Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Spinam się

Czasem trzeba sobie popłakać. Tak po prostu. U mnie trafiło na ostatni czas i tyle. Okres się skończył i jest ok, choć nerwowo. Ale nie że ja się wściekam, ale się denerwuję razem z Córą. W środę jest kolejny spektakl, tym razem jedzie jej klasa i młoda okrutnie się przejmuje. Bo co będzie, jak się nie spodoba, jak będą rozczarowani? A ja z nią, choć oczywiście, że się nie przyznam. Na szczęście nie martwi się o to, co będzie, jak się pomyli, bo po A ona wie, że oni nie wiedzą, jak to ma wyglądać, a po B ma te ruchy tak wgrane w ciało, że jak w Sylwestra pokazywaliśmy znajomym jej występ, to po usłyszeniu wystrzału z karabinu przyszła krokiem żołnierza. Gorzej ze mną i drugą mamą do pomocy, bo wciąż chcemy dziewczynki zganiać ze sceny, jak schodzą po raz drugi, ale one mądrzejsze i się nie dają ;)
Poza tym nas zasypało. W sobotę wzięłam Osobistego, bo sama bym nie pojechała. Nawet krajówka była zaśnieżona, a Gwiazda przodem śnieg zgarniała. Wydaje mi się, że przez ostatnie spokojne zimy  drogowcy ograniczyli ilość sprzętu i teraz się mści. Inna rzecz, że za pługiem rosło w zastraszającym tempie, bo tak sypało. Mam nadzieję, że ten śnieg wytrwa do ferii, jeszcze tydzień mu został.
Z wieści domowych czekamy na dostawę uzdatniacza wody, bo u nas naprawdę kiepsko, solarów i grzejników, ale na razie cisza ze strony sklepu. Czekamy też na pół podnośnika do płyt kartonowo-gipsowych, bo przyszła tylko jedna paczka z dwóch. Obie wyszły z jednego miasta, ale jedna trafiła do nas, a druga do Szczecina i musi się wracać. No cóż. Ale jak już przyjdzie, to sufity rach ciach pójdą.

czwartek, 20 grudnia 2018

Poszło

Oba spektakle się udały. Dziewczyny przebierają się już praktycznie same, a i ekipa do pomocy była świetna. Ludzie, z którymi trzeba współpracować robią większą część sukcesu. Wróciłam do domu zrelaksowana i szczęśliwa, choć po drodze jeszcze robiłyśmy zakupy. Tak się spodobało, że prawdopodobnie będzie jeszcze jedno przedstawienie w styczniu. Tym razem klasa Dominiki bardzo by chciała pojechać.
Żegnały się wczoraj baletnice z nauczycielką przed świętami. I pani je przytula, te mniejsze podnosi, składa życzenia. A te większe same się przytulają. Tak mi się ciepło zrobiło, bo one ją zwyczajnie kochają. A one je.
A dla nas zaczął się czas odliczania do świąt. Dziś ulepię uszka i pirogi z kapustą i grzybami, krokiety mam już gotowe. Choinka stoi pod drzwiami, czeka na wigilię, mam nawet sianko i jemiołę. I wczoraj kupiłam gwiazdę betlejemską i mam wrażenie, że już ją zamordowałam. Nie wiedziałam, że trzeba ją tak mocno otulić i mi więdnie. Ktoś ma jakiś pomysł?

niedziela, 27 maja 2018

Ledwo żywa - ze szczęście też



Kiedy wchodzimy do namiotu, zaczyna się walka. Z czasem, zmęczeniem, strojami. Niestety czasem z rodzicami, którzy wiedzą lepiej i zrobią po swojemu.
A potem jest dzika radość, że się udało. I choć zmiana koni nie wyszła najlepiej, a dwie szable się zapodziały, dziewczynki to profesjonaliści - na żale przyszedł czas dopiero za kulisami.
Widziałam tylko pół przedstawienia, nie widziałam mojego dziecka, czekam na film. Ale jestem szczęśliwa. To był piękny prezent na Dzień Mamy.


