Ogarniam prezenty na koniec roku dla:
- pań z przedszkola - mam już kubki, trzeba dokupić coś słodkiego i kwiatka
- dzieci - mam już książki, jestem w trakcie zamawiania personalizowanych kubków dla tych, którzy z przedszkola odchodzą
- nauczycielki tańca - dziś zaczęłam i skończyłam fotoksiążkę z przedstawienia - ciekawe, czy się spodoba.
Poza tym trochę ogarniam ogródek, sporo dom, bo siedzę z chorą Córą. W niedzielę obudziła ją gorączka, przeleżała cały dzień, padła na nos o 19, śpiąc w dzień jeszcze dwa razy. Wstała po 7, pojechaliśmy z Synem do przedszkola, a popołudniu do lekarza. Zapalenie gardła i krtani, antybiotyk. Już ją nosi, ale podejrzewam, że to działanie leków.
A co do wiadomości. Odezwał się do mnie Marek. Tak, ten Marek. Że tak nam się rozeszło pisanie, bo ja miałam dość, a on też miał zły czas i może byśmy razem nadal pisali. Gwoli wyjaśnienia dodam, że napisałam mu, że może wydać książkę ze współfinansowaniem, ale bez mojego nazwiska. Tą wcześniejszą, nie tą, co pisaliśmy, nie było mowy o żadnym dość, przesycie czy coś. I on już nie odpisał. Długo myślałam, co zrobić, biłam się z myślami, aż w końcu doszłam do takich oto wniosków:
1. nie piszę własnej, bo nie mam czasu
2. nie wierzę we własną, bo nawet głupiego "odwal się" nie dostałam w odpowiedzi
A potem przyszło jeszcze jedno olśnienie. Nie każdy ma prawo odejść z mojego życia bez wyjaśnienia i do niego po prostu wrócić.
Teraz myślę, czy mu napisać wersję z olśnieniem, czy okrojoną ;) bo wszak to była moja wina, bo ja zła kobieta jestem ;) Bo odpisać jednak wypada.
Idę ogarniać własny odpoczynek, leżak czeka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 czerwca 2018
środa, 31 stycznia 2018
Dożywiona
Jak dobrze mieć męża, który nie zjada kanapek w pracy. I jak dobrze, że na kolację też nikt jej nie zjadł i leżała sobie w lodówce. Człowiek może spokojnie siedzieć i stukać i pisać nowe sceny bez obaw, że z głodu zejdzie.
środa, 2 sierpnia 2017
Zmotywowana do pisania
Jakiś czas temu odbył się konkurs, którego nie wygrałam. Nic dziwnego, nie zawsze można wygrywać, pogratulowałam i zapomniałam. A rano, wchodzę na FB, a tam moje nazwisko. Wygrałam tamtą książkę, bo ktoś posłużył się plagiatem i został zdyskwalifikowany. Olaboga, co tam się działo. Bo wygrywam co chwila, bo po znajomości i w ogóle zuo, zuem poganiane. Wszystko za moimi plecami, bo sprawa się rypła poprzedniego wieczora. Nawet się moralniaka nabawiłam, chciałam z nagrody rezygnować, ale potem pomyślałam, że to dopiero byłaby woda na młyn, że coś jednak było nie tak i dlatego... No nie dogodzisz.
Wśród głosów potępienia znalazły się jednak również takie, które mnie broniły. Oczywiście redakcja portalu, która również swego dobrego imienia broniła, jak i autorzy, którzy wybierają tam laureatów całkiem subiektywnie. Za mną stanęli też inni uczestnicy konkursy pisząc, że moje odpowiedzi są dobre i zasłużyłam, bo piszę nieźle.
Nie piszę tego, by się chwalić. Piszę z innego powodu. Naczytałam się tego, od ludzi zupełnie obcych, totalnie obiektywnych, którzy z pochwał nie mają nic i na pewno nie piszą tego, by mi humor poprawić po takiej akcji. I ego mi podskoczyło z poziomu minus sto do jakiegoś plus jeden i zaczęłam pisać. Znów. Dzieci poszły do sąsiada, a ja pisałam, dzieci wróciły z sąsiadem, a ja pisałam. Czuję głód liter, przelewania myśli na klawiaturę i coraz bardziej widzę tego sens. Czy się uda przebić, czy się spodoba? Nie wiem. Ale nadzieja już kiełkuje. A słowa płyną wartkim strumieniem.
"(...)czasem leżąc w łóżku, gdy cicho mówiła pacierz, słyszała jego wściekły głos, nawet nie krzyk, ale taki głos, od którego zimno się jej robiło.
