Tak, wiem, że ferie u nas się już skończyły, ale Córa postanowiła przedłużyć, była w szkole dwa dni w tamtym tygodniu i postanowiła pochorować. Dziś niestety musieliśmy dodać do leków antybiotyk, bo ucho się nie leczyło. Gramy w planszówki, będziemy robić chrust lub oponki, ja się wybieram na aquaaerobik, zobaczymy, czy mi wyjdzie, ale plecy mnie bolą i kaloria trochę przesadziła ze zwężaniem ciuchów. Najgorzej marudzi Syn, bo to niesprawiedliwe, że on chodzi do przedszkola, a ona zostaje w domu. No cóż, czas się nauczyć, że życie nie jest sprawiedliwe.
Przeżyliśmy też Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Teść, zgodnie z przewidywaniami, olał, teściową ja zawiozłam. Tak, możecie mi bić brawo i podziwiać i w ogóle :P Z moimi rodzicami ją wzięłam, Osobisty mi ją do domu przywiózł, żeby Córa mogła w domu zostać. Potem przywiozłam ją do nas, a sama pojechałam odwieźć moich rodziców. Co prawda jeździłam w te i we w te, ale dzięki temu nerwów trochę oszczędziłam, a ona posiedziała z dziećmi, jak mnie w domu nie było. Osobisty to wymyślił i zdecydowanie podoba mi się ten tok myślenia.
A co do ferii, mam też ferie od czytania, nic mi nie idzie, nie mogę się skupić, rozpraszam się.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 lutego 2019
środa, 19 września 2018
Odwrócenie
Bałam się o Córę, bo nikogo w szkole nie znała, a ona weszła, jak ciepły nóż w masełko. Za to z Synem są problemy. Pominę, że po tygodniu chodzenia tydzień był w domu, bo chory. To normalne. Natomiast okazało się, że bardzo płacze w przedszkolu, nie bawi się z dziećmi i narzeka, że nie ma przyjaciół, nie umie się zaprzyjaźnić, że boi się dzieci... Powodów jest milion, każdy pewnie prawdziwy w jakimś stopniu. Jest płacz, odrywanie, największym marzeniem jest zostać w domu. Dziś cały się trząsł z nerwów. Ja jestem silna przy nim, potem wsiadam do auta i płaczę. Z żalu nad nim, z bezsilności. Bo nie działa prośba, przekupstwo, nagrody, nic nie działa. W końcu dziś mu powiedziałam, że to jego wybór jaki chce być i od niego zależy, czy będzie szczęśliwy, czy nie. I droga była fajna, tylko w szatni go dopadło. Brakło siostry i okazało się, że to ona była motorem.
Staram się mu pomóc, staram się to ogarnąć i jednocześnie widzę kolejne trzy tygodnie przerwy i boję się, że cokolwiek wypracujemy, pójdzie się przejść po tym czasie. Ech, kłębek nerwów ze mnie, nie umiem się skupić. I tak, myślę, że jestem złą matką, choć wiem, że tak nie jest i przedszkole, kontakt z dziećmi jest najlepszym, co mogę zrobić. Ale rozum swoje, a serce swoje.
Staram się mu pomóc, staram się to ogarnąć i jednocześnie widzę kolejne trzy tygodnie przerwy i boję się, że cokolwiek wypracujemy, pójdzie się przejść po tym czasie. Ech, kłębek nerwów ze mnie, nie umiem się skupić. I tak, myślę, że jestem złą matką, choć wiem, że tak nie jest i przedszkole, kontakt z dziećmi jest najlepszym, co mogę zrobić. Ale rozum swoje, a serce swoje.
niedziela, 9 września 2018
Po tygodniu
Jest dobrze. Córa zadowolona, chętnie wstaje do szkoły i choć czasami nie pamięta, że coś ma, albo zapodzieje coś w szafce, to z każdym dniem jest lepiej. Mają wspaniałą panią, taką ciepłą i domową, druga mama. Kiedyś padało i nie przyprowadziła ich do małej szkoły, bo byli po WFie i nie chciała, by ich zawiało. A kiedyś kazała ubrać bluzy. Dzieli im czas tak, że Córa nie czuje się zmęczona, chodzą na plac zabaw. Już odrobiła jedno dodatkowe zadanie i dostała szóstkę. Bo mają naklejki, oceny i pieczątki. Trochę pomieszane i ja na początku była zła o te oceny, bo nie miało być, ale naklejki, czy pieczątki uśmiechniętego/smutnego misia też są ocenami. I mi przeszło. Bo co za różnica, czy coś jest piątką, czy niebieskim, smutnym misiem lub brakiem naklejki, dziecko przeżywa tak samo.
I nawet śniadanie się w szkole zjada, a miałam obawy, bo Córa to przeżuwacz długodystansowy, bardzo długo... Ale daje radę.
A Syn, no cóż, rano jest tragedia, ale potem już jest lepiej. Bo mama. No i mamy pierwszy katar. Masakra. Tydzień pochodził. Ja nie wiem, co zrobię, żebyśmy pojechali do sanatorium, bo przecież chorzy nie możemy. Chyba tydzień przed go już nie puszczę.
I nawet śniadanie się w szkole zjada, a miałam obawy, bo Córa to przeżuwacz długodystansowy, bardzo długo... Ale daje radę.
A Syn, no cóż, rano jest tragedia, ale potem już jest lepiej. Bo mama. No i mamy pierwszy katar. Masakra. Tydzień pochodził. Ja nie wiem, co zrobię, żebyśmy pojechali do sanatorium, bo przecież chorzy nie możemy. Chyba tydzień przed go już nie puszczę.
wtorek, 4 września 2018
Pierwsze łzy
Wczoraj cała chodziłam. Ale na ustach uśmiech numer jeden i do przodu. Gorzej było w kościele, jak ksiądz zaczął opowiadać o piesku, który wraz z innymi szczeniaczkami był wystawiony na sprzedaż, ale za mniejszą kwotę, bo miał krótszą nóżkę i nigdy nie będzie "normalnym" psem. Na to chłopiec go kupił za wyższą cenę, bo on jest wart tyle samo. A jak jeszcze chłopiec pokazał, że ma protezę nogi i bierze pieska, bo on potrzebuje kogoś, kto go zrozumie, to łzy ciurkiem poleciały. W szkole było lepiej (apel przegadałam z koleżanką, która w tej szkole jest pedagogiem), bo było zamieszanie i na płacz nie było czasu.
