był stół. Kur... No i znowu wyskoczyła do mnie z dotykaniem, choć na wejściu jej powiedziałam, że ma tego nie robić. A, no zapomniałam o perełce. Siedzi sobie i do mnie: "a on to ile ma? to niedługo będzie miał półtora roku?". Nosz kur... Ma ich dwoje... To chyba nie problem spamiętać, które kiedy się urodziło.
Teść za to dwa razy gadał przez telefon, gadał o polityce, a potem już przebierał nogami, żeby wyjść, po półgodzinie. Pojechali po godzinie. Osobistemu ręce opadły
Oczywiście, oni chcą przyjeżdżać częściej. Ja będę wychodzić, słowo daję.
Na szczęście moi rodzice i ciocia posiedzieli dłużej, pobawili się z dzieciakami i mi lepiej było. A potem pojechałam na latino plus BPU i Pilates. Dwie godziny w sumie wycisku i mi bosko :P
piątek, 11 września 2015
Bieg do przedszkola i o domu
Bardzo mi miło, że Was tyle, faktycznie, pogubiłam gdzieś ślad do jednego bloga, dziękuję, że jesteś :)
Dziś Córa wstała przed 7 i przed 8 była już zwarta i gotowa i ona jedzie do przedszkola. To się matka wzięła i zebrała i zawiozła. Po drodze negocjowałyśmy, że dziś tylko śniadanie zje, bez obiadu, bo była chętna. Ale co ja bym tyle bez dziecka zrobiła? Bo wiadomo, że obiad to leżakowanie i się robi 14.
W domu się dzieje. Osobisty kończy 3 tydzień urlopu i kończy się nad ociepleniem, którego końca nie widać niestety. Cicho, nie mówcie mu, po co ma się chłop załamać do końca. zrobi, to będzie, ważne, że prawie cały parter obłożony. No i ramy do okien nam przyszły. Bez kwater do suwanki i ze złymi uszczelkami. Kurwa mać, cholera jasna i wszystko na raz. Więc nadal ich nie wymienimy. Szlag mnie trafia, dostawcę też, ale no...
A poza tym to w niedzielę ma nas nawiedzić babcia z dziadkiem, czyli teściowie. Po prostu oświadczyłą babcia, że przyjedzie. Oświadczyłam, że albo ja wyjdę, albo będzie nas więcej. Niniejszym zaprosiłam też moich rodziców i braci, z czego jeden nie może, a drugiego żona nie może i on podobno też nie może móc, więc będzie też siostra mamy. Złośliwiec, jakich mało, więc może uda mi się przeżyć. Trzymajcie kciuki, żeby Osobisty sierotą nie został.
Dziś Córa wstała przed 7 i przed 8 była już zwarta i gotowa i ona jedzie do przedszkola. To się matka wzięła i zebrała i zawiozła. Po drodze negocjowałyśmy, że dziś tylko śniadanie zje, bez obiadu, bo była chętna. Ale co ja bym tyle bez dziecka zrobiła? Bo wiadomo, że obiad to leżakowanie i się robi 14.
W domu się dzieje. Osobisty kończy 3 tydzień urlopu i kończy się nad ociepleniem, którego końca nie widać niestety. Cicho, nie mówcie mu, po co ma się chłop załamać do końca. zrobi, to będzie, ważne, że prawie cały parter obłożony. No i ramy do okien nam przyszły. Bez kwater do suwanki i ze złymi uszczelkami. Kurwa mać, cholera jasna i wszystko na raz. Więc nadal ich nie wymienimy. Szlag mnie trafia, dostawcę też, ale no...
A poza tym to w niedzielę ma nas nawiedzić babcia z dziadkiem, czyli teściowie. Po prostu oświadczyłą babcia, że przyjedzie. Oświadczyłam, że albo ja wyjdę, albo będzie nas więcej. Niniejszym zaprosiłam też moich rodziców i braci, z czego jeden nie może, a drugiego żona nie może i on podobno też nie może móc, więc będzie też siostra mamy. Złośliwiec, jakich mało, więc może uda mi się przeżyć. Trzymajcie kciuki, żeby Osobisty sierotą nie został.
