Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje budowlane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje budowlane. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

Delegacja, czyli mamy czwartek. 19.04.1943 - 19.04.2018

Czemu, ach czemu z całego tygodnia delegacje wypadają Osobistemu w czwartek? Znalazłam sobie fajne zajęcia to i on zaczął latać tak, że go w tym czasie nie ma. Przedtem latał maks do środy. Taaa... W związku z tym dziś podrzucam dzieci mamie i jadę na tańce. Chcieli zostać na noc, ale nie chce mi się jutro bladym świtem po nich jechać, żeby zdążyli do przedszkola na sprzątanie świata.

Muszę dziś zrobić reset, bo nie wyrabiam. Lubię mój ogród, lubię grzebać w ziemi, ale na wiosnę jest zawsze taka masa pracy, że nie wiadomo, w co ręce włożyć. A jeszcze w tym roku zabraliśmy się za równanie kup ziemi, więc dodatkowo trzeba wyzbierać kamienie. Sporo mi jeszcze pracy zostało, ale sporo też za nami, a co najważniejsze, widać to, co robimy i to najbardziej cieszy.

Z frontu budowlanego: mamy zamówioną wełnę mineralną i płyty osb, żeby skończyć poddasze i strych, Osobisty musi pojechać dokupić brakujące części do wentylacji i planujemy ostro działać w długi majowy weekend. Z cięższych rzeczy czeka nas wybór paneli podłogowych. Zdecydowaliśmy się na winylowe, ale jakie - nie mamy pojęcia. Wszystkie wpadają w szarość, a ja nie bardzo chcę. Już i tak mnie przekonali, bo dzieci też tak chcą, żeby zrobić taką samą podłogę na całej górze, bo ja chciałam inne kolory w pokojach. Dopiero bym miała wybierania...

Poza tym, że życie toczy się dalej, że dzień, jak co dzień, to jednak dziś dzień niezwykły. 75 rocznica powstania w getcie warszawskim. Powstanie ludzi, którzy chcieli, by życie toczyło się dalej, by nie kończyło się nagle, za szybko, zbyt brutalnie. Zryw pokazujący ducha w człowieku, zryw pokazujący, że serce jeszcze bije i naród żyje.



Dziś jest też 70 rocznica powstania państwa Izrael, zgodnie z kalendarzem hebrajskim.

czwartek, 2 listopada 2017

I po problemie łóżkowym

Za to mam klaustrofobię. Ale po kolei.
Śpię sobie snem zasłużonym, aż nagle słyszę skrob, skrob, skrrrrooob po sofie. I mnie wtedy olśniło, że zdecydowanie chcemy łóżko drewniane. Kot tapicerowane załatwi w try miga.
Kupiliśmy też łóżko Synowi. Do tej pory miał składaną sofkę, co złożona nie była nigdy, bo pod spodem był fajny garaż dla autek, czyli powierzchnia magazynowa. Ale ciasne było i niewygodne, na to miał materac założony, ogólnie kombinowane to łóżko. Kupiliśmy mu docelowe, z materacem 90 na 200. A sofka stanęła... tadam... w salonie. Mam klaustrofobię, nie mamy się gdzie ruszyć.
A na deser kupiliśmy lampę do jadalni, taką, co nam się marzyła, bo była promocja, 15% taniej. I ja głupia sądziłam, że chłopaki ( bo oni kupowali przy okazji łóżka) przywiozą ją w całości i się pobawię. To mam. Lampę z Ikei z instrukcją małego majsterkowicza. A lampa składa się z 52 części.


