I to wcale nie ospale. W poprzedni poniedziałek złożyłam w gminie wniosek o kastrację bezdomniaka, który bardzo by chciał mieć domek. Nawet mu wystawiłam pudełko wyściełane gąbkami na pole, ale nie chciał, a Osobisty się śmieje, że on sobie wybrał pudełko, w którym mieści się jego ego. Wczoraj miałam dzwonić, jak ten wniosek, ale się wstrzymałam. I dobrze, bo dziś pani do mnie zadzwoniła, że złożyła dyspozycję u weterynarza i do 15 kwietnia mam wykonać zabieg.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się po urzędzie takiego tempa, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. W drodze do przedszkola podskoczę do weterynarza dogadać szczegóły. I muszę czekać na kota, bo jakoś się dziś nie pojawił. Czuje pismo nosem, cwaniaczek. Ale albo jajka, albo ciepłe legowisko.