

Te Świętajakieś magiczne były, zbliżały… Spokojna Wigilia, przegadana do 23, do czasu,gdy pojechaliśmy na Pasterkę. Dokonałam wyciągnięcia Mamy i Skarba na Pasterkędo miejsca mojej pracy, bo podopieczni wystawiali jasełka i ogólnie chciałam.Potem razem pierwszy dzień. A w drugi… Białe szaleństwo, czyli pojechaliśmy nanarty. Ja w pięknej czapeczce królika budząca sporą uwagę, mam nadzieję, żeprzez tą czapkę a nie łamagowaty styl jazdy. Ale uszy spełniły inną funkcję.Króliczkowi (Playboya) każdy pomagał.
Dziś czuję w kościach każdyzjazd, ale ja chcę jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. Bo nawet z prognozowychminus dziesięciu stopni zostało minus trzy i pół. Bo mam miejsce na nowejedzonko poświąteczne. Bo odpoczęłam.
Dziś wpracy mam Wigilię dla pracowników. To już trzecia będzie, bo zaliczyłam teżjedną w przedszkolu. Się objem w tym roku ;) A jak już przy objadaniu jesteśmy.Postanowiłam kieckę wyjąć z szafy, taką rzec by można obcisłą, elegancką małą…beżową. A co, jak sobie mogę. Co prawda męskiej płci to jest ksiądz Prezes, aleno… Może ktoś się jeszcze pofatyguje, a jak nie to sama dla siebie piękna będę.Ale ja nie o tym chciałam… Z drżącym sercem wyciągnęłam sukienkę z szafy celemprzymierzenia, a nóż się nie zmieszczę, choć nie przewidywałam. Rozpięłamzameczek i wkładam… Przez nogi… Utknęła na biodrach. AAAA… Chwila namysłu, aleją się przez głowę wkłada. Uf, nadzieja zapalona na nowo. Wkładam, zapinamzameczek i: JUPI. Nawet luźniejsza niż ostatnio :) To dobry znak przedświętami. Szczególnie, że jeszcze czwarta Wigilia w domu mnie czeka :)
Wprzedszkolu spotkałam córkę koleżanki z liceum. Mała ma pięć latek. I tak misię zebrało na myślenie. Dziewczyny powychodziły za mąż, mają dzieci, niektórenawet już drugie, trzecie. Mają rodzinę, jakieś życie, ustabilizowane. Małepromyczki z uśmiechów maluchów. Męża, co o wszystko się zatroszczy, czas… A ja?Ja mam zaczęte drugie studia. Pracę, całkiem satysfakcjonującą, w zawodzie,popołudniami i w weekendy. Mężczyznę, którego kocham i z którym czasem nawetnie mam czasu porozmawiać na gg bo jak wracam to on akurat idzie spać, a jak jajestem dostępna to on pracuje. O spotkaniach na żywo tylko rozmawiamy, bofizycznej możliwości brak… Mam przyjaciół, z którymi się nie widuję z tychżesamych powodów. Mam marzenia o wspólnym kącie, gdzie można wyeliminować gg…
Nie wiem,która jest szczęśliwsza, nie wiem czy to da się porównać. Czy można określićżycie jako puste lub nie, skoro nie przeżyło się tej drugiej strony? Może onazazdrości mnie? Ja nie zazdroszczę, tak sobie myślę, że i na mnie, na nasprzyjdzie czas. Tylko czasem jest jakoś nie tak…
Rozwaliłomnie, powaliło na kolana i obezwładniło całkowicie. Łzy w oczach stawały raz zarazem. Jasełka chwyciły za serce, msza jak to zawsze z nimi wzruszająca, ale taszczególnie. Taka jubileuszowa, gdy z otwartymi ustami słuchali o narodzinachPana, gdy wszędzie czuło się, że cud jest w zasięgu ręki. Wigilia z wyczekanymprzez Piotrusia barszczykiem, z choinką i atmosferą taką, że życzliwość czućbyło w powietrzu. Potem kolędy, życzenia, które jeszcze nie raz się powtórzą.