1486 zdjęć. Od rana wybieramy te, które wyszły. A przed nami jeszcze jedno przedstawienie, w czerwcu.

piątek, 25 maja 2018

Wielki dzień

Jutro wielki dzień. Dziadek do orzechów ujrzy światło dzienne przed całą zgromadzoną na rynku publicznością. A ja znowu za kulisami. Nie mogę się doczekać.

wtorek, 9 stycznia 2018

Bo we mnie jest seks

Żeby nie było tak kościółkowo, dziś będzie z zupełnie innej beczki, a mianowicie o burlesce. Jak Przyjaciółka przyznała, że chodzi i czy chcę, odparłam, że nie. Przeczucie, czy co? Ale w końcu uległam, no dobra, długo mi to nie zajęło, słabą mam silną wolę. O wsiąknęłam na maksa. Na fitness 2 km dalej mi się nie chciało, a teraz raz w tygodniu, jak na skrzydłach jadę do Krakowa. I to nie wygodnie autkiem, a busem, czasem marznąc na przystanku, a czasem mając na nim głupawkę, aż ludzie się odsuwają. Zupełnie nie wiem dlaczego. A busem jeżdżę, żeby nie mieć problemów z parkowaniem i całą resztą, więc w sumie też dla wygody. Chwila dla mnie, takie zupełne oderwanie, bo nawet czytać nie mogę, dostaję choroby lokomocyjnej.
Już w czwartek rano nie mogę usiedzieć na tyłku, buja mnie, kręci i w ogóle zaczynam czuć ten rytm. A potem już w ogóle jest szał. Buty na obcasie i jazda, pełne skupienie, cudowne uczucie i endorfiny utrzymujące się bardzo, bardzo długo. Czuję się kobieco, seksownie, jest mi zwyczajnie dobrze w moim ciele. Za dwa zajęcia kończy mi się karnet. Zamierzam kupić kolejny, na trzy miesiące. A przez przerwę wakacyjną zwariuję :P

piątek, 15 grudnia 2017

Zero spinki + edit zdjęciowy

Od dwóch tygodni wiedziałam, że na lekcjach otwartych z tańca i baletu ma się pojawić mikołaj. I byłam przekonana, że to będą cukierki, maksymalnie jakiś mikołaj czekoladowy. A dziś na grupie fb zobaczyłam zdjęcie, które wrzuciła pani Ania, a tam tyle dobra, że szok. I napisałam do niej, żeby wiedzieć, co jest w paczce, żeby Synowi zrobić, bo ostatnio Córa wygrała konkurs, on nie, ona dostała paczkę na urodziny od kuriera, on nie (i nie pomaga tłumaczenie, że jego wszyscy goście byli) i było mu okropnie przykro. I chciałam mu zrobić taką paczkę i podłożyć i byłoby super. I mi nie wyszło, bo pani Ania napisała, że paczka dla Syna będzie, bo chodził i może wróci i ona chce. Głupio mi się zrobiło, bo wyszło, jakbym się prosiła. Oczywiście nie chce słyszeć o zapłacie. To pomyślałam, że zrobimy jej prezent, oczywiście nie od mikołaja, bo nie mam jak podrzucić, musiałabym to zrobić w tajemnicy przed dziećmi, bez sensu. I ja myślałam o czymś słodkim i jakąś ozdobą świąteczną, akurat w przedszkolu kiermasz jest, więc byłoby dwa w jednym. A moje dzieci wymyśliły chatkę z piernika. Robioną przez nas.
Zero spinki, ciasto dopiero się chłodzi. Jeszcze upiec, złożyć, udekorować... Naprawdę, zero spinki ;) czy u nas nie może być normalnie?