piątek, 28 lipca 2017

Rowerem przez drzwi do dentysty

Wczorajszy dzień zdominowała najważniejsza wiadomość sezonu, nie mogłam jej więc przyćmić niczym innym. Dlatego post o środzie pojawi się dziś.
Dzieci w przedszklu, 11.30, pukanie do drzwi tarasowych. Zdziwiona odwracam się, a tam... mama. Jechała z Krakowa, bo łatwiej jej było z Komorowskiego do nas, niż na dworzec. Pojechałyśmy po dzieci, zjadłyśmy obiad i zaczęłam kombinować, bo w czwartek mieliśmy jechać do dentysty, Osobisty z home office, a po pracy miał zrobić prąd u moich rodziców. Zadzwoniłam, że może pojedziemy odwieźć mamę, a on zrobi ten prąd, żeby kolejnego dnia spokojnie popracować i wcześniej się zebrać. Tak też zrobiliśmy. Przyjechał z pracy i wszyscy pojechaliśmy z moją mamą. Syn się uśpił. Osobisty zrobił prąd, pojedliśmy malin, znaczy oni, bo ja nie przepadam, jest 19, Syn śpi. Postanowiliśmy go zapakować do auta i pojechać zamówić drzwi. Oczywiście w aucie się obudził, więc zwrot po kanapkę. Pod Futurę zajechaliśmy o 20.08. Sklep do 21. Ale chcieliśmy jeszcze zapytać o rowery, czy będzie jakiś rabat, jak kupimy cztery, przymierzyć się. W Leroy byliśmy 20.30. Zaliczkę płaciliśmy o 21 ;) Dzięki tej brawurowej i szalonej akcji 19 sierpnia do sklepu ma zawitać jedenaście sztuk takich oto drzwi:


(zdjęcie pochodzi ze strony Leroy Merlin)

A wczoraj znów pojechaliśmy do moich rodziców, bo mieliśmy wizytę u dentysty. Dzieciaki zęby mają zdrowe, zgryz prawidłowy, do kontroli za pół roku, chyba, że wcześniej Córze by zaczęły rosnąć stałe zęby za mleczakami, bo ostatnio wielu dzieciom rosną krzywo i trzeba będzie usunąć. Jednak na razie jest wszystko ok. Po wizycie lody w nagrodę, a potem kierunek babcia. Osobisty pracował, dzieciaki się bawiły, a do domu wróciliśmy już z jednym. Córa została na wakacje.

wtorek, 25 lipca 2017

Nieistniejący

Pan od drzwi podał nam taką cenę, że się ugięliśmy pod jej ciężarem. Dodatkowo, o ile z jego ojcem mi się rozmawiało dobrze i konkretnie, tak ten pan wywarł na mnie całkiem odwrotne wrażenie. Wiemy też, z dobrego źródła, że potrafią nie wywiązywać się z terminów, zwlekać i kręcić. Zrezygnowaliśmy. W związku z tym w niedzielę, po obiedzie postanowiliśmy spędzić czas, jak przystało na tradycyjną polską rodzinę i pojechaliśmy do centrum handlowego.
Na pierwszy ogień poszło Leroy (poszedł Leroy?), gdzie chciałam kupić małe lampki solarne, coby je wetknąć na taras. Taka mała aluzja do Osobistego, który co prawda lampę nad taras kupił, ale nie spełnia ona swych funkcji. Pewnie to, że nadal leży w pudełku, ma coś z tym wspólnego. W każdym razie poszliśmy obejrzeć drzwi. I nawet zgodnie uznaliśmy, że podobają nam się jedne, cena też niczego sobie, więc pewnie je kupimy. Obejrzeliśmy jeszcze podłogi, czemu jest taki mały wybór paneli winylowych? I pewnie stanie na bambusie na połysk ;) Oprócz lampek kupiliśmy jeszcze dwie pochodnie i olej przeciw komarom, Osobisty dołożył orchideę, więc doniczkę i podpórkę do tego.
Leroy blisko Futury, więc też postanowiliśmy zajrzeć. Jesteśmy na kupnie rowerów, więc do sportowego zaszliśmy. I znalazłam swoje wymarzone dwa kółka, dzieciaki też, Osobisty stwierdził, że nadal nie wie. Potem jeszcze kilka sklepów, lody i do domu.

A wczoraj się zaczęło...