Wśród głosów potępienia znalazły się jednak również takie, które mnie broniły. Oczywiście redakcja portalu, która również swego dobrego imienia broniła, jak i autorzy, którzy wybierają tam laureatów całkiem subiektywnie. Za mną stanęli też inni uczestnicy konkursy pisząc, że moje odpowiedzi są dobre i zasłużyłam, bo piszę nieźle.
Nie piszę tego, by się chwalić. Piszę z innego powodu. Naczytałam się tego, od ludzi zupełnie obcych, totalnie obiektywnych, którzy z pochwał nie mają nic i na pewno nie piszą tego, by mi humor poprawić po takiej akcji. I ego mi podskoczyło z poziomu minus sto do jakiegoś plus jeden i zaczęłam pisać. Znów. Dzieci poszły do sąsiada, a ja pisałam, dzieci wróciły z sąsiadem, a ja pisałam. Czuję głód liter, przelewania myśli na klawiaturę i coraz bardziej widzę tego sens. Czy się uda przebić, czy się spodoba? Nie wiem. Ale nadzieja już kiełkuje. A słowa płyną wartkim strumieniem.
"(...)czasem leżąc w łóżku, gdy cicho mówiła pacierz, słyszała jego wściekły głos, nawet nie krzyk, ale taki głos, od którego zimno się jej robiło.
- Nawet modlić jej się nie chce.
Rozpuszczony smarkacz. Ciężko zgiąć kolana. Do komunii nie pójdzie i wstyd
będzie na całą wieś. Diabła pod dachem chowasz.
- Modli się, jak umie. Nie twój
interes. Ty do kościoła i spowiedzi latasz co chwilę, a co robisz?
- No co robię, co robię?! O
moralność dbam.
- Zamknij się już. O swoją dbaj
i mordę trzymaj zamkniętą, bo rzygać mi się chce twoją podwójną moralnością. Na
pokaz anioł, męczennik, a w domu diabeł.
Zatkała uszy rękami. Dochodziły
do niej stłumione dźwięki, ale przynajmniej nie rozróżniała słów.
- Panie boże, spraw, żeby mnie
ktoś adoptował, żebym nie musiała tu mieszkać, żebym nie musiała go słuchać. I
pozwól mi zabrać mamusię. I zrób, żebym była grzeczna, żeby nowy tata mnie nie
nienawidził.
Często się tak modliła. A potem
zaczęła podejrzewać, że może ona nie jest prawdziwą córką taty. Bo jakby tak
było, czy nazywałby ją śmieciem i tak bardzo krzyczał o krzywo napisaną literkę?"
środa, 15 marca 2017
Poleciał i o pisaniu
Wczoraj się łudziłam, że może nie, może nie dostanie ostatniego approval'a... Pakowałam go dopiero wieczorem, robię to już z zamkniętymi oczami.
Dziś zjedliśmy obiad, o 10.30!! Odwieźliśmy go na samolot i pusto nam.
Byliśmy nad zalewem, ale nas wywiało po pięciu minutach. W domu czytaliśmy, odkurzyliśmy, zmyłam podłogę, jak dzieci rysowały, byliśmy na ogrodzie patrzeć, jak sąsiad orze pole. Budowaliśmy z piasku i dzieciaki na rowerkach pojeździły. Już są wykąpani, łazienka od zalania uratowana, jemy kolację... I jest dopiero 18.37! Strasznie długi ten dzień. Jutro już pójdą do przedszkola. Zwariuję. Choć nie... Zacznę pisać.
Mam kilka pomysłów, nawet dość mocno dopracowanych, co po kolei, tak głównie, zebrałam potrzebne informacje i muszę usiąść. Najpierw myślałam o czymś dla starszego czytelnika, ale chyba wrócę do historii z szuflady, bardziej młodzieżowej. Sporo tam trzeba dopracować, dopisać, skończy się pewnie na tym, że większość napiszę od nowa... Co prawda projekt ustawy o jednolitej cenie książek i zakazie promocji mi skrzydła podcina, ale nie będzie rząd pluł mi w marzenia. Coś się wykombinuje. Bo co prawda podpisałam petycję, ale jakoś w nią nie wierzę. Może ktoś się tam opamięta i zrozumie, że podniesienie ceny wcale nie podniesie wpływów z VATu, że to prędzej obniżka cen okładkowych da wymierne korzyści, bo więcej ludzi kupi. Ale to zawsze dla tych z góry było nie do zrozumienia.
Moim motto życiowym zawsze było: Żyj tak, aby twoim epitafium mogło być: Nie żałuję" Nie chcę żałować, że się poddałam. I dopisuję nowe motto: Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.
Dziś zjedliśmy obiad, o 10.30!! Odwieźliśmy go na samolot i pusto nam.