Dorośliludzie cieszący się jak dzieci. Bo jest barszczyk, jest rybka, choinka, sąludzie. Takie banalne, a tak szczere, prawdziwe. I ta radość, jak siędowiadywali, że jadą do domu. Do rodziny. Bo to ważne, bo jedyne w swoimrodzaju. Bo mama zadzwoniła i weźmie, bo siostra przyjedzie, choć na chwilę,ale będzie. Bo to rodzina, a to Święta. I to jedyne w swoim rodzaju „DziękujęPani, lubię Panią.” Ważniejsze niż każde inne życzenia.
Jutro mamyw pracy Opłatek. Rodzice, podopieczni, kadra pracownicza, pełno ważnychosobistości. Zaczyna się w kościele, potem obiad uroczysty… Może pozwoli mi topoczuć nastrój świąt, bo jak do tej pory nie czuję, że się zbliżają. Są dlamnie strasznie odległe, jakby miały być za dwa miesiące a nie za niecałe dwatygodnie.
Wcześniej, czyli jeszcze w tamtymroku, jakoś dekoracje mi przypominały o świętach, teraz zdążyły się opatrzyć ijakby zniknąć z pola widzenia. Pewnie, są, całe wystawy kipią od świecidełek,Mikołajów i choinek. Ale że wiszą od listopada to jakoś wsiąkły w krajobraz ina mnie nie wywierają oczekiwanego skutku podniecenia okresem świątecznym. Mnieone po prostu wyłączyły percepcję i oddaliły święta. Stały się czymś w rodzajukrzaka mijanego po drodze, wie się, że on tam jest, a przynajmniej był wczorajto dziś pewnie też będzie, ale uwagi nie przykuwa. A jak zniknie to minietrochę czasu, nim się to zauważy. Owszem, rozmawia się u nas w domu o świętach,o uszkach i całej reszcie przygotowań, ale to nadal dla mnie jest odległe,jakby mnie nie dotyczyło.
Pewnie całkowicie poczuję tennastrój we wtorek rano, a potem w środę, w Wigilię. Chciałabym jednak, żebyjutro mi się udzieliła tak podniosła atmosfera. Bo dla moich Krasnali to ważne,bo żyją tym dniem od tygodnia, bo oczy im się śmieją jak tylko ktoś wspomni o„Wigilii”. A ja na swoje święta mam czas. Jeszcze tydzień. Zdążę sięprzestawić.
Singielka, takie modne słowo. Kobieta, która każdego faceta może okręcić wokół palca, usidlić każdego, jeśli tylko zechce. No i zechciała. Los sprawił, że nawinęło się dwóch. Nie marnowała okazji. Przecież z tym można iść do kina, a z drugim do filharmonii. Z dwóch lepiej złożyć ideał. No i jaki pożytek w alkowie, bo jak jeden zaniemoże, to drugi w pogotowiu, tylko jeden telefon i już. Pewnie, nerwy trzeba mocne mieć, bo jeden o drugim nie może się dowiedzieć, ale kobiety przecież idealnymi konspiratorkami i spiskowcami są.
Oszukuje ich? No przecież sami chcieli, polecieli na jej jędrny tyłeczek czy inne walory. To niech teraz płacą perfumami i kolacyjkami. Ona za to błyszczy i promienieje wśród zachwytów dwóch panów. Że ich rani? A to faceci mają uczucia? Przecież to im zależy na seksie bez zobowiązań, to go mają, ona do ołtarza nie ciągnie.
Nazwiecie ją ladacznicą? Za korzystanie z życia? Czy z zazdrości, że same tak nie umiecie? Panowie, zaczniecie ją wyzywać? A ilu z was miało więcej niż jedną w jednym czasie?