Dziś drżałam znów, bo Syn bał się do przedszkola iść ze względu na takiego jednego kolegę dokuczającego i bijącego. Co prawda rozmawiałam i z nim i z wychowawczynią, ale strach został. Odprowadziliśmy Córę, ja ze świeczkami w oczach i ściśniętym gardłem ze wzruszenia, zresztą, ostrzegłam, że tak może być, żeby nie pomyślała, że będzie jej tam źle. I tu znowu płacz. Koleżanka z klasy się rozpłakała. Odchodziłam, jak Córa ją pocieszała, bo Syn chciał natentychmiast wyjść. I chętnie poszedł do przedszkola. Pierwsze koty za płoty.
A, bo przepisaliśmy Córę na rano.
Dziś drżałam znów, bo Syn bał się do przedszkola iść ze względu na takiego jednego kolegę dokuczającego i bijącego. Co prawda rozmawiałam i z nim i z wychowawczynią, ale strach został. Odprowadziliśmy Córę, ja ze świeczkami w oczach i ściśniętym gardłem ze wzruszenia, zresztą, ostrzegłam, że tak może być, żeby nie pomyślała, że będzie jej tam źle. I tu znowu płacz. Koleżanka z klasy się rozpłakała. Odchodziłam, jak Córa ją pocieszała, bo Syn chciał natentychmiast wyjść. I chętnie poszedł do przedszkola. Pierwsze koty za płoty.
A, bo przepisaliśmy Córę na rano.
piątek, 29 czerwca 2018
piątek, 8 czerwca 2018
Olśniona
Wczoraj mnie olśniło. Że owszem, mam prezenty dla Pań z przedszkola, dzieci i pani Ani, ale nie mam prezentu od Córy dla pań. A przecież ona kończy i by wypadało, a do końca roku przedszkolnego dwa tygodnie. Stanęło na czekoladkach z napisem dla wszystkich i kwiatach z zakładką, i oczywiście czekoladką, dla wychowawczyni.
Przy okazji wybieraliśmy prezent dla Osobistego na Dzień Taty. Rozważaliśmy koszulkę z napisem Taki tata to skarb, ale stanęło na czymś inny. Potem Wam pokażę, bo niby nie zagląda, ale wiecie, strzeżonego i tak dalej.
Wyglądam, jak dziecko wojny. Podrapane nogi, ręce, jeszcze jakiś siniak się zaplątał. Kończyłam ogródek różany, zakładałam agrowłókninę i sypałam korą, na miejscu, gdzie róże już rosną. I nic nie pomogło tłumaczenie, że ja im robię dobrze, ale sado-maso mnie nie interesuje. Niewdzięcznice.
Przy okazji wybieraliśmy prezent dla Osobistego na Dzień Taty. Rozważaliśmy koszulkę z napisem Taki tata to skarb, ale stanęło na czymś inny. Potem Wam pokażę, bo niby nie zagląda, ale wiecie, strzeżonego i tak dalej.
Wyglądam, jak dziecko wojny. Podrapane nogi, ręce, jeszcze jakiś siniak się zaplątał. Kończyłam ogródek różany, zakładałam agrowłókninę i sypałam korą, na miejscu, gdzie róże już rosną. I nic nie pomogło tłumaczenie, że ja im robię dobrze, ale sado-maso mnie nie interesuje. Niewdzięcznice.
środa, 6 czerwca 2018
Ogarniam
Ogarniam prezenty na koniec roku dla:
- pań z przedszkola - mam już kubki, trzeba dokupić coś słodkiego i kwiatka
- dzieci - mam już książki, jestem w trakcie zamawiania personalizowanych kubków dla tych, którzy z przedszkola odchodzą
- nauczycielki tańca - dziś zaczęłam i skończyłam fotoksiążkę z przedstawienia - ciekawe, czy się spodoba.
Poza tym trochę ogarniam ogródek, sporo dom, bo siedzę z chorą Córą. W niedzielę obudziła ją gorączka, przeleżała cały dzień, padła na nos o 19, śpiąc w dzień jeszcze dwa razy. Wstała po 7, pojechaliśmy z Synem do przedszkola, a popołudniu do lekarza. Zapalenie gardła i krtani, antybiotyk. Już ją nosi, ale podejrzewam, że to działanie leków.
A co do wiadomości. Odezwał się do mnie Marek. Tak, ten Marek. Że tak nam się rozeszło pisanie, bo ja miałam dość, a on też miał zły czas i może byśmy razem nadal pisali. Gwoli wyjaśnienia dodam, że napisałam mu, że może wydać książkę ze współfinansowaniem, ale bez mojego nazwiska. Tą wcześniejszą, nie tą, co pisaliśmy, nie było mowy o żadnym dość, przesycie czy coś. I on już nie odpisał. Długo myślałam, co zrobić, biłam się z myślami, aż w końcu doszłam do takich oto wniosków:
1. nie piszę własnej, bo nie mam czasu
2. nie wierzę we własną, bo nawet głupiego "odwal się" nie dostałam w odpowiedzi
A potem przyszło jeszcze jedno olśnienie. Nie każdy ma prawo odejść z mojego życia bez wyjaśnienia i do niego po prostu wrócić.
Teraz myślę, czy mu napisać wersję z olśnieniem, czy okrojoną ;) bo wszak to była moja wina, bo ja zła kobieta jestem ;) Bo odpisać jednak wypada.
Idę ogarniać własny odpoczynek, leżak czeka.
- pań z przedszkola - mam już kubki, trzeba dokupić coś słodkiego i kwiatka
- dzieci - mam już książki, jestem w trakcie zamawiania personalizowanych kubków dla tych, którzy z przedszkola odchodzą
- nauczycielki tańca - dziś zaczęłam i skończyłam fotoksiążkę z przedstawienia - ciekawe, czy się spodoba.