Edit 21:59
Prace budowlane zostały ukończone



poniedziałek, 16 października 2017

Nie zwalniamy przy jesieni

Jesień nastała, nostalgicznie się zrobiło, chętniej by się w domu siedziało, a nas nosi.
W piątek w końcu udało się spotkać z najmłodszym członkiem naszej rodziny. Kurczę, jak szybko się zapomina, prawie nie wiedziałam, jak trzymać takiego maluszka, a on przecież ma już dwa miesiące, nie jest takim zupełnie maleństwem. Dzieciaki chętnie brały go na kolana, oczywiście z asysta, ale w domu takiego nie chcą mieć. Bardzo dobre spotkanie.
Sobota to inauguracja roku tanecznego. Z tygodniowym opóźnieniem, bo pierwsze zajęcia były już tydzień temu, ale oboje byli chorzy. Bo na taniec towarzyski chodzą oboje. Syn na próbę, bo nie wiedziałam, jak sobie poradzi. Po zajęciach ledwo chodził, był naprawdę zmęczony. Po rozmowie z nauczycielką nie wiedziałam, co zrobić, bo rusza się fajnie, ale do kroków jeszcze daleko i czasem wyraźnie odstaje. Nie wiadomo, czy nadgoni, a jak nie, to będzie problem z przedstawieniem. W końcu zdecydowałam, że w październiku jeszcze pochodzi, bo ma karnet zapłacony, a zacznie tańcem w przedszkolu. Trochę się obędzie z tematem, wśród swoich rówieśników, bo u pani Ani jest najmłodszy, i za rok spróbujemy na nowo.
Wczoraj do kościoła poszliśmy na nogach, potem na cmentarz i lasem do domu. Plan powstał po drodze, ja miałam buty na obcasie, ale daliśmy radę. Popołudnie mieliśmy zaplanowane na wizytę u chrzestnego Syna. Mieliśmy nie siedzieć długo, więc wróciliśmy po 22 :P Tia...
A dziś jedziemy na Emotki, tym razem z chrzestną Syna.
Zwariowałam. Przyjaciółka zapytała, czy mam ochotę z nią chodzić na burleskę. No i nie lubię paskudy, bo mnie namówiła i kupiłam karnet na trzy miesiące. Na fitness 2 kilometry mi się nie chce, a teraz co czwartek do Krakowa będę jeździć. Zwariowałam i dobrze mi z tym :P
A poza tym mamy większość schodów wyczyszczonych i pomalowanych. Miałam dziś malować klatkę schodową, ale zapomnieliśmy zabrać czwartej części schodów i nie mam jak zakryć przed malowaniem.
Mam nadzieję, że w przyszły weekend będzie pięknie, bo chcielibyśmy w góry. W każdym razie przygotujemy się i jak tylko będzie pogoda, ruszamy na szlak.

piątek, 23 czerwca 2017

O determinacji ponad wszystko

Było wesoło,  było smutaśnie, będzie patetycznie.
Dziś było zakończenie roku przedszkolnego. I Syn, i Córa mieli swoje role, wierszyki do powiedzenia, a Córa dodatkowo miała dać pokaz, oczywiście z całą grupą uczęszczających na to dzieci, tańca nowoczesnego i baletu. Od wczoraj nie mówili o niczym innym.
Godzina 2 w nocy - Córa woła, że boli ją gardło, pokasłuje. Psikam.
Godzina 4 w nocy - Córa pokasłuje i wymiotuje
Godzina 6 rano - kolejna wymioty, samą śliną i powietrzem.
Spaliśmy do 8, kiedy to zadzwoniłam do przedszkola z informacją, jak jest i z obietnicą, że postaramy się przyjechać, jak nic jej nie będzie, albo zadzwonię, gdyby było gorzej. Do 13 leżała i nie jadła, prawie się nie podnosiła, tyle, by wypić, więc zaproponowałam, że może odpuścimy. W trzy minuty była gotowa i pełna energii. Pojechaliśmy.
W przedszkolu weszła z dziećmi, ustawiła się, pani dyrektor przywitała rodziców i dzieci, miało się zacząć od pokazu tańców i... Córa zwymiotowała. Szybka akcja sprzątaniowa, zgarnęłam ją do łazienki i tłumaczę, że nie musi iść. A ona na to, że chyba jej nic nie jest i musi. Poszła. Blada, usta sine, a na nich uśmiech.
Zatańczyła tak, że łzy w oczach miałam i byłam pełna podziwu, jak dużo dały jej lekcje u pani Ani. Owszem, w przedszkolu też sporo się nauczyła, ale jednak widzę różnicę, które wprowadziła pani Ania. Odstaje od grupy, in plus odstaje, inna sprawa, że jest najstarsza. A na tańcu, gdy zatańczyła rock'and'roll, zupełnie innego, niż na turnieju, pękałam z dumy, bo ogarnęła i nie pomyliła. Szybkie przebranie w spódnicę granatową z baletowej i idzie mówić wierszyk. Tyle, że znów kaszle. Zgarnęłam ją w samą porę, bo ledwo doszła do toalety. Koniecznie chciałam ją zatrzymać, myłam buzię, kazałam wysmarkać nos, umyłam jej zęby palcem, bo szczoteczki brata (to akurat łazienka w sali grupy młodszej) nie chciała tknąć. Zapewniałam, że jestem dumna i zrobiła więcej, niż musiała, żeby posiedziała, odpoczęła. Przyznała mi rację, powiedziała, że nie pójdzie, a potem zaczęła słuchać.
- Mamusiu, po tym wierszyku jest snowflakes, a potem mówimy my.
- Tak, skarbie?
- Tak, ja chcę tam iść.
- Wiesz, że nie musisz.
- Wiem, jak się źle poczuję, przybiegnę do ciebie.
Pot leciał z niej ciurkiem, była trupio blada, ale zaśpiewała i powiedziała swoją kwestię. Potem ściągnęłam ją ze sceny, ale usiadła tylko obok, by patrzeć, jak im idzie. Po dyplom i nagrodę poszła sama. Pod ścianą oglądała wystawianą przez nas, rodziców, Rzepkę i była zachwycona. A potem zasnęła w ramionach Osobistego, budząc się tylko na wyjściu, by pomachać paniom.
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym, śpiewał Perfect. I jak na nią patrzyłam w domu, zmarnowaną, ledwo żywą, a jednak jaśniejącą, tak o niej myślałam. Dała radę tam, gdzie ja bym odpadła. Naprawdę, poddałabym się, bo przecież choroba i wszystko. A ona wyszła i choć widać było, ile ją to kosztuje, uśmiechała się i dalej robiła swoje. W domu powiedziałam jej, że była to najgłupsza pod słońcem rzecz, jaką zrobiła. I jestem z niej dumna, bo ja nie dałabym rady.

