Pewnego razu w sklepie poprosiłam Córę, by pomogła mi wybrać kolor farby do włosów. Pokazałam jej dwie, wybrała trzecią. Fioletową. Pomyślałam najpierw, że zwariowałam, potem, że raz się żyje, ale wypróbowaną dojrzałą wiśnię kupiłam też. Jakby co, przezorny i tak dalej. Przed Sylwestrem znalazłam chwilę i zafarbowałam. W lustrze mi się nie podobało, bo ciemne, a ja blada, jak śmierć na chorągwi, ale w końcu przywykłam. Fioletu to tam niewiele, będzie nieźle.
Kolejnego dnia wychodziłam gdzieś, stoję przy lustrze, dopinam zamek w kurtce i w końcu patrzę w to lustro.
- Skarbie, czy możesz tu przyjść? - wołam na Osobistego, przeczesując palcami włosy, by obejrzeć dokładnie.
- Co jest?
- Czy moje włosy są czerwone?
- No. To cię dziwi? Wychodzi twoja prawdziwa natura.
Taaa... Rudy to nie kolor, to charakter.
Nie podobała mi się moja lista czytelnicza. Bo długa, generalnie nic nie mówi i w ogóle jest be. Co prawda dziś prawie zrezygnowałam, bo to niedostępne, a to też nie, ale jest, udało się:
Książkowe myśli i myślątka
Czasem opublikuję całą, długą recenzję, czasem parę zdań, wrażeń z lektury, ale chcę pisać o każdej przeczytanej książce. Dla siebie, a jak Wy coś dla siebie znajdziecie, to będę się bardzo cieszyć. W tym roku zapraszam już na pierwszy wpis.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fryzjer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fryzjer. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 stycznia 2018
czwartek, 16 lutego 2017
Nic tak nie poprawia humoru...
... jak fryzjer.
W poniedziałek położyłam się spać z mokrymi włosami, a ja mam jak Anastasia Steele, że z mokrymi kłaść się nie powinnam (druga część też się zgadza). Rano więc obudziłam się z gniazdem wron na głowie i uznałam, że muszę coś z tym zrobić. Zawiozłam dzieci do przedszkola, zrobiłam zakupy owocowe i na obiad i pojechałam do fryzjera. Ale fryzjer od 9, a było za 15. Odwiozłam więc zakupy do domu, pokroiłam mięso i zadzwoniłam, kiedy mnie może moja fryzjerka poratować, bo patrzeć na siebie nie mogę i muszę ściąć końcówki. Mówi mi, że przed 10 mogę być. To idę dalej i pytam, czy ma więcej czasu, bo może jakiś kolor, ale ja nie wiem, co chcę i w ogóle makabra te moje włosy. "Przyjedź, pogadamy." Podsmażyłam mięsko na obiad, zebrałam się i pojechałam.
Od niej wyszłam po dwóch godzinach pięknie wymodelowana, z nową farbą, pasemkami i podciętymi końcówkami, oczywiście wycieniowanymi. Biedniejsza o 100 złotych, ale w wyśmienitym humorze. Uwielbiam moją fryzjerkę, bo jeszcze dobrze nie usiadłam, a ona już miała wizję tego, co robimy.
Bardzo lubię też to, że mogę sobie o każdej chwili pojechać i posiedzieć tam dwie godziny, bo nie pracuję.
Wisienką na torcie były dwie pary pończoch od Osobistego, które wczoraj dostałam. No i kino. Tym razem poszliśmy na obiecaną już dawno Ballerinę. Cudowny film o marzeniach, pasji, dążeniu do celu i tańcu. Myślę, nie, jestem pewna, że zasili domową filmotekę i będzie oglądany wciąż i wciąż.
A jutro znów Kraków, rano jadę na badania, a potem na herbatkę :)
W poniedziałek położyłam się spać z mokrymi włosami, a ja mam jak Anastasia Steele, że z mokrymi kłaść się nie powinnam (druga część też się zgadza). Rano więc obudziłam się z gniazdem wron na głowie i uznałam, że muszę coś z tym zrobić. Zawiozłam dzieci do przedszkola, zrobiłam zakupy owocowe i na obiad i pojechałam do fryzjera. Ale fryzjer od 9, a było za 15. Odwiozłam więc zakupy do domu, pokroiłam mięso i zadzwoniłam, kiedy mnie może moja fryzjerka poratować, bo patrzeć na siebie nie mogę i muszę ściąć końcówki. Mówi mi, że przed 10 mogę być. To idę dalej i pytam, czy ma więcej czasu, bo może jakiś kolor, ale ja nie wiem, co chcę i w ogóle makabra te moje włosy. "Przyjedź, pogadamy." Podsmażyłam mięsko na obiad, zebrałam się i pojechałam.
Od niej wyszłam po dwóch godzinach pięknie wymodelowana, z nową farbą, pasemkami i podciętymi końcówkami, oczywiście wycieniowanymi. Biedniejsza o 100 złotych, ale w wyśmienitym humorze. Uwielbiam moją fryzjerkę, bo jeszcze dobrze nie usiadłam, a ona już miała wizję tego, co robimy.
Bardzo lubię też to, że mogę sobie o każdej chwili pojechać i posiedzieć tam dwie godziny, bo nie pracuję.
Wisienką na torcie były dwie pary pończoch od Osobistego, które wczoraj dostałam. No i kino. Tym razem poszliśmy na obiecaną już dawno Ballerinę. Cudowny film o marzeniach, pasji, dążeniu do celu i tańcu. Myślę, nie, jestem pewna, że zasili domową filmotekę i będzie oglądany wciąż i wciąż.
A jutro znów Kraków, rano jadę na badania, a potem na herbatkę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)