Poza tym trochę ogarniam ogródek, sporo dom, bo siedzę z chorą Córą. W niedzielę obudziła ją gorączka, przeleżała cały dzień, padła na nos o 19, śpiąc w dzień jeszcze dwa razy. Wstała po 7, pojechaliśmy z Synem do przedszkola, a popołudniu do lekarza. Zapalenie gardła i krtani, antybiotyk. Już ją nosi, ale podejrzewam, że to działanie leków.
A co do wiadomości. Odezwał się do mnie Marek. Tak, ten Marek. Że tak nam się rozeszło pisanie, bo ja miałam dość, a on też miał zły czas i może byśmy razem nadal pisali. Gwoli wyjaśnienia dodam, że napisałam mu, że może wydać książkę ze współfinansowaniem, ale bez mojego nazwiska. Tą wcześniejszą, nie tą, co pisaliśmy, nie było mowy o żadnym dość, przesycie czy coś. I on już nie odpisał. Długo myślałam, co zrobić, biłam się z myślami, aż w końcu doszłam do takich oto wniosków:
1. nie piszę własnej, bo nie mam czasu
2. nie wierzę we własną, bo nawet głupiego "odwal się" nie dostałam w odpowiedzi
A potem przyszło jeszcze jedno olśnienie. Nie każdy ma prawo odejść z mojego życia bez wyjaśnienia i do niego po prostu wrócić.
Teraz myślę, czy mu napisać wersję z olśnieniem, czy okrojoną ;) bo wszak to była moja wina, bo ja zła kobieta jestem ;) Bo odpisać jednak wypada.
Idę ogarniać własny odpoczynek, leżak czeka.
środa, 25 kwietnia 2018
Mąż każe, żona musi
Nie, nie będzie to post o poddaniu mężowi, posłuszeństwie i takich tam. Kto mnie zna, wie, że akurat do poddaństwa mi daleko, preferuję wolność w związku i był już taki jeden, który mówił, że nie da się kochać i być wolnym. No to został wolny, bo kochać go nie umiałam. Dziś, z Osobistym, doskonale udaje nam się połączyć te dwie niby sprzeczności. Nie ma między nami zazdrości, każde może się przyjaźnić, z kim chce, nie ograniczamy się w żaden sposób. Inaczej przecież nie mogłabym się przyjaźnić z facetem, prawda? Inna sprawa, że Osobisty to na świętego męczennika może startować, ale nie o tym w ogóle miałam pisać. Miało być o tym, że mąż każe, żona musi.
Wczoraj kupiłam fuksję. Pojechałam po żylistka, ale nie mieli, a fuksja taka piękna. Obiecałam sobie, że nie będę wieszać przed drzwiami surfinii, bo mi nie rosną, ale fuksja to co innego, nie? Szczególnie, że już jedną mam z tamtego roku. I wczoraj powiesiłam obie, tą starą i tą nowo nabytą. Przyjechał Osobisty, oczywiście nie zauważył, więc go zaciągnęłam z powrotem, zapytałam, co się zmieniło, potem pokazałam palcem (ach, ci mężczyźni), a on mi na to, czemu kupiłam jedną, bo mu doniczki nie pasują, bo są innego koloru. Wiecie, to jak ten hejt na Lewandowską, że jej Klara ma same szare zabawki i biedne dziecko. No to mój mąż by się z Anią dogadał, bo też ma mieć jednakowo. Co mnie zaćmiło, żeby się zakochać w inżynierze? Dobra, do rzeczy. W związku z tym pojechałam dziś i dokupiłam drugą i już jest w tym samym kolorze. Ciekawe, czy zauważy :P
Dla równowagi dokupiłam też trzy książki. Dla Córy. Jeszcze muszę jej upolować tom 3 i 6, ale może kiedyś znajdę.
Z okazji Światowego Dnia Książki w przedszkolu mają tydzień książek i mogą przynieść swoje ulubione. No to wczoraj Córa wyniosła 6 tomów Magicznych baletek o Delfinie i jeden o Róży, bo pozostałych nie ma (jeszcze, 2, 4 i 5 wczoraj zamówiłam), a Syn Brzydkie Kaczątko. Dziś Syn zabrał 13 tomów Tupcia Chrupcia, Złomka, a Córa Palace Pets. Jak dobrze, że już środa, jutro im zabronię coś brać, bo panie już są przerażone. No ale to nie ich wina, że oni kochają wszystkie książki, prawda?
Wczoraj kupiłam fuksję. Pojechałam po żylistka, ale nie mieli, a fuksja taka piękna. Obiecałam sobie, że nie będę wieszać przed drzwiami surfinii, bo mi nie rosną, ale fuksja to co innego, nie? Szczególnie, że już jedną mam z tamtego roku. I wczoraj powiesiłam obie, tą starą i tą nowo nabytą. Przyjechał Osobisty, oczywiście nie zauważył, więc go zaciągnęłam z powrotem, zapytałam, co się zmieniło, potem pokazałam palcem (ach, ci mężczyźni), a on mi na to, czemu kupiłam jedną, bo mu doniczki nie pasują, bo są innego koloru. Wiecie, to jak ten hejt na Lewandowską, że jej Klara ma same szare zabawki i biedne dziecko. No to mój mąż by się z Anią dogadał, bo też ma mieć jednakowo. Co mnie zaćmiło, żeby się zakochać w inżynierze? Dobra, do rzeczy. W związku z tym pojechałam dziś i dokupiłam drugą i już jest w tym samym kolorze. Ciekawe, czy zauważy :P
Dla równowagi dokupiłam też trzy książki. Dla Córy. Jeszcze muszę jej upolować tom 3 i 6, ale może kiedyś znajdę.