Nie wiem, czy rodzice uznali mnie za matkę wariatkę, która pcha chore dziecko na scenę. Bo prawdę zna niewiele osób, my dwie, Osobisty, kilkoro rodziców z obsady Rzepki i wychowawczyni. Na początku się tym martwiłam, a potem pomyślałam, że nie obchodzi mnie to. Spełniłam jej marzenie. Uczyła się tego, pracowała na swój sukces i nie zabrałam jej tego. Byłam, wspierałam. Nie chcę podciąć jej skrzydeł, choć boję się, że ten upór ją kiedyś zgubi. Ale jeśli będzie dalej tak walczyć o marzenia, zdobędzie wszystko.

Kocham ją i jestem z niej bardzo dumna.

sobota, 17 czerwca 2017

Przebieranki i ogólny misz masz z Bożym Ciałem w tle

W poniedziałek panowie skosili mi pół rowu, który miał być niekoszony, bo maki na nim rosły i na Boże Ciało, jak znalazł. Ale cóż, jechał traktor, kosili, jak leci. W środę słucham, kosa spalinowa, pewnie sąsiad, ale coś mnie tknęło, wychodzę, a pan akurat przez drogę przechodzi, żeby skosić resztę. Uprosiłam, żeby nie kosili, bo maki dla Córy do sypania. Zgodzili się, nie skosili i jeszcze pochwalili, że mało takich sypiących. Jak już w środę zbierałam, to tez zebrałam pochwały, że będzie sypane.
Ale wróćmy do środy, bo to zakończenie roku. Zrobiłyśmy to, przebrałyśmy dziewczynkę najpierw w drzewko w minutę, a potem we Wróżkę w 48 sekund. Osobisty mówił, że to wyszło lepiej, ja tam nie wiem, co nic nie wiedziałam :P Za to mnie widać na nagraniu, jak dziękujemy pani Ani za cały rok pracy. Córa ukończyła rok z bdb na zaświadczeniu z baletu i bdb + z tańca towarzyskiego. Dumna jestem, szczególnie z tego plusika.
A dziś w końcu wolna sobota. Umyłam większą część okien, tylko wielkich z zewnątrz nie ruszałam, bo to muszę z pola myć, a co chwilę kropiło. Tak kropiło, że rozważam pójście z konewką do ogródka, bo mi schnie wszystko na grządkach. Sąsiad podlewał. Natomiast proboszcz to ma chody. Wczoraj padało, nim wchodziliśmy do kościoła, na procesji sucho, pod domem znów nas złapał deszcz. Dziś wyprosił krótsze okresy suche, bo padało już na schodach do kościoła ;) Ale Córa i tak stwierdziła, że idzie, nawet, jakby nie było procesji, bo przecież może być.
Jutro impreza u księdza, Parafiada, zobaczymy, czy będzie pogoda, bo przejść zawsze się warto :)

