Patrzę na stronę bloga na fb i oczom nie wierzę, tyle polubień się posypało. I cieszy mnie to bardzo, ale jednocześnie jestem niepomiernie zdziwiona. Bo długo, długo blog sobie siedział na kilkudziesięciu polubieniach, a tu nagle taki wysyp. I zastanawiam się skąd to się wzięło. Co Was do mnie przygnało i co zainteresowało na tyle, żeby zostać? Jestem tego bardzo ciekawa, bo chciałabym pisać o tym, o czym chcecie czytać.
Dziś pojechałam z Córą, największą panikarą w okolicy nawet dalszej, pobrać krew. Jak się chce jechać do sanatorium na koszt NFZ to trzeba. Z Osobistym panikuje mniej, ale on wykpił się robotą i tyle go widziałam. I po co mi było to bezrobocie z wyboru? Prysnęłabym do pracy, przecież po kilku dniach od powrotu by mi wolnego nie dali i musiałby jechać. A tak pojechałam sama, porzucając po drodze Syna w przedszkolu. Oczywiście za pobranie Córze i za niepojechanie z nami Syna musiałam zapłacić jajami kinder. Mocna waluta, wszystko się da z jego pomocą załatwić.