Zajrzeliśmy na stronę producenta rowerów. Mojego roweru nie ma. Ani w tym roku, ani w dwóch poprzednich, nie ma go w ogóle na stronie. Można go odszukać trochę od tyłu, ale nie ma specyfikacji. Te, które wybrały dzieci niby są, ale nie w takim kolorze. A ja mam zdjęcia! Ok, może to produkt dedykowany do tego sklepu. Ale... Na ich stronie też nie ma tych rowerów. Nawet Ceneo odmówiło współpracy.

Zrezygnowana patrzę na stronę producenta drzwi i zgadnijcie co? TAAAK. Nie ma ich. Nie istnieją! Na szczęścia na stronie Leroy są, Ceneo też melduje, że są, jedynie w Leroy. Znowu mamy coś, co nie istnieje.
Po kolei:
- okno dachowe w łazience: nie istnieje w żadnym katalogu
- umywalka i szafka pod nią - dedykowane dla Obi, poza tym występują tylko na Ukrainie
- grzejnik łazienkowy - jak go zamawiałam, nie istniał dla sześciu sklepów, choć widziałam go na własne oczy
Teraz dojdą jeszcze rowery i drzwi. Nawet wczoraj się śmiałam, że skoro te drzwi nie istnieją, to jak je założymy to tak, jakby nadal ich nie było. Osobisty tylko ubolewa, że dość drogie te nasze "nie ma". Jednak jeśli chodzi o drzwi, to wyjdzie dwa razy taniej, niż u tamtego gościa.

środa, 12 lipca 2017

O tarasie

Mamy taras. No dobra, mamy kupę ziemi założoną deskami, co się tarasem zwie. Pominę, że wczoraj przyjechała moja mama i mi pół tego tarasu wyplewiła. Miałam dużo plewienia, to mam jeszcze więcej, bo zasadziłyśmy tam aksamitki,. A tak pięknie tam perz rósł... Miałam nie narzekać, pięknie jest, leżak jest, książkę można poczytać, ale słońce też jest. Pełne. Od rana do nocy. I tu pojawił się problem. Chcieliśmy kupić żagiel i w ten sposób zacienić, ale toto trzeba składać, jak jest wiatr, a u nas spokojnie może być kielecki przystanek, bo piździ, jak głupie. Żagla szybko i ładnie się złożyć nie da i ręka nad przyciskiem "kup" zawisła, zmieniła miejsce na krzyżyk i nadal mamy słońce na tarasie. A miał być żagiel na rurze zamontowany, to rury nie będzie.
Wczoraj mówiliśmy o piwnicy i mam obiecaną norkę Hobbita, choć może niekoniecznie z okrągłymi drzwiami, a dziś olśniło mnie tarasowo. Googlałam zasłony na taras, coś na kształt namiotu, ale z drewna z zasłonami, to się szybko zwinie do drąga, rury, czy co tam będzie to trzymać i ładnie wygląda. Ale zobaczyłam coś innego.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.archdaily.com/421607/green-screen-house-hideo-kumaki-architect-office

Zakochałam się. U nas będzie to musiało wyglądać ciut inaczej, ale chyba zrobimy właśnie takie zarośla. Już nawet roślinki wybrałam.
Tylko kurczę, trzeba choć taras zrobić docelowo, a potem jeszcze kolor na elewacji. I entuzjazm od razu klapie. Pomysł jednak jest, a to już dużo, bo myśleliśmy nad tym bardzo długo.