Z okazji Światowego Dnia Książki w przedszkolu mają tydzień książek i mogą przynieść swoje ulubione. No to wczoraj Córa wyniosła 6 tomów Magicznych baletek o Delfinie i jeden o Róży, bo pozostałych nie ma (jeszcze, 2, 4 i 5 wczoraj zamówiłam), a Syn Brzydkie Kaczątko. Dziś Syn zabrał 13 tomów Tupcia Chrupcia, Złomka, a Córa Palace Pets. Jak dobrze, że już środa, jutro im zabronię coś brać, bo panie już są przerażone. No ale to nie ich wina, że oni kochają wszystkie książki, prawda?
sobota, 27 stycznia 2018
Super babcia
Oba przedstawienia, bo były dwa, bardzo mi się podobały. I starszaki i młodsze dzieci przyłożyły się do pracy i pokazały bardzo ładne historie o współczesnych dziadkach, co chodzą na potańcówki i grają na komputerze i o tym, jak babcia i dziadek spotkali się w przedszkolu. Dziadek babcie podrywał waląc ją workiem i dając kwiaty, w zamian dostał buziaka, więc słodki drań się sprawdza się w każdym wieku ;)
Podczas roznoszenia poczęstunku kątem oka zobaczyłam teściową machającą niebieskim banknotem przed oczami Córy, która po zakończeniu swojej części poszła do nich na kolana. Zmilczałam, bo roboty miałam pełne ręce. A potem to samo widziałam, jak zrobiła z Synem, który potem przez całe przedszkole leciał z tą kasą i chwalił się, że ma. Dzieci kieszeni nie miały, ja też nie, torebkę miałam daleko. Naprawdę nie wiem, czemu nie mogła poczekać i dać im później. Zrobiła to na pokaz, jaką jest dobrą babcią? Inne dzieci i dziadkowie patrzyli. Części pewnie było przykro. I jeszcze stary portfel dostali, bo ona musi opróżnić dom przed śmiercią, żebyśmy nie mieli potem kłopotu i dzieci muszą to wziąć, bo to było taty, jak był w ich wieku. Czyli co? Stary dom opróżni zagracając nas? I to ma być brak kłopotów?
Zwrócenie jej uwagi, oczywiście przez Osobistego, bo ja się nie odzywam do niej, poskutkowało tym, że się prawie obraziła, bo co za różnica, gdzie daje.
Jeszcze dzieciom powiedziała, że to na narty. Mnie się wydaje, że jak się komuś daje kasę, to na co on chce wydać, a nie mówi mu się cel/. Po drugie, staramy się przekonać dzieci, że nie kupimy im nart, bo zaraz wyrosną, a nie wiemy kiedy pojedziemy w góry, bo ciągle chorzy, a dodatkowo koło domu nie ma gdzie jeździć choćby przez fakt braku śniegu. Nie wiem, po co ona im to gada. Na szczęście dzieciaki oddały nam pieniądze i o nic do tej pory nie pytały, chyba nie bardzo zarejestrowały.
A na koniec moja mama dała im ciastko. Za 2 złote sztuka.
I rozwaliła system, bo dzieciom się oczy zaświeciły o zawołały zgodne, chóralne, szczęśliwe "OOOO".
wtorek, 23 stycznia 2018
Kolejna górka
Mam nadzieję, że jak pokonamy tą górkę, to już potem szybki zjazd na sankach z uśmiechem na twarzy. Ale po kolei.
Z zajęciami się wyjaśniło, impreza jest tylko w tym miesiącu, zamiast jednego dnia w ferie. Nie wiedziałam, jak przekazać to dzieciom, w końcu powiedziałam wprost, że Syn może jechać na zawody, ale Córa nie bardzo, bo ma tańce. A ona mi na to, że pan im wczoraj mówił (bo ja nie wiedziałam, że to tak szybko pójdzie i już będą zajęcia i nie miałam pojęcia, że wczoraj były, taka ze mnie matka) i ona mu powiedziała, że nie może, bo ma tańce. A pan na to, że Kangur (ich maskotka sportowa) znajdzie inny termin i nie ma co żałować, bo to jej nie ucieknie, a tańce są ważne, bo trenuje już długo. Szczęka mi opadła i pokłony w myślach biłam dla talentu pedagogicznego, bo ze mnie zdjąć konieczność tłumaczenia, że nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. Więc sprawa załatwiona, za styczeń płacimy połowę, bo zajęcia od połowy i wszystko gra.
A kolejna górka to jest tego typu, że przeżyliśmy epidemię ospy w przedszkolu, właśnie jest trzeci rzut, a może nas pokonać... wesz. Tak, dobrze czytacie, dziś zostały zdiagnozowane wszy w przedszkolu. Na razie u jednego dziecka, jak będzie kolejne to zamkną przedszkole w celu dezynfekcji.
Oczywiście, że od razu po przeczytaniu tej informacji zaczęło mnie swędzieć we włosach. Oczywiście, że jak pani mi jeszcze powiedziała, żeby ich sprawdzić, zaczęło mnie swędzieć wszystko. I tak, oczywiście, że jak powiedziałam dzieciom, co i jak i żeby mówiły, jak je będzie swędzieć to zaczęły się drapać na potęgę. I tak, miałam ochotę się wykąpać, najlepiej w domestosie, wyszorować cały dom i wyprać wszystko w co najmniej 95 stopniach.
Na fali tej paniki pojechałam od razu do apteki. Na szczęście istnieje środek profilaktyczny. Dziś po kąpaniu będziemy psikać. I zastanawiam się, czy tylko dzieci, czy też siebie. Ja wiem, że to nie skacze i nie lata, ale jednak lekka panika mnie ogarnęła.
Z zajęciami się wyjaśniło, impreza jest tylko w tym miesiącu, zamiast jednego dnia w ferie. Nie wiedziałam, jak przekazać to dzieciom, w końcu powiedziałam wprost, że Syn może jechać na zawody, ale Córa nie bardzo, bo ma tańce. A ona mi na to, że pan im wczoraj mówił (bo ja nie wiedziałam, że to tak szybko pójdzie i już będą zajęcia i nie miałam pojęcia, że wczoraj były, taka ze mnie matka) i ona mu powiedziała, że nie może, bo ma tańce. A pan na to, że Kangur (ich maskotka sportowa) znajdzie inny termin i nie ma co żałować, bo to jej nie ucieknie, a tańce są ważne, bo trenuje już długo. Szczęka mi opadła i pokłony w myślach biłam dla talentu pedagogicznego, bo ze mnie zdjąć konieczność tłumaczenia, że nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. Więc sprawa załatwiona, za styczeń płacimy połowę, bo zajęcia od połowy i wszystko gra.