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Weekendowe szaleństwo

Sobotę rozpoczęliśmy dość wcześnie, bo musiałyśmy jechać na próbę. Ubrania przygotowane, na Family Day także, bo pogoda taka niepewna. Córze wzięłam krótkie spodenki, Synowi przygotowałam spodnie do podwinięcia, jakby co. Sobie sweter, kurtkę, przed wyjazdem zmieniłam długie spodnie na rybaczki.
Próba gorąca, głównie na końcu, gdy postawiłam sobie za punkt honoru pomóc innym mamom przebrać dziewczynkę w 48 sekund. Od stóp do głowy, dosłownie. Bo ona wychodzi jako drzewko, brązowe rajstopy, czarne body i spódnica, listki na dłoniach, a za 48 sekund jako Wróżka Diamentów, białe rajstopy, body, tutu i diadem. I Pani Ania uznała, że nie zdążą jej przebrać i wchodzi jako to drzewo. Głupio, bo nikt nie wie, kim jest w takim razie. I mówię tym mamom, że zdążymy, jedna ściąga górę, podnosi ją w górę, a dwie zakładają po kolei nowe ubrania. Koniec próby, proszę panią Anię o 48 sekund. Puściła i.......

Bo jak nie my to kto o o  !!! Zrobiłyśmy w 15!!!!!

W drodze na Family Day chciałam zebrać od mojej mamy ciepłe ubrania, bo pogoda się psuła, ale Osobisty stwierdził, że szkoda czasu, bo tam pogoda cudna, dopiero co się smarowali kremem do opalania. No to nie pojechałam. Tylko pogoda też się zmieniła, Osobisty zapomniał dzieciom kurtek, a spodnie długie dla Syna się zapodziały, więc... Zmarzłam mimo, że byłam najlepiej przygotowana :P Ale sweter wziął Syn, kurtkę Córka i tak jakoś wyszło :P Plus taki, że pogoda wystraszyła ludzi i dzieciaki się wyszalały, bo kolejek do dmuchańców i na karuzelę prawie nie było.

A wczoraj wielki dzień, Córa jedzie po złoto. Od rana tak mówiła i nic nie pomagało nasze stopowanie, że najważniejsze, by zatańczyła najlepiej, jak potrafi i się tym cieszyła. Przyznała nam rację. I dodała, że dostanie za to złoty medal.
Pierwszą załamkę zaliczyłam, jak na walcu chwilami stała i się rozglądała, by potem nie wiedzieć, jakie kroki zrobić. Tia... Wolne tańce jej zdecydowanie nie leżą i to widać, co z kolei mnie doprowadzało do załamek. Ale szybkie to jest jej żywioł. Rock and roll mnie zachwycił. Jurorów zapewne też, bo zdobyła ze swoją partnerką wymarzone złoto w swojej kategorii. Nie można im było dobrego zdjęcia zrobić, tak się cieszyły.
Z turnieju wyjeżdżaliśmy nie tylko ze złotem, ale z oświadczeniem Syna, że on też idzie do Pani Ani, ale tylko na taniec. Towarzyski. Nie balet. Żebym na pewno wiedziała, na co go zapisać.

Popołudnie to kupno ochraniaczy an dłonie dla mnie, bo zakupiłam rolki, kask i część ochraniaczy i całego kompletu ochraniaczy dla Córy. Syn ma komplet, Osobisty musi poczekać, bo jego rozmiaru nie było. Potem obiad, miały być lody, ale się nie zmieściły i... rajd z powrotem do Krakowa, bo w Biedronce blisko nas była tylko poduszka Mruka, a Córa chciała Poppy. Na szczęście w drugiej była ta wymarzona.

Myśleliśmy, że padną w aucie, nic bardziej mylnego, bo po powrocie do domu jeszcze na trampolinę wskoczyli i o 20 nie mogliśmy ich ściągnąć.