wtorek, 2 maja 2017

Majówka

Dzień święty trzeba święcić, prawda?
Wczoraj w końcu od samego rana świeciło słońce, marzył mi się więc leżak na tarasie i książka. Ale że ostatnio lało, to postanowiłam przewietrzyć kołdry i poduszki. I tak wyszłam na taras, krzywe te deski, co położyliśmy na chwilę (drugi rok leżą), nim zrobimy kostkę. Żeby spokojnie wynieść pościel, muszę je przełożyć, bo nie mogę na nie patrzeć. Zaczęłam sama, Osobisty mi pomógł, skończyliśmy raz dwa. Spokojnie pościel wyniosłam i tu mogła nastąpić chwila z leżakiem, ale... Trawa na tarasie wielka, trzeba oberwać. I krzaczki zarosły. Oberwałam trawę na tarasie, tu i tam wyrwałam, w efekcie zasiałyśmy tam z Córą nasturcję. A jak już sialiśmy jedno, to dzieciom zachciało się więcej. Przepatrzyłam nasiona posiadane, spojrzałam na termometr i wybrałam goździki, łubin, szałwię do doniczki, pory, rzodkiewkę i mieszkankę zebraną w tamtym roku: aksamitki, cynie, bratki. Jednak żeby to zrobić, trzeba trochę ruszyć ziemię, przeplewić itd. Dobrze, że Osobisty mi skopał ogródek pod warzywa, tyle mniej miałam, a ja w tym czasie oberwałam krzaczki, róże mi jeszcze zostały.  Jak sialiśmy, to coraz mniej mogłam patrzeć na łąkę, w której podobno rosły truskawki. Wyplewiłam i okazało się, że nawet kwitną. W czasie odgrzewania rosołu na obiad zdążyłam jeszcze zrobić sernik. Pomogłam też Osobistemu oberwać żywopłot, bo dosadzał tam, gdzie się nie przyjął, przesadziłam sobie też nasiane w tamtym roku goździki na taras. Jeszcze tylko przenieśliśmy trampolinę i wieżę z opon na bardziej docelowe miejsce, wraz z podłożeniem pod opony materiału, by trawa nie rosła. Osobisty zaczął rozkręcać wymienione okna, żeby zlikwidować bajzel i... zrobił się wieczór.
Z czytania nici, ale postanowiłam, że dziś z czystym sumieniem posiedzę, poczytam, popatrzę na piękny ogród. Noooo... Tylko słońce ukradli i zimno jest cokolwiek :P Siedzę więc przy kominku.
A od wczorajszego świętowania święta pracy wszystko mnie boli.
Z takich prac na polu to czeka nas jeszcze spryskanie tu i tam, żeby trawa nie rosła i obłożenie tarasu kamieniami, skalniak tam chcemy sobie zrobić. No i posprzątać właśnie takie rzeczy, jak stare okna i kantówkę. Do domku dla dzieciaków mamy prawie wszystko, prócz stali i drewna, ale też się będziemy za to brać niedługo, wiemy już, gdzie ma stać.

Kolejne tygodnie zapowiadają się intensywnie, głównie ten przyszły, bo mam masę badań do zrobienia, a na tańce zaczynamy jeździć dwa razy w tygodniu, żeby zdążyli wszystko zrobić. Na szczęście w czwartek dzieciaki idą do przedszkola ;)

sobota, 22 kwietnia 2017

Postapokaliptycznie i o bibliotece

Jakoś się wszystko udało wczoraj ogarnąć, leki działają, choć podobno nadal boli, ale wysięku nie ma. W pompie zmywarki był kawałek plastiku, nie mam pojęcia, jak przeszedł przez filtr. Do tego zapchał się wąż. Podejrzewam, że to od tego, że kiedyś zapchał mi się zlew, przepchałam i pewnie to, co zapchało, wlazło w odpływ zmywarki, trochę dodało, a ja ostatnio nie puszczałam na 70 stopni i zalazło na amen. W każdym razie działa.
Wywiad przełożony.
A Osobisty się wkurzył na błoto na dnie kubków i kupił nam Britę. U nas naprawdę jest syf w kranie i mimo tego, że mamy założony mocny filtr, nadal przełazi. Czajnik muszę czyścić co najmniej co tydzień, bo inaczej takie mikrodrobinki kamienia latają i robią błoto na dnie. Jak na razie z Brity jestem zadowolona, choć to dopiero jeden dzień.
Z facetem od sukienki się dogadałam, chciał nawet wczoraj wysyłać, jakby trzeba było na już.
I już, już było cudownie, bo jeszcze przyszły farby na domek dla dzieci i kamienie do ścianki wspinaczkowej, dzieci sprzątały, aż nagle... Synowi z nosa leci ciurkiem krew. Za dobrze by było, jakby dobrze było, nie?