A kolejna górka to jest tego typu, że przeżyliśmy epidemię ospy w przedszkolu, właśnie jest trzeci rzut, a może nas pokonać... wesz. Tak, dobrze czytacie, dziś zostały zdiagnozowane wszy w przedszkolu. Na razie u jednego dziecka, jak będzie kolejne to zamkną przedszkole w celu dezynfekcji.
Oczywiście, że od razu po przeczytaniu tej informacji zaczęło mnie swędzieć we włosach. Oczywiście, że jak pani mi jeszcze powiedziała, żeby ich sprawdzić, zaczęło mnie swędzieć wszystko. I tak, oczywiście, że jak powiedziałam dzieciom, co i jak i żeby mówiły, jak je będzie swędzieć to zaczęły się drapać na potęgę. I tak, miałam ochotę się wykąpać, najlepiej w domestosie, wyszorować cały dom i wyprać wszystko w co najmniej 95 stopniach.
Na fali tej paniki pojechałam od razu do apteki. Na szczęście istnieje środek profilaktyczny. Dziś po kąpaniu będziemy psikać. I zastanawiam się, czy tylko dzieci, czy też siebie. Ja wiem, że to nie skacze i nie lata, ale jednak lekka panika mnie ogarnęła.
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Całkiem dobrze i kilka zgrzytów
W piątek dowiedziałam się, że uszy ok, choć katar nadal leczę. W związku z tym w sobotę pojechałam na tańce z Córą i na zakupy. Kupiłam czapkę sobie i szalik Osobistemu. Oboje nie nosiliśmy. Starość, nie radość.
A wczoraj zrobiliśmy użytek z zakupów, bo od razu po kościele zabraliśmy się za budowę igloo i bałwana. Dwie godzinki i stanęło, coś się w nocy tam podłamało, muszę iść poprawić, żeby jeszcze postało, ale nawet, jak się zawali, to mieliśmy całą czwórką masę zabawy.
Moi rodzice wybierają się na Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Prawdopodobnie przyjadą busem, potem ich tylko odwiozę. Teść nie pójdzie, bo ma nerwicę i nie ma mowy. Kur... Takim tekstem do dzieci wyskoczył, a one potem do mnie, co to znaczy. I znowu Osobisty będzie musiał zerwać się z pracy, żeby teściową zawieźć, a oni mają auto! Nie wiem, czy bardziej mi przykro, czy bardziej jestem zła. Zawsze ma ich w nosie, przecież na chrzcie Córy nie był wcale, na roczku też nie, o dwóch latkach nie wspomnę. Łaskawie pojawił się w kościele na chrzcie Syna i na roczku na pół godziny. Bo co? Bo wnuk, to traktuje inaczej? A teraz już zupełnie ma w dupie. Ale przecież on ich tak kocha i mają go całować i przybiegać się do niego bawić. A ja mam ochotę powiedzieć goń się leszczu, nie będziesz widział moich dzieci, jak w drugą stronę ci ciężko. I nawet, jakbym nie pamiętała o numerze, jaki wykręcił przed ślubem, jak wyszedł, gdy zapraszałam ich do nas na obiad i oświadczył, że on w tym udziału nie będzie brał, a jak Osobisty jest taki głupi, niech sam sobie radzi, potem na ślubie, jak mój brat go musiał odwieźć (to znaczy chciał), bo chodził i marudził, że on musi jechać busem do Krakowa, potem do siebie, bo on musi wyjść, rozwalając nam połowę planu uroczystości, to pamiętam, co zrobił dzieciakom i mnie cholera bierze.
Co jakiś czas mi się wylewa, staram się nie wylewać na Osobistego, ale czasem nie wychodzi.
Kolejna trudna sprawa to taka, że w przedszkolu mają być zajęcia sportowe z piłką. Płatne 32 złote za miesiąc, czyli w porównaniu z poprzednimi 70 za semestr to dużo. Były zajęcia pokazowe, Syn zachwycony i chce chodzić. Córa też, bo jej opowiedział. A dziś idę do przedszkola i czytam, że impreza w ramach zajęć, w Krakowie, bezpłatna, bo zamiast jednych zajęć w miesiącu. Trzeba samemu dojechać i nawet nie w tym jest problem, a w tym, że zajęcia są od 10.30 w soboty. Akurat wtedy, jak Córa ma taniec. W warunkach było, że są takie imprezy, ale nie było nic, że to zamiast jednych zajęć. I teraz nie wiem, co zrobić, bo dzieciaki by chciały chodzić, ale jedne zajęcia miesięcznie będziemy zawsze tracić, bo nie możemy sobie pozwolić na taką jazdę. Bo jak Syn pojedzie, to Córze będzie przykro, jak oboje nie pojadą, to jednak stracimy kasę. Bez sensu to wszystko.
A wczoraj zrobiliśmy użytek z zakupów, bo od razu po kościele zabraliśmy się za budowę igloo i bałwana. Dwie godzinki i stanęło, coś się w nocy tam podłamało, muszę iść poprawić, żeby jeszcze postało, ale nawet, jak się zawali, to mieliśmy całą czwórką masę zabawy.
