Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2019

Zażagliło i zaplątało nam się życie

Zażagliło, bo w piątek zaczęliśmy szanty, koncertem dla dzieci i bawiłam się świetnie. Fantastycznie przygotowany program o Magellanie, dzieciaki chłonęły wiedzą, jak gąbki i wyszły rozśpiewane i zachwycone. W sobotę też hasały pod sceną, kupiliśmy płytę, ale już w kolejce do podpisu nie chciało nam się stać, za rok też będzie okazja. Potem szybkie zakupy butów, dzieciaki obłowiły się w pięć par, Osobisty w jedną, a ja wyszłam z niczym, nic nie spełnia moich wymagań wizualnych, a jak spełnia, to jest z zamszu, a bez chodnika w śniegach, zaspach, błocie i kałużach takich butów nie widzę. Jedzenie i do mojej mamy, zostawić dzieci i znów na Kraków, na dorosły koncert. Uczucia mam po nim mieszane. To był benefis Atlantydy, wielu gości i goście mnie w większości zachwycili, na Ryczących dwudziestkach znów popłynęły łzy za losem Qni, o którym chłopaki pamiętają i dla mnie to o nim jest tekst Ale jutro pójdziemy na piwo <---klik .="" a="">
Na Zejmanie znów popłynęły łzy, ale tym razem ze śmiechu. Perły i łotry oraz Zniecacka Project też mnie setnie ubawili. Natomiast Atlantyda obroniła się tylko dwoma piosenkami, choć Pożegnalnym tonem prawie się uratowali. Wiecie, że to była szanta, jedyna, którą graliśmy na naszym weselu? I zaśpiewali z kobietą, z której udziałem wersję kocham najbardziej.

No a teraz trochę poplątania. W czwartek Osobisty chciał wyczyścić odpowietrznik na zbiorniku na wodę. Po odkręceniu tej części powinien zadziałać zawór bezpieczeństwa. Nie zadziałał. Nie było go. Na dłonie Osobistego poleciała 80 stopniowa woda. Zawołał mnie, ja przekonana, że leci woda z sufitu mówię, żeby zakręcił wodę, bo on był w takim szoku, że o tym nie pomyślał. Zakręcił i się zwija, myślałam, że poharatał ręce, a on mówi, że poparzył. Wysłałam go pod wodę i dowiedziałam się, że on wsadził tam jeszcze raz ręce, żeby to zakręcić, bo sam nie wiedział, co zrobić. W efekcie całą noc wisiał nad miską z wodą, bo mimo zażycia przeciwbólowych nie był w stanie tych dłoni wyjąć. Rano było ciut lepiej, to znaczy pojawiły się pęcherze, i mogliśmy jechać do lekarza. Oczywiście na szybko, bo ja z dziećmi na 11 na koncert. Zwolnienie do 4 marca, komplikacje w codziennym życiu i dłonie całe w bandażach. I na koncercie niby fajnie, ale ja się nawet boję go dotknąć w te dłonie.
A wczoraj do mamy przyjechałam ja i moi dwa\j bracia, którym też się życie poplątało. Nigdy jeszcze nasza trójka nie miała problemów tak w jednym czasie. Koszmarny weekend pod tym względem.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Feriowo

Tak, wiem, że ferie u nas się już skończyły, ale Córa postanowiła przedłużyć, była w szkole dwa dni w tamtym tygodniu i postanowiła pochorować. Dziś niestety musieliśmy dodać do leków antybiotyk, bo ucho się nie leczyło. Gramy w planszówki, będziemy robić chrust lub oponki, ja się wybieram na aquaaerobik, zobaczymy, czy mi wyjdzie, ale plecy mnie bolą i kaloria trochę przesadziła ze zwężaniem ciuchów. Najgorzej marudzi Syn, bo to niesprawiedliwe, że on chodzi do przedszkola, a ona zostaje w domu. No cóż, czas się nauczyć, że życie nie jest sprawiedliwe.
Przeżyliśmy też Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Teść, zgodnie z przewidywaniami, olał, teściową ja zawiozłam. Tak, możecie mi bić brawo i podziwiać i w ogóle :P Z moimi rodzicami ją wzięłam, Osobisty mi ją do domu przywiózł, żeby Córa mogła w domu zostać. Potem przywiozłam ją do nas, a sama pojechałam odwieźć moich rodziców. Co prawda jeździłam w te i we w te, ale dzięki temu nerwów trochę oszczędziłam, a ona posiedziała z dziećmi, jak mnie w domu nie było. Osobisty to wymyślił i zdecydowanie podoba mi się ten tok myślenia.
A co do ferii, mam też ferie od czytania, nic mi nie idzie, nie mogę się skupić, rozpraszam się.

piątek, 2 marca 2018

Zakaz zbliżania

Doigrałam się. W końcu ktoś postawił sprawę jasno i zakazał mi zbliżać się do ludzi. Jestem niebezpieczna. I uzbrojona chyba też.
Mam zakaźne zapalenie spojówek. Syn mi sprzedał. I siedzimy sobie oboje jak te króliki albinosy, z zakazem zbliżania się do ludzi.
I nawet czytanie mi nie wychodzi, bo po chwili oko doskwiera.