Dziś Osobisty natomiast jedzie dowieźć brakujące dokumenty i jak dobrze pójdzie jutro zapadnie decyzja o odbiorze budynku i oficjalnie nie będziemy już mieszkać na budowie :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Śpiąca Królewna

O przedstawieniu prawie, że zapomnieliśmy, a dzieciaki nawet nie prawie, bo zapomniały. Na próbie po premierze totalne rozprężenie, masakra. Oby im przeszło, bo więcej dzieciaków będzie na mnie patrzeć wilkiem, nie tylko jeden chłopak, któremu kazałam się ogarnąć, albo wyjść, bo rozwala wszystko swoim zachowaniem. Jakby wzrok mógł zabijać, to leżałabym martwa, ale podziałało.
Ale premiera udana, choć ja widziałam tylko zza sceny, jako pomoc techniczno- przy wnoszeniu łóżka, garderobiana, bo musiałam dzieciaczki przebierać z sukien dam dworu na tutu i z powrotem. Nerwy już na próbie, bo mamy wejść o 11, a tu nam inni zajęli, bez zgody i wiedzy pani dyrektor. Jak nas wpuścili, to dzieciaki były już ugotowane, ale jako tako grały. Za to występ... Bajka. Scena jednak mobilizuje. Do muzyki, równo, niektórzy pierwszy raz w ogóle. Wiem, bo widziałam na próbach. No i te kostiumy... Szyte na miarę, na przedstawienie, przez mamę pani prowadzącej. Chciałabym tak wspierać dzieci, jak ona to robi.
Po przedstawieniu ciutek się nad ziemią unosiłam, ale nie tylko mnie się podobało. Mega pozytywnych komentarzy, duży zachwyt. Jeszcze tylko występ 14 czerwca, w ramach zakończenia roku i zasłużony odpoczynek. Inni soliści, trochę inny układ, znów musimy się nauczyć, jak kogo przebrać, ale damy radę, jutro próba ze strojami, bo bez nich to ja nie kojarzę, kto jest kim ;) A od września nowa przygoda.

poniedziałek, 15 maja 2017

Co z tą pogodą?

Wczoraj było tak cudnie, leżak, książka, brakowało mi tylko Osobistego do szczęścia. Dziś rano 16 stopni, cudne słońce. To sukienka z krótkim rękawem, ukochane szpilki i mnóstwo planów. Znaleźć maliny w trawie, wywietrzyć pościel, skończyć książkę... A po przyjeździe z przedszkola zaszły chmury i chyba wszystkie plany, prócz książki spłyną.
Co z tą pogodą? Za dwa tygodnie występ Córy, na wolnym powietrzu. Coraz bardziej boję się, że mi dziecko umarznie, mimo długiego rękawa sukni. Ale body ma z krótkim. Kurczę, przecież maj już jest...
Denerwuję się tym występem, chyba bardziej, niż ona. W sobotę zawiozłam ją na 10.30, miałam odebrać o 12.30. Obsuwa. ja już pominę, jak rodzice się wkurzają, bo jak tak można, tak przedłużać, bo ich dzieci muszą tańczyć po półtorej godziny i one nie dadzą rady. 8 letnie i więcej pannice. Cholera, moja ma 5 i tydzień w tydzień tańczy po dwie godziny zegarowe. A w sobotę przetańczyła dwie i pół. Myślałam, że wyjdzie ledwo powłócząc nogami, z nosem przy ziemi, a ona wyszła z sali skacząc, z błyszczącymi oczami i nie bardzo się spieszyła do wyjścia. Zapytałam jej nawet, czy nie chce wychodzić, a ona mi na to, że jeszcze by potańczyła, bo było tak super. Już wiem, że w przyszłym roku też będzie chodzić na dwie godziny. Pasja i marzenie, bo od dawna mówi, że w przyszłości będzie baletnicą i będzie uczyć innych. I wiem, że to ten czas, że właśnie teraz powinna zacząć ćwiczyć, by potem móc cokolwiek z siebie dać. I wiem, że to sport ekstremalny, że będzie boleć i będą łzy. Jak zrezygnuje, będę, jak pójdzie dalej, będę.