Moi rodzice wybierają się na Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Prawdopodobnie przyjadą busem, potem ich tylko odwiozę. Teść nie pójdzie, bo ma nerwicę i nie ma mowy. Kur... Takim tekstem do dzieci wyskoczył, a one potem do mnie, co to znaczy. I znowu Osobisty będzie musiał zerwać się z pracy, żeby teściową zawieźć, a oni mają auto! Nie wiem, czy bardziej mi przykro, czy bardziej jestem zła. Zawsze ma ich w nosie, przecież na chrzcie Córy nie był wcale, na roczku też nie, o dwóch latkach nie wspomnę. Łaskawie pojawił się w kościele na chrzcie Syna i na roczku na pół godziny. Bo co? Bo wnuk, to traktuje inaczej? A teraz już zupełnie ma w dupie. Ale przecież on ich tak kocha i mają go całować i przybiegać się do niego bawić. A ja mam ochotę powiedzieć goń się leszczu, nie będziesz widział moich dzieci, jak w drugą stronę ci ciężko. I nawet, jakbym nie pamiętała o numerze, jaki wykręcił przed ślubem, jak wyszedł, gdy zapraszałam ich do nas na obiad i oświadczył, że on w tym udziału nie będzie brał, a jak Osobisty jest taki głupi, niech sam sobie radzi, potem na ślubie, jak mój brat go musiał odwieźć (to znaczy chciał), bo chodził i marudził, że on musi jechać busem do Krakowa, potem do siebie, bo on musi wyjść, rozwalając nam połowę planu uroczystości, to pamiętam, co zrobił dzieciakom i mnie cholera bierze.
Co jakiś czas mi się wylewa, staram się nie wylewać na Osobistego, ale czasem nie wychodzi.
Kolejna trudna sprawa to taka, że w przedszkolu mają być zajęcia sportowe z piłką. Płatne 32 złote za miesiąc, czyli w porównaniu z poprzednimi 70 za semestr to dużo. Były zajęcia pokazowe, Syn zachwycony i chce chodzić. Córa też, bo jej opowiedział. A dziś idę do przedszkola i czytam, że impreza w ramach zajęć, w Krakowie, bezpłatna, bo zamiast jednych zajęć w miesiącu. Trzeba samemu dojechać i nawet nie w tym jest problem, a w tym, że zajęcia są od 10.30 w soboty. Akurat wtedy, jak Córa ma taniec. W warunkach było, że są takie imprezy, ale nie było nic, że to zamiast jednych zajęć. I teraz nie wiem, co zrobić, bo dzieciaki by chciały chodzić, ale jedne zajęcia miesięcznie będziemy zawsze tracić, bo nie możemy sobie pozwolić na taką jazdę. Bo jak Syn pojedzie, to Córze będzie przykro, jak oboje nie pojadą, to jednak stracimy kasę. Bez sensu to wszystko.
środa, 10 stycznia 2018
Dalej w przód i mniej w przód
Z takich bardziej bieżących spraw, to prawie skończyłam fotoksiążki na Dzień Babci i Dziadka. Padło na dwie, bo znalazłam firmę, która taniej zrobi mi dwie po 60 stron, niż jedną 120 stronicową. Brakuje mi jeszcze zdjęć z aparatu, z końca roku i z przedszkola, ale jakoś ciągle zapominam pendrive zabrać Osobistemu, a mój schowany, żebym wiedziała, gdzie jest. Taaa...
Z przedstawieniem w przedszkolu to pewnie będzie znowu kłopot. Ja pominę, że znowu w czwartek i znowu kurcgalopkiem będę na burleskę lecieć, ale jest podział na dwie grupy, bo dużo dzieci, a miejsca mało. I nawet to nie to jest problemem, a oczywiście teściowie. Bo on pewnie nie będzie chciał, a ja jej nie wezmę, bo muszę pojechać po moich rodziców. Osobisty uznał, że nie wychodzi wcześniej z pracy, bo i tak musiałby czekać na teściową w korytarzu. Więc albo teść stanie na wysokości zadania, albo ich nie będzie. Jutro mają zawieźć zaproszenia, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Podobno też mają jakieś drobiazgi dla dzieci, już się oboje z Osobistym boimy. Bo nawet z pieniędzmi z urodzin był problem, bo babcia powiedziała, że na narty. I trudno nam było wyjaśnić, że nart na pewno nie kuppimy, bo po A za mało jeździmy, bo z nimi nam się jeszcze nie udało, po B dzieci szybko wyrastają i lepiej wypożyczyć na ten raz, jakby nam się udało pojechać, po C śniegu jakoś nie widać. W końcu jakoś zrozumieli, ale co się natłukliśmy, to nasze. Że też z nimi zawsze musi być pod górkę, z teściami znaczy.
A z dalszej przyszłości, zarezerwowaliśmy wakacje. To znaczy ja znalazłam ośrodek i nawet zadzwoniłam do pani, dogadałam termin tak, żeby nie kolidował z zakończeniem przedszkola, a potem... Olśniło mnie, że w tym terminie mamy zakończenie roku baletowo tanecznego. Z występem na scenie. Ani zrezygnować z tego, ani z zakończenia przedszkola. Lipa. A potem ceny ogromne, mnie się słabo robiło, jak na nie patrzyłam. W związku z tym za telefon chwycił Osobisty i po prostu przełożył termin z czerwca na lipiec, 8 dni z pełnym wyżywieniem. Bo cel Pleśna, domki holenderskie były fajne, ale kombinowanie z jedzeniem już nie. Dlatego zmieniamy miejsce, na bardziej centrum (dwie ulice na krzyż, ale centrum). Oby była pogoda. Już zapowiedziałam, że ja torpedowcem nie płynę, żeby nie musieć udawać, że się nie boję, to się Osobisty zaczął zastanawiać, czy dzieci coś mniejszego wypatrzą w porcie. Zabawne.
Z przedstawieniem w przedszkolu to pewnie będzie znowu kłopot. Ja pominę, że znowu w czwartek i znowu kurcgalopkiem będę na burleskę lecieć, ale jest podział na dwie grupy, bo dużo dzieci, a miejsca mało. I nawet to nie to jest problemem, a oczywiście teściowie. Bo on pewnie nie będzie chciał, a ja jej nie wezmę, bo muszę pojechać po moich rodziców. Osobisty uznał, że nie wychodzi wcześniej z pracy, bo i tak musiałby czekać na teściową w korytarzu. Więc albo teść stanie na wysokości zadania, albo ich nie będzie. Jutro mają zawieźć zaproszenia, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Podobno też mają jakieś drobiazgi dla dzieci, już się oboje z Osobistym boimy. Bo nawet z pieniędzmi z urodzin był problem, bo babcia powiedziała, że na narty. I trudno nam było wyjaśnić, że nart na pewno nie kuppimy, bo po A za mało jeździmy, bo z nimi nam się jeszcze nie udało, po B dzieci szybko wyrastają i lepiej wypożyczyć na ten raz, jakby nam się udało pojechać, po C śniegu jakoś nie widać. W końcu jakoś zrozumieli, ale co się natłukliśmy, to nasze. Że też z nimi zawsze musi być pod górkę, z teściami znaczy.