niedziela, 26 lipca 2015
Zdrowiej mi i o teściach
Zdrowiej mi, nie mylić z jestem zdrowa. Doszłam chyba do etapu standardowego zapalenia oskrzeli, bo jakoś objawy znajome, prócz bólu, ale to nic dziwnego zważywszy, że wśród leków mam też coś z paracetamolem. Osobisty się nade mną znęca, że dłużej mogłam zwlekać, to miałabym wakacje w szpitalu. Ale ja naprawdę sądziłam, że to tylko kaszel i nic mi lekarz nie powie. Nie bolało, nie męczyłam się nigdzie idąc, no oddychało się ciężko, ale komu lekko w takie upały? No nic. W każdym razie piję tony leków i jakby mi lepiej. Choć mam wrażenie, że część leków to tak na chorobę to jedno, a drugie to po to, by wyleczyć mnie z braku hipochondrii i żebym następnym razem przyszła wcześniej w celu uniknięcia tylu specyfików. Po jednych mnie tak mdli, że masakra, mdli, dobre sobie, ja mam odruch wymiotny, jak je piję. Ale zniosę, będę twarda, nie miętka.
Wczoraj wydawało mi się, że lepiej się czuję. Po tym, jak ugotowałam budyń na coś słodkiego i umyłam kabinę prysznicową (Osobisty był z dziećmi na zakupach, więc nie miał mi kto dać w łeb) doszłam do tego, że tylko mi się wydawało. Popołudniu więc zaległam i usnęłam. Bo do południa Osobisty kończył przykręcać balustrady. Niniejszym czekamy tylko na mapkę, robimy poszczególne odbiory i odbiór całkowity budynku.
Wczoraj też zadzwoniła teściowa, że ma dla nas marchewkę, buraki, cebulę, ogórki i nie wiem co jeszcze. I że Osobisty ma po to pojechać. Zapytał mnie, czy chcę, a ja oczywiście, że nie. Podła jestem, co? To już mówię. Po pierwsze jestem chora i nie dam rady robić niczego z warzywami. Po drugie, ja znam te warzywa teściowej. Przezroczysta marchew i białe w środku buraki. Przerabiałam, dziękuję, nie chcę. Pominę, że teściowa zawsze obcina natki i to wszystko trzeba już przerobić, więc nawet, jakby tego było mało, to jednak roboty sporo. A po trzecie i najważniejsze, to teściowa ma półpaśca. A nasza odporność po całej chorobie jest zero zero nic. Na pewno by coś przywlókł i znowu szpital. Ale teściowa oczywiście o tym nie pomyślała, to znaczy pomyślała, bo ona chora i nie ma siły, to my zrobimy. No nie zrobimy.
Ja nic od niej nie chcę, nie mam ochoty z nią rozmawiać, drażni mnie, więc pomocy od niej nie oczekuję, nawet wiem, że jej nie dostanę. Dzieciaki tam puszczam, choć coraz bardziej zastanawiam się, czy nie cofnąć zgody, bo robią co chcą i nas nie słuchają (ostatnio teść znalazł rogi jelenia i koniecznie nam je chciał dać. Nie trafiało do niego, że do domu, gdzie jest, znaczy będzie minimalna ilość rzeczy, płytki, biała ściany, stal nierdzewna i tak dalej w ten deseń te rogi nie będą pasować. To wieszak sobie zrobicie, jak nie nad kominkiem... Tia... Skoro my nie chcemy, to pokazał dzieciom. Chyba myślał, że będą chcieć. Nie chciały, a poza tym Córa się potem bała na urlopie schodzić ze schodów, bo tam też wisiały, a one kłują. Długo się bała rogów, ale dziadek wie lepiej) Więc dzieciaki tam jeżdżą, tylko z Osobistym i ani na chwilę ich nie zostawia, potrafią wrócić głodne(!), ale oni do nas nie zajrzą. Jak Osobisty wyjeżdża, to nie ma mowy o tym, czy mi nie pomóc, czy coś. Przestajemy istnieć. Ale Osobisty ma tam być i pomóc przy łazience, nie ważne, że nasza nieskończona, teść musi mieć pierwszeństwo. Nie pojechał, to zadzwonił do niego z awanturą. Ech, nigdy nie zrozumiem tych ludzi i nie wiem, jak to rozwiązać, bo tylko problemy z tego są między nami. Już i tak o niebo lepiej, ale no... Oczywiście, zaraz jest, że teść by nam pomógł, ale on nie słucha, co się do niego mówi, bo on wie lepiej. Niby prosił Osobistego o radę, ale i tak zrobił po swojemu i spieprzył. Na przykład rozbił szybę od prysznica, bo mu się puściło. W efekcie teściowie łazienki nie mają od ponad dwóch miesięcy. Nie stać nas na jego pomyłki. Inna sprawa, że mnie paraliżuje, jak on jest w moim domu.