Ale dziś wszystko mi wynagrodziło. Syn zaczął rozkładać kolejkę na środku salonu. W ogóle mamy wszystko rozłożone, jak to przy chorych dzieciach. I mówię do Osobistego, że chyba w dużym pokoju na górze rozłożymy ją na bardziej stale, tylko nie wiem, jak to pogodzić, bo ja tam chciałam książki, kolejka, jakieś materace do ćwiczeń, piłki i moje książki biedne... Na co on, że on tam książek nie widzi. I się zjeżyłam, czy mam rozumieć, że w naszym domu nie będzie miejsca na moje książki. Osobisty spojrzał na mnie z politowaniem i przypomniał, że w jego gabinecie będzie regał i będzie miejsce. Na co ja nadal niezrażona mówię mu, że ok, przyjdą do niego ludzie, a tam stoi Grey i inne romansidła.
- Przecież u góry jest jeszcze garderoba - mówi dalej spokojnie.
- Ale że cała na moje książki? Bo ja to bym tam jeszcze fotel chciała, wiesz, żeby mi zazdrościli.
- A kto ci broni go mieć?
- A ciuchy gdzie? - mówię do siebie? - Hm, książki czy ciuchy, wybieraj, kobieto. Jasne, że książki, czytać można nago.
- To dużo nie poczytasz.
- Drzwi z kluczem poproszę :P

Ogłaszam więc, że w miejscu garderoby będzie moje miejsce z półkami od góry do dołu (w końcu je zapełnię) i z biurkiem, bo gdzieś muszę pracować. Ach... Dobrze mi :)


Te dwa po prawej, to pokoje dzieci, na wprost schodów sypialnia, skośne drzwi ma łazienka no i wielki pokój ogólny :)

niedziela, 8 stycznia 2017

7/24 zamiast 24/7, czyli budowlane "po co Wam to?"

Że mroźnie jest, nikogo przekonywać raczej nie trzeba. U nas, czyli pod Krakowem dziś o 8 rano było -24, wczoraj -22, teraz jest zaledwie -16. I tak patrzę po domach sąsiadów, słucham, co mówią znajomi i przypominam sobie, co ludzie mówili, jak dom budowaliśmy. Kilku sąsiadów pali dwa razy dziennie, wielu naszych znajomych nawet nie wygasza pieca. A my w te największe mrozy palimy raz dziennie, przez 7 godzin, bo tyle wypala się półtora wiadra węgla. W tamtym roku spaliliśmy dwie tony. Jasne, grzejemy tylko dół, ale nadal nie mamy drzwi, co powoduje, że ciepło ucieka równo po całych 90 metrach kwadratowych do wiatrołapu, garażu i trochę na górę przez nieszczelne zamknięcie. Z wiatrołapu wszystko leci na dom, mimo założonej kotary, a koty wchodzą suwanką, która dokładnie wietrzy, nawet otwarta na chwilę. W domu mamy ustawione 21.8 stopnia, na noc 20.8. Dziś spadło do 20.4.
Dlaczego to piszę. Już wyjaśniam.
Jak Osobisty kupował styropian na ocieplenie nie było osoby, która by się w głowę nie pukała, po co nam 25 cm styropianu, skoro można położyć 10 i mieć taniej. Padały głosy, że za dużo pieniędzy mamy, albo że chcemy dom świeczką zagrzać. Osobisty wtedy odpowiadał, że właśnie nie mamy za dużo pieniędzy i on chętnie świeczką ogrzeje, bo zawsze taniej.