Byliśmy nad zalewem, ale nas wywiało po pięciu minutach. W domu czytaliśmy, odkurzyliśmy, zmyłam podłogę, jak dzieci rysowały, byliśmy na ogrodzie patrzeć, jak sąsiad orze pole. Budowaliśmy z piasku i dzieciaki na rowerkach pojeździły. Już są wykąpani, łazienka od zalania uratowana, jemy kolację... I jest dopiero 18.37! Strasznie długi ten dzień. Jutro już pójdą do przedszkola. Zwariuję. Choć nie... Zacznę pisać.
Mam kilka pomysłów, nawet dość mocno dopracowanych, co po kolei, tak głównie, zebrałam potrzebne informacje i muszę usiąść. Najpierw myślałam o czymś dla starszego czytelnika, ale chyba wrócę do historii z szuflady, bardziej młodzieżowej. Sporo tam trzeba dopracować, dopisać, skończy się pewnie na tym, że większość napiszę od nowa... Co prawda projekt ustawy o jednolitej cenie książek i zakazie promocji mi skrzydła podcina, ale nie będzie rząd pluł mi w marzenia. Coś się wykombinuje. Bo co prawda podpisałam petycję, ale jakoś w nią nie wierzę. Może ktoś się tam opamięta i zrozumie, że podniesienie ceny wcale nie podniesie wpływów z VATu, że to prędzej obniżka cen okładkowych da wymierne korzyści, bo więcej ludzi kupi. Ale to zawsze dla tych z góry było nie do zrozumienia.
Moim motto życiowym zawsze było: Żyj tak, aby twoim epitafium mogło być: Nie żałuję" Nie chcę żałować, że się poddałam. I dopisuję nowe motto: Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.
sobota, 21 stycznia 2017
Po tygodniu i o pisaniu słów kilka
Zawsze mi czas pędzi, a ty razem mi się wydaje, że tak niedawno miałam zabieg. Pewnie dlatego, że nadal czuję nogę, jak się namęczę, to mnie boli i muszę się położyć. No i spałabym prawie cały dzień. Do tego doszły od czwartku chore dzieci, więc mamy trochę jazdę bez trzymanki. Antybiotyk, gorączka, która się nie chce zbić i dwie przylepy, które się chcą przytulać, zasypiają po południu, potem wojują do północy. Ale na szczęście Osobisty ma wolne i jakoś ogarniamy, choć jak ustaliliśmy, opiekunem jest świetnym, ale kurą domową jest kiepską. Powiedział, że pewnie dlatego, że jest kurakiem. W każdym razie to tylko mnie przeszkadza nie zdjęte z suszarki pranie, czy niepościelone łóżko, ewentualnie śmieci na podłodze. I sprzątam, zamiast powiedzieć i się złoszczę i męczę.
A teraz słowo wyjaśnienia. Znalazły się wydawnictwa, które chcą wydać naszą książkę, ale ze współfinansowaniem, na co ja się nie chcę zgodzić. Kilka jest na nie, kilka nie odpowiedziało. Niedawno dałam Markowi wolną rękę, jeśli chce wydać w tym systemie, ale bez mojego nazwiska. Nie odpisał mi, w każdym razie drugiej nie piszemy w tej chwili, nie wiem, jaki ma status. Ja pasuję, nie wiem, czy na zawsze, czy na razie.
A teraz słowo wyjaśnienia. Znalazły się wydawnictwa, które chcą wydać naszą książkę, ale ze współfinansowaniem, na co ja się nie chcę zgodzić. Kilka jest na nie, kilka nie odpowiedziało. Niedawno dałam Markowi wolną rękę, jeśli chce wydać w tym systemie, ale bez mojego nazwiska. Nie odpisał mi, w każdym razie drugiej nie piszemy w tej chwili, nie wiem, jaki ma status. Ja pasuję, nie wiem, czy na zawsze, czy na razie.
czwartek, 31 marca 2016
:(
Nie mam auta. Utknęło u mechanika.
Nie mam siły. Mam za to 60 metrów wsadzonego żywopłotu.
Nie mam chęci pisać. Bloga, bo z książką idziemy, jak burza. A muszę z siebie coś wyrzucić.
Jutro mamy rocznicę zaręczyn. I idę na fitness. Mam karnet na... No właśnie nie wiem, czy kupić na 8, czy 12 wejść.
Nie mam siły. Mam za to 60 metrów wsadzonego żywopłotu.
Nie mam chęci pisać. Bloga, bo z książką idziemy, jak burza. A muszę z siebie coś wyrzucić.
Jutro mamy rocznicę zaręczyn. I idę na fitness. Mam karnet na... No właśnie nie wiem, czy kupić na 8, czy 12 wejść.
Subskrybuj:
Posty (Atom)