A z dalszej przyszłości, zarezerwowaliśmy wakacje. To znaczy ja znalazłam ośrodek i nawet zadzwoniłam do pani, dogadałam termin tak, żeby nie kolidował z zakończeniem przedszkola, a potem... Olśniło mnie, że w tym terminie mamy zakończenie roku baletowo tanecznego. Z występem na scenie. Ani zrezygnować z tego, ani z zakończenia przedszkola. Lipa. A potem ceny ogromne, mnie się słabo robiło, jak na nie patrzyłam. W związku z tym za telefon chwycił Osobisty i po prostu przełożył termin z czerwca na lipiec, 8 dni z pełnym wyżywieniem. Bo cel Pleśna, domki holenderskie były fajne, ale kombinowanie z jedzeniem już nie. Dlatego zmieniamy miejsce, na bardziej centrum (dwie ulice na krzyż, ale centrum). Oby była pogoda. Już zapowiedziałam, że ja torpedowcem nie płynę, żeby nie musieć udawać, że się nie boję, to się Osobisty zaczął zastanawiać, czy dzieci coś mniejszego wypatrzą w porcie. Zabawne.
wtorek, 5 września 2017
Średniak i zerówka
Wczoraj dzieciaki prawie staranowały drzwi do przedszkola, tak do niego biegły, nie mogąc się doczekać. Ja szłam z lekkim niepokojem, pamiętając "nie zostaaaawiaj mnie", które Córa odczyniała w czerwcu, a jeszcze bardziej martwiąc się, w jakiej grupie będzie Syn. Z dzieciakami 2,5 letnimi - nie bardzo, przecież to huragan, na chwilę, jasne, ale nie na dłużej, z Córą - jeszcze gorzej. Ale już w szatni mi minęło, bo oboje rozebrali się z prędkością światła, a szafki były pięknie opisane grupa młodsza, średnia i starsza, czyli Syn ma swoją własną. Polecieli na salę z pieśnią na ustach, w przelocie dali mnie buziaka, a pani ręczniki i przybory do mycia zębów i tyle ich widziałam.
Córa bardzo podekscytowana tym, że chodzi już do zerówki. W wakacje przyniosła elementarz i faktycznie zaczęła łapać czytanie. Szło jej bardzo dobrze i teraz też co któryś dzień przychodzi i czytamy, znaczy ona się uczy. A ja uwierzyć nie mogę, że ten czas tak szybko szedł do przodu. Jestem z nimi na co dzień, a mam wrażenie, jakby mi coś umknęło, jakby ktoś przyspieszył zegar, albo mnie wyłączył, pozwalając mi jednocześnie pamiętać codzienność. Moja Córa chodzi do zerówki. Czy za rok pójdzie do pierwszej klasy, to pytanie pozostaje otwarte, bo intelektualnie daje radę, za to emocje są do tyłu. Ma rok, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Miałam korzystać z wolnego. To wczoraj pojechałam na pół dnia do mamy i na targ wybyłyśmy, a dziś Osobisty ma urlop, więc siedzimy na górze, robiąc profile pod sufity. Zeszłam teraz obiad ugotować tylko. Może jutro??
Córa bardzo podekscytowana tym, że chodzi już do zerówki. W wakacje przyniosła elementarz i faktycznie zaczęła łapać czytanie. Szło jej bardzo dobrze i teraz też co któryś dzień przychodzi i czytamy, znaczy ona się uczy. A ja uwierzyć nie mogę, że ten czas tak szybko szedł do przodu. Jestem z nimi na co dzień, a mam wrażenie, jakby mi coś umknęło, jakby ktoś przyspieszył zegar, albo mnie wyłączył, pozwalając mi jednocześnie pamiętać codzienność. Moja Córa chodzi do zerówki. Czy za rok pójdzie do pierwszej klasy, to pytanie pozostaje otwarte, bo intelektualnie daje radę, za to emocje są do tyłu. Ma rok, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Miałam korzystać z wolnego. To wczoraj pojechałam na pół dnia do mamy i na targ wybyłyśmy, a dziś Osobisty ma urlop, więc siedzimy na górze, robiąc profile pod sufity. Zeszłam teraz obiad ugotować tylko. Może jutro??
środa, 1 marca 2017
Czas przyspieszył, albo ja nie nadążam
Szalony mieliśmy tamten tydzień, ten nie mniej. Ale od początku, czyli od tamtego piątku, kiedy to najpierw byliśmy na koncercie szantowym dla dzieci, a potem szybko na Dzień Babci i Dziadka przełożony ze stycznia. Ja z obu wyszłam zachwycona, choć z szant bardziej ;) taka niedobra matka jestem, że dzieci mnie mniej zachwyciły, ale cóż, ich mam częściej. W ogóle to było prawdopodobne, że Osobisty nie doleci, bo mu odwołali lot z Amsterdamu, ale tak załatwili, że wrócił tylko pół godziny później i o 1 w nocy w piątek już był. Po imprezie odwiozłam moich rodziców, do domu i na fitness biegiem.
Sobota to tradycyjnie balet i tańce i siedzenie u babci, cieplutko, słonecznie, mój brat też przyjechał, sympatycznie było. Popołudniu dzieciaki pojechały do drugiej babci, czyli teściowej, która w dzień przedstawienia miała zabieg i nie mogła być, wręczyć prezent.
