poniedziałek, 13 listopada 2017

Sufit, choinka i kino, czyli co u nas po weekendzie

Intensywne cztery dni za nami.
Zaczęło się już w czwartek, kiedy z Osobistym minęłam się w drzwiach, pędząc na spotkanie z Przyjacielem, a potem na burleskę. Muszkieterki nie są najlepszym obuwiem na krakowski bruk, szczególnie, jak się ma piętnaście minut do zajęć i chce się jeszcze zamówienie z księgarni odebrać. Nic to, dałam radę i mega zadowolona, choć lekko mokra wróciłam do domu.
Z kolei w piątek to Osobisty spotykał się z tymże Przyjacielem na męskiej rozmowie, przez co wrócił do domu o niebo spokojniejszy. Podjął też decyzję o niekontynuowaniu kursu szafarza, przez co w sobotę ja wykonałam rozpaczliwy telefon o ustawienie do pionu do Przyjaciela, bo sobie wkręciłam, że:
A - poszedł, bo ja go namówiłam, a nie chciał
B - zrezygnował przez nas i ja go ograniczam.
Kop w tyłek, młotek w łeb czy inne przyjemności były mi potrzebne, stąd telefon. A On jest naprawdę dobry w tym, co robi, jedno zdanie, jedna sekunda i od razu trzeźwe myślenie się włącza.
A z racji wolnej soboty poszliśmy całą czwórką na górę zrobić kolejne prace przybliżające nas do zrobienia sufitów. Bo doszliśmy do wspólnego wniosku, znaczy Osobisty i ja, bo dzieci tu niewiele mogą, że najpierw sufity, a potem schody, bo inaczej nie będzie jak wejść, bo nie otworzymy tymczasowej zastawki, bo wszystko zawilgnie. Sporo poszło w sobotę do przodu.
Za to niedziela pełen relaks. Rano kościół, potem kino. Przyszedł czas na Kucyki Pony. Jasne, przewidywalne do bólu, dzięki czemu się nie poryczałam, ale czas w kinie przeleciał mi, nie wiem kiedy. Ani razu nie zerknęłam na zegarek, ani razu nie pomyślałam, ile jeszcze. Bardzo mądra, pouczająca historia. Ale ja ogólnie lubię kucyki właśnie za to. Pośmiałam się, zrelaksowałam, dobrze spędziłam czas. Bo za rękę z ukochanym można się potrzymać też na kreskówce.
Później obiad, tym razem postawiliśmy na niezdrowe jedzenie i wylądowaliśmy w Burger Kingu. Dzieci najbardziej zadowolone z zabawek z zestawu, choć i frytki się zjadły. Z nowymi siłami poszliśmy pobuszować po sklepach. Z Leroy wyszliśmy z płytkami dla mamy, która robi remont łazienki - po złamaniu ręki chce wywalić wannę i zamontować prysznic. Obejrzeliśmy lampy, dzieciaki sobie wybrały faworytów z obietnicą zwiedzenia Ikei. Na koniec zostawiliśmy sobie Auchan i tam zgłupieliśmy. Tyle lampek, nie wiadomo, które wybrać, a chcemy oświetlić choinkę przed domem. Synowi kupiłam bombkę bałwanka, Córze chcę kupić baletnicę, ale nie było ładnych. Postanowiłam, że każdego roku dostaną ode mnie bombkę, którą potem zabiorą do własnego domu. Co prawda planują jak na razie wybudować bliźniaka z drzwiami w ścianie łączącej, na naszej działce, ale choinkę chyba będą mieli oddzielną, co?

4 komentarze:

  1. Fajny wypad ;) Też ostatnio byłam w kinie z przyjaciółką, ale na mother! Genialny film, wgniata w fotel, choć drastyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam się marzy Liga sprawiedliwości i Thor, ale warunki jakie są, każdy widzi :)

      Usuń
  2. Mnie ciągnie na Czerwone jaskółki, ale czy dociągnie to zobaczymy ;) (miałam w planach jeszcze jeden ale zapomniałam tytułu - zwiastun widziałam). Na pewno mam w planach "Pierwszą Gwiazdkę" z dziewczynami i "Paddingtona 2" ale to chyba tylko z Martyną, bo niewiem czy kasi sie spodoba. Paddington już bardziej taka "dorosła" wersja, bo to film, a nie bajka.
    Nie czaję o co chodzi z tym kursem szafarza, czytałam trochę w necie ale to dla mnie czarna magia. Możesz tak w dwóch słowach? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasi chcą na Maję, a Paddington im się podobał, na dwójkę jednak nie chcą iść.

      Szafarz do świecka osoba, która może udzielać komunii św w kościele i jeździć do chorych. U nas miało to wyglądać tak, że rozdaje komunię, jak w kościele jest szał. Ale stwierdził, że to jednak nie dla niego.

      Usuń