Nie wiem, czy pamiętacie, jak pisałam, że kupiła parę storczyków z wyprzedaży, a jeden pan dziwił mi się, że kupuję takie brzydactwo bez kwiatków. Uwalczyłam się z nimi sporo, bo okazało się, że przywiozłam razem z nimi robaki, którymi zainfekowałam sobie część swojej storczykowej rodzinki. Było pryskanie płynem do garów, płukanie, potem nawet mycie od korzeni po końcówki łodyg. Niestety pomogła dopiero ostra chemia, pryskać trzy razy musiałam, ale pozbyłam się lokatorów. A już byłam bliska kolejnego mycia i zmieniania im podłoża.
Zmaltretowane rośliny wypuściły nowe pędy, piękne, zdrowe listki, a dziś zauważyłam, że jeden będzie kwitnął. Co do drugiego nie mam pewności, bo stały razem z moimi wcześniejszymi i w sumie nie wiem, który z nich puścił pąki, okaże się, jak zakwitnie, czy takiego miałam. Za to okno pyszni się bielą, różem i fioletem. Marzy mi się niebieski storczyk, ale nie dość, że jest koszmarnie drogi, to jeszcze obawiam się, że on nie jest naturalnie niebieski, tylko podlany farbą. Jak ktoś ma inne informacje, proszę mnie wyprowadzić z błędu. I napisać łopatologicznie które są naprawdę niebieskie, jeśli któreś zgodnie z moją teorią spiskową nie są.