Kiedy się dowiedziałam, że prezydent Adamowicz nie żyje pomyślałam sobie, że dobrze, że mój dziadek tego nie dożył. Bo nie o taką Polskę walczył, nie o takiej marzył. Pragnął wolnego, spokojnego kraju. A dziś mamy Polskę skłóconą, walczącą ze sobą samą. I nie, nie jest to notka polityczna, choć na taką wygląda. Mnie naprawdę nie obchodzi, kto stoi u władzy, z jakiego ugrupowania, byle był człowiekiem myślącym i empatycznym. Ale to marzenia. Tylko marzenia, nie do spełnienia. Lata niewoli, zaborów i walki nauczyły nas właśnie tego. Że trzeba szczerzyć zęby, gryźć, kąsać i wszędzie szukać podstępu. Ułańska fantazja niesie nas na barykady, bynajmniej nie za wolnością. Te lata, kiedy Polski nie było na mapie nie nauczyły nas niczego poza walką, podejrzliwością i atakiem. Wszystko rozwiązujemy siłą, daleko nam do dialogu i porozumienia.
Moja racja jest najmojsza, a jak nie jest to się stanie. Koszmar.
Każdego da się zaszczuć, każdą ideę da się zniszczyć. Idea WOŚP trwała przez lata opluwana i gardzona, a jednak trwała. Wczorajszy atak zdeptał ideę ratowania życia, bo życie zostało odebrane. I nie ważne, że motyw nie był związany z WOŚP, bo na Finale się to wszystko stało. I choć rozumiem dlaczego Owsiak to zrobił, dlaczego zrezygnował z funkcji prezesa to jednak uważam, że niepotrzebnie się ugiął. Choć pewnie nie znamy prawdziwego motywu.
Na FB koleżanka napisała, że ma nadzieję, że coś to zmieni, że będzie punktem zwrotnym, że ta śmierć nie pójdzie na marne. Po śmierci Jana Pawła II też wszyscy się jednoczyli, Cracovia nawet kochała Wisłę, ze dwa miesiące. A potem wszyscy, którzy krzyczeli o jedności po prostu wrócili do domu, do swoich spraw. I jeśli nie udało się budować na jedności i miłości, to na nienawiści też nic się nie zbuduje.
Osobisty natomiast od razu obuchem przez łeb: Zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda było początkiem wojny, a nie jedności.
Chaotycznie, wiem, ale moje myśli właśnie takie są.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowieczeństwo. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 stycznia 2019
poniedziałek, 19 listopada 2018
Kiedy "chrzestni" znaczy coś więcej, niż chwila w kościele co parę lat
Póki żył ojciec, jakoś to było. Może nie super, bo i głodno bywało i strasznie, ale jakoś. Dzieci były w miarę otoczone opieką, ktoś się interesował. Jednak śmierć nie wybiera, kosi równo, nie patrząc, czy odbiera dzieciom kogoś ważnego. Zabrała go, dzieci zostały z matką, a matka z butelką. Nieumyte, w brudnych, od dawna niepranych ciuchach. W szkole jakoś leciało, tu się ktoś ulitował, tu ktoś przymknął oko. A potem matka zapiła się na śmierć.
Mają malutkie mieszkanie, dwa pokoiki, trójka dzieci, bo tak pragnęli córki. Dziś mają dwie córki i trzech synów. Trójkę własnych, dójkę po bracie. Uczą ich się myć, wynosić rzeczy do prania, nie kłaść się w ciuchach z całego dnia, odrabiać lekcje, czytać, zachowywać się, jak ludzie.
Widziałam ich ostatnio na cmentarzu. Ona mignęła mi przelotem, z dzieciakami po bokach, jego zobaczyliśmy chwilę później. Spotkaliśmy się nad grobem Krakowiaczka, takim miejscem, gdzie idzie się z pokolenia na pokolenie. Mama spytała, jak sobie radzą i skąd w nich tyle siły, by wziąć te dzieci.
- Ciociu, przecież oni by do domu dziecka trafili, jakbyśmy ich nie wzięli. Co miałem zrobić? Przed ołtarzem przysięgaliśmy, że się nimi zajmiemy, nie spojrzałbym sobie w oczy, jakbym nie dotrzymał.
Nie wiem, czy mam do kogoś tak wielki szacunek, jak do nich.
Mają malutkie mieszkanie, dwa pokoiki, trójka dzieci, bo tak pragnęli córki. Dziś mają dwie córki i trzech synów. Trójkę własnych, dójkę po bracie. Uczą ich się myć, wynosić rzeczy do prania, nie kłaść się w ciuchach z całego dnia, odrabiać lekcje, czytać, zachowywać się, jak ludzie.
Widziałam ich ostatnio na cmentarzu. Ona mignęła mi przelotem, z dzieciakami po bokach, jego zobaczyliśmy chwilę później. Spotkaliśmy się nad grobem Krakowiaczka, takim miejscem, gdzie idzie się z pokolenia na pokolenie. Mama spytała, jak sobie radzą i skąd w nich tyle siły, by wziąć te dzieci.
- Ciociu, przecież oni by do domu dziecka trafili, jakbyśmy ich nie wzięli. Co miałem zrobić? Przed ołtarzem przysięgaliśmy, że się nimi zajmiemy, nie spojrzałbym sobie w oczy, jakbym nie dotrzymał.
Nie wiem, czy mam do kogoś tak wielki szacunek, jak do nich.
czwartek, 26 kwietnia 2018
Kiedy wstyd być człowiekiem
Dziś jest mi wstyd, absolutnie wstyd, że nazywam się człowiekiem, jak tamci. Historia zna już przypadki mordowania dzieci, ale tamci oprawcy nie zasłaniali się godnością i zdrowiem. Nie mam słów. Naprawdę nie wiem, co powiedzieć.
Dziś w radio usłyszałam bardzo mądre zdanie - u nas dyskutuje się o tym, że zabronienie dzieciom uczestniczenia w polowaniach jest ograniczeniem ich wolności, a patrzymy, jak zabierają rodzicom możliwość decydowania o ratowaniu życia dziecka.
Cywilizacja. Europa. I oni nas śmią pouczać o prawach człowieka. Wstyd.
Nie życzę nikomu źle, zazwyczaj, ale liczę na boską sprawiedliwość. Bo w ludzką nie wierzę.
#AlfieEvans
Dziś w radio usłyszałam bardzo mądre zdanie - u nas dyskutuje się o tym, że zabronienie dzieciom uczestniczenia w polowaniach jest ograniczeniem ich wolności, a patrzymy, jak zabierają rodzicom możliwość decydowania o ratowaniu życia dziecka.
Cywilizacja. Europa. I oni nas śmią pouczać o prawach człowieka. Wstyd.
Nie życzę nikomu źle, zazwyczaj, ale liczę na boską sprawiedliwość. Bo w ludzką nie wierzę.
#AlfieEvans
Subskrybuj:
Posty (Atom)