A poza tym to mam mały problem. Problem ma cztery łapy, ogon, kupę futra do miziania i jajeczka pod ogonem. I to właśnie z nimi jest problem, bo marzec mamy i kot znaczy terytorium. U nas też by chciał, ładuje się na wystawioną pościel, do domu też wchodzi, jak do siebie. I ja bym go chętnie przygarnęła. Tylko z drugiej strony wiem, że on przybłąkał się do składu budowlanego i oni mu tam dają jeść i jako tako o niego dbają. A on przychodzi do nas na michę, myzianie, czasem mu jakiegoś dreda rozczeszę lub obetnę, kleszcza wyjmę... Z moją kocicą jest nieźle, on nie jest agresywny, nie rzuca się, jak ona podejdzie, gdy on je i ona jakoś go toleruje. Rozmawiałam już z gminą i weterynarzem i mogą go razem wykastrować, w sensie z funduszy gminy. A ja się troszkę boję, że ktoś będzie miał pretensje, że się wcinam. Oczywiście, chcemy ich poinformować, że można go wykastrować, ale i tak mi dziwnie.

wtorek, 16 stycznia 2018

Przeoczyłam i zależałam

Najpierw o przeoczeniu. 7 grudnia minęło 10 lat, odkąd blog zaczął swoje istnienie. W związku z tą magiczną datą Onet postanowił wypiąć się na wszystkich blogerów i zlikwidować blogi na swojej platformie. W związku z tym przyjacielskim kopem przeniosłam całego bloga tutaj, wszystkie notki porządnie w jednym miejscu.
Dziękuję tym, co są ze mną od Onetu, którzy przeżyli polecenia i wiadra pomyj, ale też tym, którzy są niedawno. Każdy z Was jest równie cenny. Jeśli kogoś uraziłam swoją opinią, przepraszam, jestem tylko człowiekiem i mogę błądzić, mam też prawo do swojego zdania, zresztą, na tym blogu każdy ma do niego prawo. Nikt nie ma prawa jedynie do hejtu, liczę się tylko z konstruktywną krytyką.

A drugą ważną datę przeleżałam ledwo żyjąc, mianowicie 14 stycznia minął rok od ablacji. Serce się uspokoiło, mnie dało to spokój jeszcze większy.

Z frontu chorobowego:
Wczoraj byłam żoną idealną:
przygłuchą - z zapaleniem obu uszu
ledwo mówiącą - z zapaleniem krtani i duszącym katarem
na haju - bo leki przeciwbólowe jadłam, jak cukierki
i niemobilna, co prawda nie to samo, co ślepa, ale prawie.
A dziś:
antybiotyk działa, mięśnie już nie bolą, szyja i wszystko wzwyż obręczy barkowej już tylko wieczorem wymaga leków przeciwbólowych. Uszy już tak nie palą żywym ogniem, a katar, no cóż, ten nadal ma się dobrze, ale powoli się wyprowadza. Plus jest taki, że dzieciaki nagle opanowały robienie prania, sprzątanie w pokoju i odnoszenie naczyń do zmywarki, co wcześniej udawało się rzadko i było okupione kilkunastoma upomnieniami. Teraz się da, owszem, pranie pod kontrolą, ale jednak się da. Bo biedna, biedna, chora mama. Ciekawe, na jak długo ta umiejętność im starczy. Przecież nie będę umierać miesiąc, żeby weszło im w nawyk ;)

niedziela, 14 stycznia 2018

Dziękuję za życzenia zdrowia

Przyda mi się ich więcej.
Jutro jadę do otorynolaryngologa. Do kataru, który siedzi uparcie w nosie i już nawet do gardła obolałego nie spływa doszedł przejmujący ból uszu. Jestem non stop na przeciwbólowych, bo inaczej też mięśnie mnie palą co jakiś czas żywym ogniem. Nie wiem, czy zaraziłam się od Córy, czy wyhodowałam własne ustrojstwo, ale żadne środki farmakologiczne dostępne bez recepty mi nie pomagają, a domowe sposoby również nie spełniają swojej funkcji.
Trochę czytam, często śpię, staram się jakoś pomóc Osobistemu, choć z dziećmi bardzo dobrze wszystko ogarnia.