"Po co Wam takie wielkie okna? Kto to będzie mył?" No jasne, że ja będę myła. I pomijając, że chcieliśmy mieć jasny dom, a to wielkimi oknami się uzyskuje, to doszedł efekt dodatkowy. Otóż dziś, przy tych mrozach właśnie otworzyłam to wielkie okno, żeby przewietrzyć. Ściągnęłam temperaturę w domu do 17.8 stopnia. Zaraz okno zamknę, a słońce oparte o szyby nagrzeje dom.
Wydaliśmy na początku więcej, jasne. Ale dzięki grubym ścianom nie wieje nam przez gniazdka, a dom ogrzewa się łatwo, a wyziębia trudno. Dzięki dużym oknom mamy jasno, nawet w ponure dni, a w słoneczne dodatkowe ciepło.
My ten dom naprawdę przemyśleliśmy. A to, że wydaliśmy na początku więcej pieniędzy, choć tak naprawdę to nasza sprawa, nie oznacza, że wywalamy pieniądze w błoto.

piątek, 26 września 2014

53, 23, 22 i 3 z hakiem i dziki lokator

Codziennie sprawdzamy status zamówienia naszych płytek. I wczoraj zaświtała nadzieja, bo z 55 paczek płytek salonowych w sklepie jest już 23. Bo niestety mogło się tak zdarzyć, że ich nie będzie i cała kołomyja z wybieraniem rozpoczęłaby się na nowo. Co problemem by było ogromnym, bo po pierwsze tamte nam się podobają, a po drugie mamy mało czasu, a projekt podpasowany pod tamte. Ale skoro jest 23, to reszta też pewnie przyjdzie.
22 z kolei związane jest z taką liczbą dni do planowanego dnia 0, czyli przeprowadzki. Oczywiście nie jest to żadne dead line, ale fajnie mieć jakiś konkretny termin. Już zdecydowanie bliżej, niż dalej, bo lodówka i pralka już na miejscu. Płyta na razie nie na budowie, bo to można wziąć pod pachę, a nie chcemy, by nóg dostała. Wraz z kupnem AGD, bez piekarnika, ale bez tego można się obejść chwilowo, a wybrany mamy, rozpoczęliśmy 3 stówę na wydatki budowlane. W tym papiery, narzędzie i przyłącza, ale suma i tak przeraża, bo to, co poszło w narzędzia, nie poszło w ekipy. Ostatnio na przykład przyszła 53 kilogramowa paczka z osprzętem do prądu, gniazdka, wyłączniki, różnicówka i takie tam. Maleństwo w każdym razie.
Wczoraj, na naszych oczach do domu wskoczyła mysz. Tak byliśmy zaskoczeni, że dziurą, gdzie są rury od podłogówki wskoczyła pod podłogę. To ja po biszkopta, Osobisty z miotłą nad nią, a ja dodatkowo po łapkę na myszy. Ciekawostka, która nas nie ucieszyła - łapek brak, Ludzie kupowali po 5, kupiłam trutkę, ale zima idzie, jak nic. Po powrocie okazało się, że Osobisty upolował myszę do wiaderka. Podłożyliśmy jej reklamówkę, odwróciliśmy wiaderko i postanowiliśmy ją obejrzeć. Cudna była. I sprytna cholera, bo wyskoczyła z tego wiaderka i wskoczyła pod zasobnik. Kolejne polowanie się nie powiodło. Mam nadzieję, że nie zdechnie w zasobniku, bo nam zapcha instalacje. Tak to jest, jak człowiek litościwy i jeszcze ma ochotę pooglądać mysz z bliska...

Pytanie do Was, ma ktoś piekarnik z Dual Cooking? Jak się sprawuje? Da się piec ciacho i ciasto? Zapachy nie przechodzą? Bo znalazłam opinię, ale nie wiem, czy nie opłaconą, a takie cudo nam się podoba i rozważamy.

P.S. Od wczoraj Córa jest dyplomowanym, pasowanym przedszkolakiem.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Mąż, czyli ktoś, kogo nie pociągam i kłamca w jednym

Facetom się w głowach, żeby nie powiedzieć dosadniej, poprzewracało. Myziam tego mojego Osobistego, przymilam się, łaszę, jak kotka, a ten mi mówi: "Idź spać." No nie pociągam chłopa, jak nic. Cholera, no, po niecałych ośmiu latach razem taki afront. Być może miał na to wpływ fakt, że wcześniej się razem myzialiśmy prawie dwie godziny, ale bez przesady, żeby tak "Idź spać" od razu. Szczególnie, że wcześniej deklarował, że chce drugi raz. Kłamca. No wierutny kłamca. Kłamca, którego nie pociągam.