Mężczyznabez zobowiązań, wolny, samotny. Może nie, sam, bo samotny źle brzmi. Poznajedwie kobiety. Obie pociągające, piękne, inteligentne, dowcipne. Obie mu siępodobają. Wybór trudny, bo do żadnej większych uczuć nie żywi. I co? Zaczynaspotykać się z obiema. Jedna o drugiej nie wie, pełna konspiracja. Seks bezzobowiązań, kolacja czy też śniadanie, wspólne wyjścia do kina i teatru, nakoncert czy po prostu na spacer. Zapełniona luka pod nazwą „ktoś bliski”.Bliski niekoniecznie w znaczeniu na całe życie i ukochany. Po prostu ktoś z kimmiło można spędzić czas. Czas dzielony w miarę równo, na miarę możliwości.Mężczyzna na daną chwilę oddany tej kobiecie, z którą jest.
Żadna niema obiecane, że to na całe życie i do grobowej deski. Owszem, żadne też nie wieo tej drugiej. Ale nie było mowy choćby o związku, to znajomość. Okraszonaprzyjemnością stricte cielesną, ale nie poważny związek. Któraś zostanieporzucona, któraś zdobędzie go na dłużej lub obie przegrają z trzecią, zmiłością. Potępić? Bo co? Bo zdradza? Ale kogo? Ja potępić nie umiem. Wolni,dorośli ludzie dokonują różnych wyborów. Każdy chce być szczęśliwy. Kobiety niewybierały? A ile z nas, drogie panie, wie, czy nie jesteśmy tylko tą drugą? Aile robi tak samo?
Mówięwyraźne NIE romansom w pracy. Kiedyś miałam inne zdanie, ale zmieniłam wczoraj.Wychowawca drugiej grupy na piętrze wyjechał z podopiecznym. Miałam mieć pomocw osobie jednego pana i pani. Ta.. Wróciłam z obiadu, pana nie było, a paniwychodzi ze swoim facetem. Wróciła się dopiero jak powiedziałam, że podopiecznizostają sami, bo ja muszę pojechać po resztę.
Nie chodzio to, że miałam masę roboty. Chodzi o to, że przez romanse, przynajmniej u nas,masa pracy nie jest zrobiona, bezpieczeństwo podopiecznych zagrożone. Mogą siękochać, mogą robić co chcą, bo wiele osób poznaje się w miejscu pracy. Aleniech nie naraża to nikogo, niech obowiązki będą spełniane. U nas naprawdę jestczas na jakąś kawę, ale czas odpowiedni, a nie kiedy się ma ochotę. I wgranicach dobrego wychowania leży powiedzenie, że się gdzieś wychodzi. Nieafiszowanie się to jedno, a spełnianie obowiązków to drugie. A romanse temu niesprzyjają.
ŚwiętyMikołaju, nie byłam grzeczna, starałam się, a wyszło jak zawsze. Przeszłamprzez Piekło wybrukowane dobrymi chęciami, zwiedziłam Czyściec żalu i pokuty,nie zawsze spełnionej, dotarłam do Nieba i spadając w dół boleśnie raniłamskrzydła. Nie chcę nowej lalki Barbie, wyrosłam z nich, zresztą, za dużospotykam takich laleczek na swojej drodze, by jeszcze pociągało mnie ich złudnepiękno. Nie chcę słodyczy, bo w pakiecie musiałabym poprosić o nową garderobę.Gwiazdkę z nieba też już dostałam, dwa lata temu, prawie pod choinkę, więc onią też nie proszę. Czego bym chciała tak naprawdę? Czasu dla tych, którychkocham, spokojnego, cichego czasu na rozmowę, przytulenie, zwyczajne bycie.Chciałabym, żeby byli szczęśliwi i radośni, pełni ciepła. Pragnę, by moipodopieczni byli zdrowi i nadal pokazywali całymi sobą radość, by nieopuszczało ich wewnętrzne światło. Zostaw mi proszę pod poduszką uśmiech,wiedzę, że moja droga nadal jest dobra, choć niełatwa. Tylko tyle, a może ażtyle. Czy zasłużyłam? Sam oceń. Wszak „nie proszę więcej niż dać możesz”