Niedziela była dla nas, głównie dzięki nieocenionemu Chrzestnemu Córy i mojej najlepszej Przyjaciółki, którzy zajęli się dzieciakami. Oni sobie pojechali do kościoła, a my na koncert szanty klasycznej. Mechanicy, jak zawsze cudowni, Ryczące Dwudziestki z Qńą, którzy mnie wzruszyli do łez i depresyjnie polecieli, a potem Stare Dzwony, przy których popłakałam się ze śmiechu. Poprzedniego dnia "Popłynęli koledzy" i niekoniecznie w rejs. Porębski, którego samego zostawili na finał, powinien im to zaśpiewać. Cudowne trzy godziny z Osobistym, jak dawniej. Ach, cudnie mi.
Dzieci akurat wychodziły na spacer, jak wróciliśmy, ale łaskawie pozwolili nam zjeść ;)
W poniedziałek Osobisty znów pojechał, tym razem autem. Popołudniu mieliśmy gości, przyjechała do nas przyjaciółka Córy z poprzedniego przedszkola. Dzieci się bawiły, a my z jej mamą gadałyśmy. Było naprawdę sympatycznie. Bardzo się cieszę, że ten kontakt uda się zachować, bo dziewczyny naprawdę się lubią. O 19 ledwo się mogły rozstać.
A wczoraj pojechałam do Krakowa po prezent pewien i... zostawiłam go na półce w H&M. Zorientowałam się pod przedszkolem dzieciaków. Zadzwoniłam, miły pan ochroniarz mi znalazł i odłożył na kasę. Przywiózł mi go popołudniowi goście.
Wczoraj też miało być w Gminie spotkanie o dofinansowanie odnawialnych źródeł energii, ale nie poszłam, bo wcześniej tam zadzwoniłam i powiedzieli mi, że do naszego zasobnika się nie podłączą, ostatecznie szeregowo, a nas takie rozwiązanie nie interesuje.
A dziś w końcu długo wyczekiwana premiera trzeciej części Kaliny. To na pewno będzie cudowne kilkadziesiąt minut, oby mi humor poprawiło, bo pogoda siadła i mój humor też.
Osobisty ma wrócić jutro, oby im droga poszła dobrze. Dzieciaki już o niego pytają.
W piątek po przedszkolu muszę jechać na przełożone balet i tańce, potem fitness, a w sobotę urodziny koleżanki z przedszkola. Jeszcze prezentu nie mamy.
Mijamy się ostatnio z Osobistym i źle mi z tym. Jego nie ma, albo jak jest to ja pędzę na fitness, bo mi karnet zaczyna przepadać. Na marzec chyba nie wykupię, albo na 4 wejścia, bo się nie wyrabiam. Napiszę Wam niedługo recenzję Pozorności, bo połknęłam, ale muszę mieć chwilę spokoju, a wczoraj zasnęłam prawie z dziećmi. Dobrze, że mi się Córa kazała wykąpać i przebrać w piżamę, bo bym padła w opakowaniu.
środa, 16 grudnia 2015
Tak! Tak! Taaaak! I Syn przedszkolak
Odzyskałam mój samochód. Od dwóch dni Osobisty dzielnie jeździł busem i z kolegą, ja jego autkiem, żeby Córa mogła jechać do przedszkola, bo wczoraj zbiorowe urodziny, a dziś tańce. Ale dziś jest. Kosztowało mnie to (tia, mnie kosztowało, jak w tym dowcipie, co facet przyjechał wozem do wsi i się wydziera: "Ludzie, węgiel przywiozłem!", a koń się odwraca i mruczy: "taaa, ty przywiozłeś...) ponad 1/3 mojej wypłaty, jakbym ją miała, ale jeździ. Czasem lepiej zarabiać mniej, bo jakbym miała dać 1/3 z więcej... ;) I okazało się, że to nie moja wina, po prostu sprzęgło się rozwaliło akurat tam. Jakoś mi to humor poprawiło. Choć kwota u mechanika zostawiona mniej, ale dochodzą mnie słuchy, że i tak mniej wziął, niż inni, a jeszcze parę rzeczy zrobił prócz sprzęgła.
Cieszę się strasznie, że mam autko, bo to mi oszczędzi sporo kłopotów. W piątek musimy jechać do gminy, bo Córa wygrała konkurs plastyczny, z przedszkola posłali pracę, a potem jadę do przedszkola zapisać tego mojego kawalera do przedszkola, żeby na pewno miał miejsce w czerwcu, bo jakiś armagedon i ludzie walą oknami i drzwiami, a dyrektorka daje pierwszeństwo rodzeństwom. Tak, nadal będę jeździć 10 km w jedną stronę, bo uwielbiam to przedszkole, uważam, że jest świetne, a ciocie super przygotowane do pracy i nie zmienię za nic w świecie, o ile mnie nie zmusi coś baaardzo. Mam nadzieję, że otworzą zerówkę, to też tam będziemy jeździć. Pominę rekomendacje Kuratorium, bo wystawili im piękną opinię, ale Córa w weekend pyta, czy dziś jedziemy do przedszkola. To najlepsza rekomendacja przedszkola, jaka może istnieć i dla mnie najważniejsza.
Cieszę się strasznie, że mam autko, bo to mi oszczędzi sporo kłopotów. W piątek musimy jechać do gminy, bo Córa wygrała konkurs plastyczny, z przedszkola posłali pracę, a potem jadę do przedszkola zapisać tego mojego kawalera do przedszkola, żeby na pewno miał miejsce w czerwcu, bo jakiś armagedon i ludzie walą oknami i drzwiami, a dyrektorka daje pierwszeństwo rodzeństwom. Tak, nadal będę jeździć 10 km w jedną stronę, bo uwielbiam to przedszkole, uważam, że jest świetne, a ciocie super przygotowane do pracy i nie zmienię za nic w świecie, o ile mnie nie zmusi coś baaardzo. Mam nadzieję, że otworzą zerówkę, to też tam będziemy jeździć. Pominę rekomendacje Kuratorium, bo wystawili im piękną opinię, ale Córa w weekend pyta, czy dziś jedziemy do przedszkola. To najlepsza rekomendacja przedszkola, jaka może istnieć i dla mnie najważniejsza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