Chlip. Zważywszy, że mnie się rycząca trzydziestka włączyła i zadatki na nimfomankę mam, to wiadomość, że facet ma troszkę ograniczone możliwości mnie smuci wybitnie. Seksu mi się chceeeeeee.

A tak na poważniej. Osobisty urlopuje się dzielnie, czyli ciągnie budowę, ile może. Cały dom w styropianie mamy, część już zafoliowana i osiatkowana. Do tego wczoraj po wielkich bólach wybraliśmy lodówkę, oszczędzając przy tym 1,5 tysiąca. Choć na konto nie trafiło, bo pójdzie na poczet czego innego. Mamy też wytypowaną płytę, bo wcześniejsza nam się skończyła, znaczy Mastercook zwinął żagle. Wiemy też, że koniecznie chcemy pralkę z serii slim. Do małej łazienki to istotne, a praleczka głęboka na 45 cm nadal może mieć nawet 9 kg załadunku. Oczywiście takiej kobyły nie kupimy, ale 6 już godna zastanowienia.
Wstępnie wiemy, jaki chcemy materac. A materac ważna rzecz. (Seksu!!!), więc to duży plus.

To wybieranie fajne jest, ale mnogość produktów na rynku miesza w głowach, a lodówki, w których nazwa różni się jedną literką i trzeba je porównać ocokaman doprowadzają do szału.

sobota, 12 lipca 2014

Flirtować każdy może

Pojechałam wczoraj na budowę odebrać wannę, brodzik i kabinę prysznicową. Przyjechał z nimi całkiem, całkiem pan i od drzwi:
- Muszę panią wykorzystać - uśmiech miły, baaarrrdzo miły.
- A do czego? - pytam grzecznie (ciut może niegrzecznym tonem)
- A do noszenia tego.
- Tego to się spodziewałam akurat.
- Ale najpierw niech mi pani tu podpisze.
Podpisałam się nazwiskiem i na chwilę zawahałam, bo faktura na Osobistego.
- Imię też, czy wystarczy nazwisko?
- Imię, numer dowodu, numer paszportu... - uśmiecha się szeroko.
- Pewnie, a numer buta i rozmiar stanika też pan chce?
Facet spojrzał na stanik, który akurat mi z dekoltu deko wystawał i tylko się uśmiechnął. A muszę powiedzieć, że odkąd karmię to i ten rozmiar mogę podawać bez wstydu. Ciekawe, czy facet ma miarę w oczach. Znam takiego jednego co ma i zawsze wiedział, ile mam, choć nigdy nie dotykał.

Miło tak czasem poflirtować, pogadać głupio, bez zobowiązań. Lubię. I mogę. Osobisty też. A ostatnio mi brakowało, bo koledzy Osobistego jakoś nie bardzo, w sumie się im nie dziwię, że się hamują, a ten, co miał metr w oczach jakoś tak zniknął z oczu mych. Hm... Trzeba coś z tym zrobić.

Poza tym to jaram się niesamowicie na myśl o tym, że mamy brodzik i wannę i kabinę też. Co z tego, że kibelka jako takiego nie mamy, bo zestaw podtynkowy się jako kibelek raczej nie liczy.
A w ogóle to ładną mamy wannę?
Cersanit Virgo 170. To tyle w temacie narożnej. Tej naszej wybranej nie dałoby się umyć bez wchodzenia do niej, dziękuję, postoję, a i miejsca w niej stosunkowo niewiele, padło więc na podobno ostatnio najpopularniejszy model. Mieszczę się w niej cała :P Prawie cała na leżąco, w połowie pleców się zginam.
Problem tylko będzie z wpakowaniem jej na górę, bo wanna będzie w górnej łazience, ale co tam, jakoś damy radę. Bo my nadal schodów nie mamy, nawiasem mówiąc.