Ciężki niedzielny temat sobie wybrałam, więc już może nic nie będę pisać...
Wczoraj wydawało mi się, że lepiej się czuję. Po tym, jak ugotowałam budyń na coś słodkiego i umyłam kabinę prysznicową (Osobisty był z dziećmi na zakupach, więc nie miał mi kto dać w łeb) doszłam do tego, że tylko mi się wydawało. Popołudniu więc zaległam i usnęłam. Bo do południa Osobisty kończył przykręcać balustrady. Niniejszym czekamy tylko na mapkę, robimy poszczególne odbiory i odbiór całkowity budynku.
Wczoraj też zadzwoniła teściowa, że ma dla nas marchewkę, buraki, cebulę, ogórki i nie wiem co jeszcze. I że Osobisty ma po to pojechać. Zapytał mnie, czy chcę, a ja oczywiście, że nie. Podła jestem, co? To już mówię. Po pierwsze jestem chora i nie dam rady robić niczego z warzywami. Po drugie, ja znam te warzywa teściowej. Przezroczysta marchew i białe w środku buraki. Przerabiałam, dziękuję, nie chcę. Pominę, że teściowa zawsze obcina natki i to wszystko trzeba już przerobić, więc nawet, jakby tego było mało, to jednak roboty sporo. A po trzecie i najważniejsze, to teściowa ma półpaśca. A nasza odporność po całej chorobie jest zero zero nic. Na pewno by coś przywlókł i znowu szpital. Ale teściowa oczywiście o tym nie pomyślała, to znaczy pomyślała, bo ona chora i nie ma siły, to my zrobimy. No nie zrobimy.
Ja nic od niej nie chcę, nie mam ochoty z nią rozmawiać, drażni mnie, więc pomocy od niej nie oczekuję, nawet wiem, że jej nie dostanę. Dzieciaki tam puszczam, choć coraz bardziej zastanawiam się, czy nie cofnąć zgody, bo robią co chcą i nas nie słuchają (ostatnio teść znalazł rogi jelenia i koniecznie nam je chciał dać. Nie trafiało do niego, że do domu, gdzie jest, znaczy będzie minimalna ilość rzeczy, płytki, biała ściany, stal nierdzewna i tak dalej w ten deseń te rogi nie będą pasować. To wieszak sobie zrobicie, jak nie nad kominkiem... Tia... Skoro my nie chcemy, to pokazał dzieciom. Chyba myślał, że będą chcieć. Nie chciały, a poza tym Córa się potem bała na urlopie schodzić ze schodów, bo tam też wisiały, a one kłują. Długo się bała rogów, ale dziadek wie lepiej) Więc dzieciaki tam jeżdżą, tylko z Osobistym i ani na chwilę ich nie zostawia, potrafią wrócić głodne(!), ale oni do nas nie zajrzą. Jak Osobisty wyjeżdża, to nie ma mowy o tym, czy mi nie pomóc, czy coś. Przestajemy istnieć. Ale Osobisty ma tam być i pomóc przy łazience, nie ważne, że nasza nieskończona, teść musi mieć pierwszeństwo. Nie pojechał, to zadzwonił do niego z awanturą. Ech, nigdy nie zrozumiem tych ludzi i nie wiem, jak to rozwiązać, bo tylko problemy z tego są między nami. Już i tak o niebo lepiej, ale no... Oczywiście, zaraz jest, że teść by nam pomógł, ale on nie słucha, co się do niego mówi, bo on wie lepiej. Niby prosił Osobistego o radę, ale i tak zrobił po swojemu i spieprzył. Na przykład rozbił szybę od prysznica, bo mu się puściło. W efekcie teściowie łazienki nie mają od ponad dwóch miesięcy. Nie stać nas na jego pomyłki. Inna sprawa, że mnie paraliżuje, jak on jest w moim domu.
Ciężki niedzielny temat sobie wybrałam, więc już może nic nie będę pisać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)